Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dlaczego znak pokoju

Dlaczego znak pokoju

12.09.2016
Czyta się kilka minut
Zwłaszcza w Roku Miłosierdzia ludzi wierzących powinno być stać na taki religijny gest. Tym bardziej że dyskutowana kampania nie jest wymierzona w nauczanie Kościoła.
Światowe Dni Młodzieży, Kraków, 29 lipca 2016 r. / Fot. Damian Klamka / EAST NEWS
Światowe Dni Młodzieży, Kraków, 29 lipca 2016 r. / Fot. Damian Klamka / EAST NEWS
N

Niewiele w Polsce trzeba, by wzbudzić sensację. Wystarczy – jak niedawno zrobili to prezydent Duda z byłym prezydentem Wałęsą – wymienić się w kościele znakiem pokoju. Niewiele też trzeba, by wywołać kontrowersje. Ot, na przykład: rozwiesić billboardy z gestem uściśniętych dłoni – jednej z różańcem, drugiej z przepaską w kolorach tęczy – namawiając wierzących i homoseksualistów, także tych deklarujących katolicyzm, do wzajemnego szacunku.

Aby uruchomić nieprzychylne, a czasem i nienawistne komentarze, nieoparte na faktach interpretacje oraz zwyczajowe ostatnio oskarżenia o „zdradę”, wystarczy w jakiś sposób nie pasować. W akceptowalnej normie przestają się mieścić nawet oczywiste gesty.

Akcja

Kampania społeczna „Przekażmy sobie znak pokoju” – organizowana przez Grupę Polskich Chrześcijan LGBTQ „Wiara i Tęcza”, Kampanię Przeciw Homofobii i...

16711

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wyobraźnia mi podpowiada taki oto obraz: obok mnie w kościele stoi morderca, który za chwilę popełni kolejną zbrodnię [ma taki zamiar]i przekazuję mu znak pokoju. Absurd. Kampania, której broni TP, po prostu rozmydla problem i usiłuje zniszczyć granicę między dobrem a złem. Mogę sobie pogadać z homoseksualistą, nawet się z nim zaprzyjaźnić i modlić się za niego. Ale przekazanie znaku pokoju w trakcie mszy świętej posiada także ten aspekt zgody na postawę bliźniego, który jako grzesznik pokornie błaga o wybaczenie mu grzechów przez Boga i wspólnotę Kościoła. Czy aktywiści LGBT uznają swoją grzeszność, proszą o modlitwę wstawienniczą, czy tylko chcą zamanifestować swoje przywiązanie do grzechu i w duchu moralnego permisywizmu domagać się aprobaty dla czynnego homoseksualizmu? "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6,9; por. Rz 1,26-27; 1 Tym 1,9-11).

To w końcu kogo słuchać? Jezusa? Czy jakiegoś fałszywego apostoła z Tarsu?

Obłudnik i hipokryta, bo nie sądzę, że zwyczajny głupek. Co niedziela w kościele wierni podają ręce jeden drugiemu doskonale zdając sobie sprawę, że nie świętym je podają, i że obdarowany uściskiem dłoni z cała pewnością był, jest i będzie grzesznikiem. Trzeba być naprawdę po uszy umoczonym w takiej jak twoja wręcz satanistyczej interpretacji Ewangelii by pisać takie bzdury. I jeszcze bezczelnie, wręcz szyderczo podpierasz się cytatami z Pisma - a cóż dziedziczenie Królestwa Bożego ma do podawania ręki jako znaku pokoju bliźniemu?!...

uzurpujesz sobie jak widzę prawo osądu. Jesteś w stanie ocenić kto żałuje? kto postanawia poprawy? Słyszysz tylko deklaracje, skąd wiesz czy szczere? skąd wiesz czy ten który mówi "nie" w sercu nie pragnie powiedzieć jednak "tak"? "Miłujcie nieprzyjaciół" to jest jedyna nowa jakość chrześcijaństwa w stosunku do innych znanych mi religii. Nieprzyjaciel to nieprzyjaciel, to nie ktoś kto skamle u twoich stóp i błaga o wybaczenie i jest bezbronny. Chrześcijaństwo to religia heroiczna i jak widzę jednak martwa, jeśli ma tylko takich wyznawców jak ty. Myślę, że pyszni też nie wejdą do Królestwa niebieskiego, a jakże pysznym trzeba być by rościć sobie Boskie prawo osądzania? hmmm, do zobaczenia w piekle zatem?

