To był szczęśliwy dzień dla Arsena, chirurga z punktu stabilizacyjnego (tj. małego szpitala polowego) na froncie charkowskim: dziś nie miał jeszcze żadnego poważnie rannego. Mimo to Arsen wydaje się zafrasowany: chciał zrobić nagranie, pokazać, jak wykorzystuje nowy koagulator, który podarował mu czytelnik „Tygodnika”.
– Bardzo uniwersalny aparat – kładzie czule rękę na sprzęcie, który wędrował do niego kolejnymi etapami spod Warszawy aż tutaj (to kolejne wsparcie dla jego szpitala, możliwe dzięki wysiłkowi naszych czytelników: podczas naszego wyjazdu w grudniu stabpunkt Arsena otrzymał agregat prądotwórczy).

Do ukraińskich szpitali trafiło już 14 koagulatorów, podarowanych przez czytelnika „Tygodnika”
Cztery takie koagulatory – tj. elektronarzędzia chirurgiczne, w szpitalach polowych stosowane głównie do zamykania ran (a w szpitalach tyłowych także do innych operacji) – podarował teraz właściciel firmy produkującej taki sprzęt. Prócz Arsena trafiły do dwóch podobnych stabpunktów w obwodzie chersońskim i na pograniczu rosyjskiego regionu kurskiego (jest tam dziś szczególnie dużo ofiar), a także do dużego szpitala na zapleczu frontu w Donbasie, dokąd trafiają ranni ewakuowani spod Pokrowska.
„Dziękujemy wam, dziękujemy narodowi polskiemu” – mówią na przesłanym nagraniu poruszone lekarki z tego szpitala (łącznie w ostatnich trzech latach do ukraińskich szpitali – frontowych i na tyłach – trafiło już 14 koagulatorów, podarowanych przez naszego czytelnika).
Tym razem – podczas kolejnego wyjazdu na Ukrainę z transportem zorganizowanym dzięki zbiórce wśród czytelniczek i czytelników „Tygodnika” – mieliśmy, prócz tych koagulatorów, także 10 mobilnych agregatów z inwerterem (trafiły do punktów medycznych i jednostek na froncie) i pięć zestawów tzw. noszy próżniowych (służą do ewakuacji rannych w trudnych warunkach) oraz jeden agregat o bardzo dużej mocy.

Agregat o dużej mocy, podarowany przez naszych czytelników, broni nieba nad wschodnią Ukrainą
Dwaj mężczyźni w słusznym wieku, którzy przyjechali po niego na umówione spotkanie, wyglądali na zmęczonych. Ten trochę młodszy, w stopniu oficera, był całkiem siwy. Starszy, łysiejący podoficer, pod znoszony mundur ubrał cywilny kolorowy polar; poranek był mroźny. Nie wyglądali na ludzi z elitarnej jednostki obrony przeciwlotniczej. Ale nimi byli: to oni zestrzelili, prócz licznych rakiet lecących na ukraińskie miasta, także „rosyjski awacs” (samolot radioelektronicznego zwiadu) i bombowiec strategiczny. Swoimi antyrakietami dosięgli obie wrogie maszyny jeszcze nad terytorium Rosji.
Życie przeciwlotników, zwłaszcza tych na zapleczu frontu, to ciągłe napięcie i ruch: muszą się stale przemieszczać, by uniknąć wykrycia. Rosjanie na nich polują, zniszczenie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej to ich priorytet. Dlatego prosili o mocny agregat, który byłby stabilnym źródłem prądu dla ich sprzętu, ale taki, który łatwo jest przewozić. Kupiliśmy go za pieniądze podarowane przez czytelników „Tygodnika” – dziś broni wschodniej Ukrainy.
Ukraina nadal stawia opór, trwa więc nasza akcja, prowadzona we współpracy ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Sąsiedzka. Szczegóły zbiórki na stronie: inicjatywasasiedzka.org

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















