Dla uzależnionych

Czyta się kilka minut

Sam do nich należę: to ci, którzy poznawszy fragmenty „Dziennika” Máraiego z ostatnich lat jego życia, opublikowane w marcu 2000 r. na łamach „Tygodnika”, a potem wybór z całości (2004), teraz niecierpliwie czekają na kolejne tomy pięciotomowej edycji (choć to wciąż tylko część oryginału). Márai, urodzony w 1900 r., zaczął prowadzić dziennik podczas II wojny. Mieszkał wtedy w Budapeszcie i był już autorem powieści tak wybitnych, jak „Wyznania patrycjusza” i „Żar”. Wkrótce przeniósł się do naddunajskiej wioski, by chronić żonę Lolę (miała żydowskie pochodzenie). We wrześniu 1948 r. wraz z przybranym synem Jánosem opuścili na zawsze komunistyczne Węgry, a książki Máraiego znalazły się na indeksie. Pisarz zmarł śmiercią samobójczą w styczniu 1989 r., pogrążony w depresji po śmierci najbliższych.


Czytaj także: Sándor Márai "Portrety"


Trzeci tom „Dziennika” rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych (Máraiowie mieszkali tam od 1952 r.), wkrótce po powrocie z wyprawy do Europy, której powodem była rewolucja węgierska, stłumiona przez interwencję sowiecką. Márai otrzymuje właśnie obywatelstwo amerykańskie, a równocześnie jest świadom, że klęska rewolucji definitywnie odcięła go od kraju („Rok temu wierzyłem, że jest jakaś nadzieja. Teraz też wierzę. Ale na nadzieję jestem już zbyt zmęczony”) i ma poczucie zdrady, jakiej wobec Węgrów dopuścił się Zachód. Wobec zbuntowanych komunistów, jak Imre Nagy, też jest raczej bezwzględny („gdy szajka znajdzie się w kłopotach, zbrodniarze czasami strzelają do siebie”). Tak ostre sądy budzą opór, podobnie jak niektóre uwagi o kwestii rasowej czy podszyty antropocentryczną pychą stosunek do natury. Zarazem jednak wyrazistość (podobnie jak niebywale zgęszczony, aforystyczny niemal styl) jest jedną z zalet tego wielkiego dzieła, które Imre Kertész nazwał „najważniejszym, najpełniejszym i najuczciwszym intelektualnym dokumentem epoki”. Márai opisuje i diagnozuje świat, wydarzenia polityczne, przemiany społeczne i sztukę współczesną, śledzi „oznaki rozpadu” z perspektywy spadkobiercy pewnej formacji kulturowej, której schyłek przyniosła pierwsza Wielka Wojna. Krytycznie, choć życzliwie obserwuje Amerykę; odnotowuje też kolejne etapy wrastania własnego syna w tamtejszą rzeczywistość. I z bolesną niekiedy samoświadomością sporządza swój autoportret. ©℗

Sándor Márai DZIENNIK 1957–1966, Wybór, przekład, opracowane, przypisy i posłowie Teresy Worowskiej. Czytelnik, Warszawa 2018, ss. 588.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2018