Panie Kassjuszu, czy te wątpliwości co do przekazywania znaku pokoju odnoszą się tylko do ludzi kojarzących się z LGBT, czy też odnoszą się do wszystkich osób co do których zachodzi podejrzenie, że nie zamierzają odstąpić od postępowania, które KK jednoznacznie określa jako niemoralne? Czy jak jestem na ślubie połączonym z mszą, a po mojej lewej i prawej stronie stoją znajomi panny młodej, którzy są zadeklarowanymi agnostykami, to powinienem odstąpić od znaku pokoju, żeby nie wysyłać sygnału, że akceptuję ich wybory. Albo jak jestem na mszy z okazji rozpoczęciu roku szkolnego: rodzice ucznów i uczniowie, a koło mnie matka koleżanki mojej córki: rozwiedziona, żyjąca w nieformalnym związku: mam odstąpić od znaku pokoju, żeby nie został zrozumiany jako moja aprobata jej decyzji życiowych? Albo, mam dużo znajomych zadeklarowanych katolików, małżonków z dwójką, trójką dzieci, którzy wbrew nauczaniu KK dopuszczają się niemoralnych aktów seksualnych w postaci korzystania z prezerwatywy. I nic nie wskazuje na to, że zamierzają przestać. Mam odstąpić od przekazania znaku pokoju, żeby nie poczytali tego jako mojej aprobaty do swoich niemoralnych czynów?

O nie drogi panie, agnostykiem się po prostu jest, bez wyboru, po prostu własny intelekt, całe własne "ja" wprost świadczy całą swoją mocą, wszystkimi neuronowymi połączeniami, że przyjęcie innej koncepcji jest wprost niemożliwe. No i jak dla katolików stosowanie prezerwatyw przez wierną sobie małżeńską parę z dwójką dzieci jest czynem niemoralnym i godnym potępienia, to wiem jedno, nigdy, ale to nigdy nie chcę być katolikiem, tej skali hipokryzji i fałszu lub po prostu zwykłej bezgranicznej głupoty nie byłbym w stanie znieść.

Proszę nie traktować moich słów dosłownie. A już na pewno nie wnioskować z nich na temat tego czym jest KK. Ja się posługuję ironią w celu zachęcenia pana (pani?) o pseudonimie Kassjusz do doprecyzowania swojego stanowiska. No ale, jak widać ironia przez internet nie wychodzi najlepiej.

Powinienem zorientować się, że to ironia. Niestety jednak to co "ironiczne" okazuje się być rzeczywistym (?) przekonaniem całkiem sporej grupy "nawiedzonych terrorystów", którzy swoją chorą wizję rzeczywistości próbują narzucić wszystkim wokół.

"Słyszeliście, że powiedziano: oko za oko i ząb za ząb. A ja wam powiadam: nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz" (Mt, 5, 38-40). "Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty" (Łk, 6, 29). Taka jest niedwuznaczna, pierwsza i (zdawałoby się) niezmienna nauka kościoła co do postawy chrześcijańskiej wobec zła. Jeśli cię ktoś bije, przymusza, okrada, zabija albo promuje homoseksualizm, czy dopuszcza się innego zła - masz jako chrześcijanin nie reagować, nie odpowiadać oporem, przyzwalać na wszystko. Z ubolewaniem stwierdzam, że w fałszowanie tej "niezmiennej" nauki kościoła włączył się pewien kardynał, a razem z nim bez mała wszystkie środowiska katolickie od 1700 lat, których wypowiedzi i publikacje odeszły od ortodoksyjnej ewangelicznej nauki Jezusa w tej kwestii.

