Dlaczego Bralczyk, sędziwy i lubiany językoznawca, stał się nagle obiektem najdzikszego hejtu?

Mam wrażenie, że splotło się tutaj kilka spraw. Dokładniej rzecz biorąc – trzy. Po pierwsze, postępująca niezdolność do uznawania, że inni mają odmienne poglądy, i że wolno im je mieć.
Czyta się kilka minut
Profesor Jerzy Bralczyk. Warszawa, listopad 2023 r. // Fot. Artur Zawadzki /
Profesor Jerzy Bralczyk. Warszawa, listopad 2023 r. // Fot. Artur Zawadzki /

Nie tylko letnie rozprzężenie stało, jak sądzę, za falą czy też raczej morzem wściekłości i nienawiści, które wylało się na Jerzego Bralczyka po jego wypowiedzi o „zdychających” zwierzętach i „umierających” ludziach. Wyraźnie zaznaczam – w merytorycznym sporze wokół poruszonych przez niego kwestii stoję zdecydowanie po stronie Koheleta. Na pewno to znacie, ale na wszelki wypadek zacytuję. „Ponieważ rzeczywiście ten sam jest los człowieka, co los zwierzęcia: jedno umiera tak samo jak drugie i to samo tchnienie ożywia ludzi i zwierzęta. Człowiek więc nie przewyższa zwierzęcia, lecz wszystko jest marnością. Wszystko zmierza do tego samego miejsca: wszystko powstało z prochu i wszystko do prochu znów wraca” (Koh 3, 19-20). Powtórzę – zgadzam się z Koheletem, więc nie zgadzam się z Bralczykiem. Rozumiem jednak, że ktoś może myśleć inaczej niż ja. I uznaję, że ma do tego prawo. Składam zaraz na początku taką deklarację, bo, jak wiadomo, nie jest to dzisiaj ani trochę oczywiste.

Wbrew rozmaitym opiniom, nie sądzę również, żeby sprawa dotyczyła wyłącznie zmienności języka. Rzecz sięga głębiej i dlatego wywołuje tak ekscesywne reakcje. Idzie tu nie o stylistykę, lecz raczej o zasadnicze kwestie światopoglądowe, mianowicie: wyjątkowość (lub nie) człowieka pośród żywych stworzeń. W szczególności, o jego domniemaną nieśmiertelną duszę, którą – jak głoszą wciąż jeszcze wpływowe w tej kulturze religie – wyłącznie on posiada i dlatego „tchnienie istot ludzkich wznosi się do góry, a tchnienie zwierząt schodzi na dół do ziemi”. To znowu Kohelet (3, 21), który oczywiście powyższej tezy wcale nie uznaje, a zarazem znalazł się przecież w ortodoksyjnym kanonie. Niezależnie jednak od tego, jakie mamy w tej sprawie zapatrywania, problem dotyczy kwestii językowych tylko o tyle, o ile język odzwierciedla nasze filozofie i ogólne postawy wobec świata.

Nawiasem mówiąc, wiadomo, że odzwierciedla, choć moim zdaniem nie w takim zakresie, w jakim to współcześnie niektórzy ideowi oraz ideologiczni puryści postulują. Ale to już kwestia na osobne rozważania. Dzisiejsze pytanie brzmi: dlaczego sędziwy i dotąd lubiany językoznawca stał się nagle obiektem najdzikszego hejtu? Płynącego zresztą – częściowo – od strony deklaratywnych „galerników wrażliwości”, szafarzy tolerancji, zwolenników komunikacji bezprzemocowej.

Otóż mam wrażenie, że splotło się tutaj kilka spraw. Dokładniej rzecz biorąc – trzy. Po pierwsze, postępująca niezdolność do uznawania, że inni mają odmienne poglądy, i że wolno im je mieć. Że zatem nieprawdą jest, jakoby poza obszarem „naszych” słusznych przekonań rozpościerały się jakieś bez wyjątku trzęsawiska i bagniska, terytoria opanowane przez dzikich, na które człowiek rozumny ani myśli się zapuszczać. Po drugie – fatalne w skutkach i całkiem fałszywe przekonanie, że moralna słuszność usprawiedliwia przemoc, choćby tylko słowną. I że skoro niesłuszność należy tępić wszelkimi sposobami, to znaczy, że normy zachowania i mówienia obowiązują tylko słusznych wobec słusznych. Po trzecie natomiast – dominujące dziś lęk i niepewność, a do tego jakiś wyczuwalny brak, tęsknota, pragnienie (o tym, jakie – kiedy indziej).

To właśnie sprawia, że na coraz więcej spraw reagujemy coraz częściej iście fundamentalistyczną furią. Nierzadko – jak w sprawie Bralczyka – przystrojoną w kostium czułości oraz empatii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Czuli fundamentaliści