Nieprzekazanie znaku pokoju nie jest wyrazem oporu wobec zła, ale braku aprobaty dla grzechu. Nie podajesz ręki człowiekowi, którego nie szanujesz,który cię gorszy i krzywdzi, nie prosząc o wybaczenie. Fałszywie interpretujesz naukę Jezusa. W Starym Testamencie opór wobec zła przybierał formę zwykle krwawego odwetu. Jezus naucza, by być wspaniałomyślnym wobec grzesznika i w ten sposób przyspieszyć jego nawrócenie, obudzić jego sumienie. Brutalny odwet sprawiał, że grzesznik z uporem trwał w grzechu, nienawidząc swoich surowych sędziów. Znajomość psychologii jest ciągle przydatna. Krnąbrne dziecko przywołuje się do porządku łagodnie karcąc, a nie - bijąc pasem. Nadstawianie drugiego policzka w Izraelu świadczyło o gotowości do pojednania z wrogiem, a nie-ulegania przemocy z jego strony.

Nie podajesz ręki człowiekowi, którego nie szanujesz (choć go miłujesz...), który cię gorszy i krzywdzi, lecz masz mu odstąpić nieprzymuszony i płaszcz, kiedy chce szaty, a kiedy każe ci iść tysiąc kroków, masz iść z własnej inicjatywy i dwa tysiące... Poziom manipulacji, jaki chrześcijanie uprawiają, aby wygłuszyć radykalną wymowę tych przypisywanych Jezusowi słów, jest niesamowity nawet jak na niskie teistyczne standardy. Będą chrześcijanie uprawiać wszelkie możliwe łamańce intelektualne, jednocześnie zarzucając krytykom fałszywe interpretacje. Pytam: gdzie w cytowanych przeze mnie JEDNOZNACZNYCH fragmentach (czy całych kazaniach, z których one pochodzą, albo w ogóle w całych tych ewangeliach) znajduje się choćby cień sugestii, że jeśli "grzesznik" nie pojedna się z nami, nie przestanie grzeszyć, nie odda nam szaty, nie przestanie zmuszać, nie skończy na jednym czy dwóch policzkach - to wówczas Jezus przyznaje chrześcijaninowi prawo do stawiania oporu, do walki? No gdzie?!

Łk 22,36

Zgoda - rzucając wyzwanie, podejrzewałem, że może się ostatecznie znaleźć fragment przeciwny. Ale czego on dowodzi poza niespójnością ksiąg nowotestamentowych, ludzką ograniczonością Jezusa lub zaledwie względnym obowiązywaniem jego nauki (jeśli rzeczywiście Jezus wypowiedział obie sprzeczne ze sobą kwestie)? Nie anuluje to bynajmniej radykalnej i jednoznacznej wymowy wcześniejszego kazania. Jest domeną chrześcijańskich interpretatorów wyrywanie biblijnych zdań z kontekstu i łączenie ich w nową całość rzekomo w zgodzie z ukrytym przez Boga przekazem, a w rzeczywistości zgodnie z bieżącymi potrzebami "interpretatora".

Co do opinii episkopatu - myślę, że gdyby te akcję wymyślił któryś z gejów ze środowiska biskupów, wszystko byłoby cacy i z błogosławieństwem ich ekscelencji. No ale że to TP - więc huzia na józia, tak polski episkopat uprawia politykę kadrową.

Każdy powinien mieć prawo do trzech kochanek/ kochanków z pewnymi wyjątkami ( politycy do sześciu, artyści do 12, sportowcy do 18, a księża tylko do jednej/ jednego ).

Jeśli wierzę, jeśli kocham Boga to dostosowanie się do Boga jest radością a nie niewolą. Jeśli kochasz kobietę, to fakt, że z innymi nie umawiasz się na randki nie jest przecież poświęceniem się lecz jest czymś naturalnym i przejawem tego, że znalazłeś to czego szukałeś. Zatem skąd ten ironiczny tekst o kochankach? Czego zazdrościsz tym którzy są oddaleni od największej wspaniałości Wszechświata? (czyli Boga). Skoro wypominasz, znaczy że zazdrościsz, skoro zazdrościsz to jaką, że to Prawdę i Miłość niby znalazłeś? Ja nikomu żadnej kochanki, żadnego kochanka nie zazdroszczę, wręcz uważam, że już tu swą karę za ewentualną "rozwiązłość" ponoszą, a katolikiem w sensie przekonania nie jestem.

Wyobraź sobie, jak skręca i dławi tak zwanych wierzących, jeśli wierzą z mechanicznego przymusu, a rozum ich i całe życiowe doświadczenie mówią, że ta 'wiara' to blaga. Wyprane mózgi zaprogramowane na ogień piekielny i wieczne potępienia za najmniejsze odstępstwo od doktryny nie są w stanie przestawić się na choćby neutralny sceptycyzm, zaś ich prawdziwe jestestwo jest tłamszone i gwałcone przez przymus skutków odniemowlęcej indoktrynacji. Co dostajemy w efekcie? Ano na przykład taki właśnie jak powyżej zaprezentowany kochankowy bełkot.

Chyba nie najlepszy zresztą.

No ale żarty skądś się biorą, z pewnej "świadomości zbiorowej", tak szczerze, ale wiadomo nie oczekuję publicznego potwierdzenia, czy to co napisałem w odniesieniu do bliskiego panu środowiska nie jest do pewnego stopnia prawdziwe?

Odnoszę wrażenie, że część osób, które zamieściły tutaj swój komentarz, przeczytały bez uwagi teksty dotyczące "Przekażmy sobie znak pokoju". Aż korci, żeby westchnąć do Pana, dziękując, że podobają się mi tylko kobiety... Szczególnie ta jedna, jedyna, która urodziła nam czworo dzieci. Że nie jestem jak ten nasz znajomy lekarz, który przez samo to, że jest osobą homoseksualną - tylu stracił znajomych od czasu, kiedy "ujawnił się", tylu nie chce z nim mieć nic do czynienia, chociaż profesjonalny medyk...

...że nie urodziłem się Tomaszem Korytowskim.

Ja podejrzewam TP i podobne środowiska o złą wole tzn. oficjalnie mówimy o znaku pokoju i jeśli na tym znaku pokoju miałaby się skończyć całą kampania, większość kontrowersji by nie powstała. Ale przecież w tej kampanii chodzi o coś więcej... Wyraziła do dobrze Pani Marta Abramowicz w GW „Kampania ma na celu zmianę od środka Kościoła rozumianego jako wspólnota wiernych. Liczymy na »rewolucję« wiernych”. Tego typu opinie budzą zrozumiały niepokój i kontrakcje, Krótko i na temat wyraził swoje votum separatum jeden z redaktorów Więzi na swoim blogu: http://laboratorium.wiez.pl/2016/09/13/dlaczego-nie-popieram-kampanii/ Efektem takiej kampanii będzie wg mnie zupełnie odwrotny - jeszcze większa nieufność w stosunku do środowisk LGBT- czy taki był cel kampanii ?

Ja podejrzewam TP i podobne środowiska o złą wole tzn. oficjalnie mówimy o znaku pokoju i jeśli na tym znaku pokoju miałaby się skończyć całą kampania, większość kontrowersji by nie powstała. Ale przecież w tej kampanii chodzi o coś więcej... Wyraziła do dobrze Pani Marta Abramowicz w GW „Kampania ma na celu zmianę od środka Kościoła rozumianego jako wspólnota wiernych. Liczymy na »rewolucję« wiernych”. Tego typu opinie budzą zrozumiały niepokój i kontrakcje, Krótko i na temat wyraził swoje votum separatum jeden z redaktorów Więzi na swoim blogu: http://laboratorium.wiez.pl/2016/09/13/dlaczego-nie-popieram-kampanii/ Efektem takiej kampanii będzie wg mnie zupełnie odwrotny - jeszcze większa nieufność w stosunku do środowisk LGBT- czy taki był cel kampanii ?

Zła wola? Nie! Przecież Autorzy powyższego tekstu nie ukrywają, że liczą na to, iż choć u niektórych katolików, jak i po stronie osób homoseksualnych, w wyniku kampanii choć odrobinę otworzą się serca na "innego", i oczy na jego problemy? Czy to złą wolą dyktowane działanie? Do głowy by mi nie przyszło. Podobnie jak uporczywe utrzymywanie przez niektórych Dyskutantów na tym Forum, że gest podania ręki w "Znaku pokoju" oznacza akceptację zła drugiego człowieka. W takim razie należałoby zaprzestać wykonywania tego gestu w ogóle, albowiem żaden z wykonujących go nie jest przecież bez grzechu. A kimże jesteście by to oceniać w drugim, zamiast w sobie?

Panie Thorgi, (a może Pani - przepraszam, jeśli pomyliłem, ale z tego nicka, nie potrafię wywnioskować z kim rozmawiam), zakładając, że ma Pan rację i, że efektem kampanii będzie większa nieufność do LGBT, czy potrafi Pan wskazać jak mogłaby wyglądać inicjatywa która osiągnęłaby te dwa cele naraz: (1) uwrażliwić obojętnych chrześcijan na cierpienia i trudności rodzin osób o innej orientacji seksualnej niż jedyna słuszna, (2) nie wprowadzać niepokoju u chcrześcijan, że coś im się odbierze albo zniszczy, albo, że się ich zdemoralizuje?

Szanowna Redakcjo, Chciałem powiedzieć, że dzięki TP z agnostyka stałem się chrześcijaninem, który codziennie stara się szukać Boga i Prawdy. Wcześniej żyłem w (blędnym) przekonaniu, że KK to ludzie, żyjący w strachu, poczuciu stałego zagrożenia, często pełni złości i frustracji, próbujący udawać szczęśliwych, i trzymający się prostych, trochę dziecięcych, algorytmów postępowania. Taki obraz jest oczywiście nieprawdziwy, ale kiedyś tak mi się wydawało, i dopiero kontakt z TP pokazał mi, że można byc Katolikiem i nie bać się obserwować uczciwie świata razem z jego paradoksami, że można poddawać w wątliwość zasłyszane z dzieciństwa "algorytmy postępowania" dla Katolików. Że da sie być chrześcijaninem bez tego "lęku poznawczego". Jestem za to bardzo wdzięczny. Teraz nie identyfikuję się z TP tak bardzo jak kiedyś, znalazłem własną drogę, ale to doświadczenie pozostanie dla mnie ważne, bo zmieniło kierunek w moim życiu. /// Mam nadzieję, że zwracając uwagę na akcję "Przekażmy sobie znak pokoju", również uda Wam się kogoś "pozyskać" dla Boga. Choćby to miała być jedna osoba, to będzie to sukces. Tego Wam życzę.

Szanowny Panie Andrzeju, gratuluję odnalezienie swej własnej drogi w życiu duchowym i życzę cennych odkryć na niej. Jednak co do Pańskiej teorii, że TP to oaza szczęśliwości i niewinności katolickiej, ze smutkiem stwierdzam, że nie przystaje ona do realiów Kościoła. Proszę choćby przestudiować ostatnie wypowiedzi hierarchów i publicystów mediów związanych z Kościołem na temat TP w związku z propagowaną przezeń akcją "Przekażmy sobie znak pokoju". Nawet o odebraniu prawa do używania przez TP określenia "katolicki" się mówi. TP to jednak margines. Bo proszę Szanownego Pana, jeden Kościół istnieje w Polsce już tylko nominalnie. Zresztą Sz. P. sam to zauważa, pisząc wpierw o 'żyjących w strachu, poczuciu stałego zagrożenia, często pełnych złości i frustracji, próbujących udawać szczęśliwych, i trzymających się prostych, trochę dziecięcych, algorytmów postępowania', a potem o tych spod skrzydeł TP. No przecież nie identyfikuje się Pan z tymi pierwszymi, nieprawdaż?.. - a oni stanowią jednak większość w tej masie. Wcale się Pan nie mylił. Z takimi np. Rydzykiem, Międlarem czy Jędraszewskim z pewnością ciężko by się Panu było dogadać. Pozdrowienia.

Panie Eddiepolo, nie do końca zrozumiałem, co chiał mi Pan przekazać, ale pragnę sprostować swoje własne słowa, żebym nie został źle zrozumiany. Na pewnym etapie życia miałem negatywną ocenę członków KK, i o tym wspomniałem, natomiast teraz wcale nie mam. Dopomógło mi w tym spotkanie z TP. Na początku myślałem, że środowisko TP (i moje) jest lepsze niż inne, a potem doszedłem do wniosku, że inne też są dobre. Każdy szuka na swój sposób, każdy popełnia błędy, ale każdy w sumie chce do Chrystusa. Ja nie widzę nic niewłaściwego w stanowisku KEP do rzeczonej akcji. Przypomnieli o szacunku dla WSZYSTKICH ludzi, przypomnieli o stanowisku KK (czego zabrakło w rzeczonej akcji). Pomysł z odebraniem prawa do określenia "katolicki" nie pochodzi od KEP. A nawet jakby TP nikt nie nazywał "katolickim" to i tak miałby ważną misję do wypełnienia, i ja dalej bym sympatyzował. Ja po Pana odpowiedzi aż sobie obejżałem słynne kazanie ks. Międlara, i o ile słownictwo i forma mi nie odpowiada, to jednak zgadzam się w 60% z jego wizją: mówił o odwadze, unikaniu bierności, walce o siebie i innych, intronizacji Chrystusa w swoim sercu. O. Rydzyka znam tylko z opowieści z drugiej ręki. Sam go nigdy nie słuchałem, ale dla mnie jest twórcą Radia Maryja. Radia Maryja audycji słuchałem raptem raz czy dwa, i wcale nie były takie, jak to piszą w niektórych mediach. Znam przypaki samotnych ludzi, których opuściły dzieci, znajomi, i została im tylko Rodzina Radia Maryja: a bez niej nie mieliby już nikogo. To brzmi jak dobra akcja wychodzenia na peryferia. Kto to jest ks. Jędraszewski to nie wiem. Właśnie widzę, że kapelan PiS. Nie będę miał czasu się zapoznać, no ale chyba jemu też chodzi o Chrystusa? Jeszcze nie wspomniał Pan o ks. Oko. No ale chyba, pomimo tej wroości, z którą ostro wszyscy przesadziliśmy (mi się wydaje, że redaktorzy TP też są często agresywni na swój dyskretny sposób), chodzi nam o to samo? Jak w (nie-idealnej) rodzinie.

Cóż ja chciałem przekazać? Wydaje mi się, że pisałem wprost. Że TP tak się ma do Kościoła, jak dajmy na to wstążka do kapelusza. Albo rów przydrożny do drogi. I że zdecydowana większość i kleru, i owieczek to konformiści i oportuniści, z wcale niemałym marginesem zarówno bezmyślnych jednostek z mocnym odruchem stadnym, jak i fanatyków na granicy paranoi. Że TP jest na cenzurowanym, od lat pod obstrzałem hierarchów. +++ Moja droga życia duchowego jest przeciwieństwem Pańskiej. Wytresowany i wyedukowany według tradycyjnych schematów katolickich też bezwolnie przez lata podążałem za stadem. Wtedy także czytałem TP, a było to już ho, ho, parę ładnych lat temu, i róniez wtedy był to jeden z najlepszych tygodników. Tyle, że wówczas bez jawnej opozycji wśród biskupów. Potem, jak Paweł z Tarsu (ale bez upadku z konia i wstrząsu mózgu), doznałem oświecenia i nawrócenia - w przeciwną jednak niż Pańska czy Pawłowa stronę. +++ Z perspektywy czasu przyznaję pełną rację Tischnerowi, który zgrabnie i dosadnie opisał wkład plebanów w dekonstrukcję Kościoła. Początek lat 90-tych i zaciekła walka kleru o religię w szkołach, potem obłudne wyciągnięcie ręki po państwową kasę za nią, dalej sponsorowane przez kościół awantury o krzyże w Oświęcimiu, coraz większa buta i gołym okiem widoczne pycha i hipokryzja - od samej góry, kardynalskich kapeluszy i arcybiskupich pierścieni, po wiejskich wikarych używających ambon jako propagandowej tuby dla głoszenia swych politycznych manifestów, bezwstydne obnoszenie się kościelnych władz ze swymi politycznymi koalicjami i czerpanie z nich wielomilionowych zysków - to wszystko krok po kroku otwierało mi oczy. Jeśli ta instytucja po dwóch tysiącach lat istnienia jest w o wiele gorszym stanie moralnym i etycznym niż na początku swego istnienia, jeśli jej przez wieki prowadzona ewangelizacja zamiast pokoju i prawości na świecie, ładu moralnego, sprawiedliwości i powszechnego umiłowania pomiędzy bliźnimi przyniosła w efekcie morze krwi wojen religijnych, hańbę konkwisty i niewolnictwa, pełne skarbce czy kapiące od złota świątynie - to znak, że nie tędy droga. Cóż więcej, z pewnością czytał Pan Ewangelie - łatwo po tej lekturze zrozumieć, o co tak naprawdę chodziło Jezusowi, synowi cieśli, i bez problemu chcący znajdą sposób na podążanie śladem jego nauczania. A przede wszystkim pojmą, że niepotrzebny, ba wręcz szkodliwy, jak historia pokazała, jest udział kościelnego pośrednika i tłumacza w tym dziele. No jeśli komuś się podoba i potrzebuje spotkań przy kadzidłach i organowych fugach - proszę bardzo. Bez wątpienia jednak te kadzidła jedynie przeszkadzają w podążaniu śladami Jezusa - o którym skądinąd wiemy, że kadzidłem wokół siebie nie wymachiwał. Ja mam taką bardzo prosta zasadę w życiu: z dwulicową hołotą, oszustami, obłudnikami, 'wilkami w owczej skórze' - kontaktów nie utrzymuję. Zaś swych Mistrzów i Nauczycieli sam sobie wybieram. +++ Jędraszewski to arcybiskup katolicki, słynący z wielu paskudnych i antyewangelicznych wypowiedzi. O Rydzyku podyskutujemy, kiedy zapozna się Sz. P. szerzej z jego działalnością i wypowiedziami. Uważam, że nie sposób nie zauważyć, iż klepanie zdrowasiek różańcowych i telefoniczne pogawędki ze słuchaczami, które tak się Sz. P. podobają, to dla niego jedynie pretekst, listek figowy, za którym kryje się zwyczajna maszyneria biznesowa, agitacja polityczna oraz - co jest dla mnie coraz bardziej oczywiste - działalność agenturalna. Pański zaś ukłon w stronę ks. Międlara i jego nienawistnych przemówień w kościołach pozostawiam bez komentarza. Ks. Oko? A kij mu....

Przeczytałem komentarz Red.Sporniaka i wyraznie tam stoi,że akcja ma być ponad podzialami,że jej celem nie jest podważanie nauki KK nt homoseksualizmu,że ma być to gest miłosierny...Aliści ks Dziwisz chyba tekstu nie przeczytał,bo wypisuje brednie o propogaowaniu stylu życia "homo".A drugiej strony p.Abramowicz(jeśli dobrze zrozumiałem reprezentantka lgbt) mówi o "rewolucji" wśród wiernych(czytaja niech poprą lgbt).Czyli każdy swoje... Czy o to chodziło? O problemie homoseksualizmu trzeba rozmawiać, ale nie z pozycji "ja wiem lepiej".Problem naukowo nie jest rozwiązany i choćby być bardzo życzliwym środowisku lgbt nie jest to norma, i -niestety - nie wyważam otwartych drzwi. W sumie szkoda,że taka akcja natychmiast została upolityczniona.Ale chyba organizatorzy mieli tego świadomość. Osobiście, aczkolwiek nie popieram ruchów lgbt ,bez najmniejszych oporów przekazuję im znak pokoju.

Dziękuję autorom artykułu. Dzięki innej akcji społecznej miałam możliwość rozmowy z osobą transseksualną oraz z rodzicem osoby homoseksualnej. Spotkanie z innym człowiekiem zawsze jest ubogacające. W atmosferze pełnej szacunku mogłam porozmawiać o tym co nas łączy i o tym co nas dzieli. Różnież o wierze. Myślę, że dobrodziejstwem takich akcji społecznych jest spotkanie. Również dla osób ze środowisk LGBT takie spotkania są odkrywcze i mogą pokazać, że są ludzie, którzy na prawdę chcą w swoim życiu kierować się Ewangelią, nikogo przy tym nie krzywdząc, i którzy nie chcą koniecznie czegoś ugrać.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]