Reklama

Czy Jezus lubi UBI?

Czy Jezus lubi UBI?

w cyklu Woś się jeży
16.04.2020
Czyta się kilka minut
Nie jest zaskoczeniem, że z powodu COVID-19 papież Franciszek odkrywa dla katolików bezwarunkowy dochód podstawowy. Zadziwia raczej, że dzieje się to dopiero teraz. Ale przecież lepiej późno niż wcale.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
W

W Niedzielę Wielkanocną do trwającej w najlepsze debaty o dochodzie podstawowym (jej przebieg mogą Państwo prześledzić czytając poprzednie wpisy z cyklu #WośSięJeży) włączył się papież Franciszek. W liście do Światowego Spotkania Ruchów Ludowych napisał, że pandemia COVID-19 to może być dobry czas na wprowadzenie „powszechnej pensji podstawowej”. Mogłaby ona – czytamy w liście – „przywrócić godność wielu szlachetnym i społecznie potrzebnym zadaniom, które wykonujecie”. W ten sposób – pisze papież – „można osiągnąć cel, który jest jednocześnie humanistyczny i chrześcijański”. To znaczy sprawić, by żaden pracownik nie był już dłużej „wyzuty ze swoich praw”. Pełna wersja papieskiego listu dostępna jest tutaj.

Wieść o liście natychmiast stała się globalnym newsem dużego kalibru. Nie bez przyczyny. Franciszek nigdy dotąd nie udzielił tak konkretnego poparcia dla idei dochodu podstawowego. W swym społecznym nauczaniu ograniczał się raczej do ostrożnej i dość ogólnej krytyki stanu stosunków społecznych. Stronił nawet od użycia słowa „kapitalizm”. Podobnie zachowywali się jego współpracownicy, czego doświadczyłem rozmawiając kilka miesięcy temu z Luigino Brunim, włoskim ekonomistą uważanym za jednego z papieskich doradców (pełną wersję rozmowy znajdziecie tutaj). Spytałem Bruniego wprost o dochód podstawowy, ale nie chciał udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Dociskany, zwracał wręcz uwagę na sprzeczności dochodu podstawowego ze społeczną nauką Kościoła. W tym kontekście niedzielne poparcie papieża dla idei UBI jest jeszcze bardziej godne uwagi. Zwłaszcza że orędownicy dochodu podstawowego ochoczo podchwycili słowa Franciszka, nazywając je nawet „gamechangerem”. Czyli momentem, który w żywej debacie o UBI wiele zmieni. 

Czy słowa Franciszka faktycznie oznaczają, że cała wcześniejsza rezerwa Kościołów (nie tylko katolickiego) wobec rozwiązań polityczno-ekonomicznych przypominających dochód podstawowy momentalnie stopnieje? To oczywiście nie takie proste. Wiele pozostaje wciąż do wyjaśnienia.

1. Zacznijmy od samych słów papieża Franciszka. Warto zwrócić uwagę, że nie napisał on o „bezwarunkowym dochodzie podstawowym”, lecz o „bezwarunkowej pensji podstawowej”. Nie jest to bynajmniej przejęzyczenie. Wydaje się, że Franciszek chciał wyraźnie podkreślić kluczowy związek owego dochodu z pracą. Dlatego „pensja”, a nie „dochód”. Kryje się za tym podstawowa obawa wobec UBI, płynąca ze strony chrześcijańskiego, i pewnie nie tylko chrześcijańskiego mainstreamu. Z tym oderwaniem UBI od obowiązku świadczenia pracy problem ma pewnie niejeden z czytelników tej kolumny – niezależnie od tego, w co i jak mocno wierzy.

Podstawowy zarzut brzmi tak: dochód podstawowy będzie zniechęcał ludzi do pracy. Tym samym będzie stał w sprzeczności z pewnym wyimaginowanym naturalnym porządkiem, w którym praca nadaje ludzkiemu życiu sens i wartość. Ludzie bez pracy się posypią. Posypią się społeczeństwa i państwa. Posypie się cały otaczający nas ład. Obawy te nachodzą czasem pewnie nawet tych, którzy na ideę dochodu podstawowego patrzą skądinąd łaskawie.

Z tym problemem najlepiej zmierzyć się od razu. Wskazując, że dochód podstawowy jako alternatywa wobec pracy NIE JEST tym, czego pragną jego zwolennicy. Więcej nawet. Wizja (niczym w kreskówce dla dzieci z 2008 roku pt. „Wall-E”), w której ludzkość popada z braku pracy w bezczynną gnuśność, to... projekcja przeciwników dochodu podstawowego.

Jest to projekcja błędna z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że w prawdziwym świecie jesteśmy przecież po przeciwnej stronie skali. Pracujemy raczej bardzo dużo niż bardzo mało (kto nie wierzy, niech spojrzy na coroczne dane OECD na ten temat). W Polsce w ciągu 15 lat współczynnik zatrudnienia (odsetek aktywnych zawodowo osób w wieku produkcyjnym) wzrósł z 50 do 70 proc. Rósł nawet w latach 2016-2020, gdy zaczął się rozpędzać (rzekomo dezaktywujący zawodowo) program 500 plus. 

Co z tego wynika? Ano to, że tu i teraz, w rzeczywistości współczesnego kapitalizmu, dochód podstawowy nie jest alternatywą dla pracy. Nie jest promowaniem bierności i gnuśności. Przeciwnie. W prawdziwym życiu jest realnym wzmocnieniem pracujących! Daje im bowiem dodatkowy argument w negocjacji z pracodawcą. Owszem, czasem prowadzić może do odmowy pracy. Ale nie jakiejkolwiek pracy, lecz pracy na takich (w domyśle: pozbawiających godności) warunkach. Dlatego UBI nie stoi w sprzeczności ze słowami papieża. Przeciwnie: jeśli chrześcijaństwo zbudowane jest na uznaniu godności każdej jednostki ludzkiej, to UBI właśnie tę godność wielu jednostkom ma szansę przywrócić.


Czytaj także: Rafał Woś: Na wirusa 500 plus plus


Oczywiście będą istnieć pytania o przypadki graniczne. Belgijski filozof Philippe Van Parijs (jeden z nielicznych zwolenników tzw. marksistowskiego libertarianizmu) nazwał to „dylematem surfera”. Co począć z tymi, którzy wezmą dochód podstawowy i wycofają się z życia społecznego i produkcyjnego, całymi dniami oddając się surfowaniu albo siedzeniu przed telewizorem, chodzeniu po lesie lub czymukolwiek innemu, co uważa się za bezproduktywne? Czy społeczność ma machnąć na nich ręką? Czy musi ich jakoś wciągnąć do gry? 

Na te dylematy można sobie wyobrazić wiele odpowiedzi. Brytyjski ekonomista Anthony Atkinson proponował na przykład, żeby byli oni zobowiązani do wykonywania pracy „społecznie użytecznej” na rzecz dobra wspólnego. Inni twierdzą, żeby nie przesadzać. Przekonują, że z pozornego lenistwa czy pięknoduchostwa powstaną nierzadko rzeczy piękne. A co, jeśli ów surfer pracuje nad nową teorią względności, która umożliwi nam np. podróże w czasie? Czy można go nazwać „nierobem”? A może jako społeczeństwo powinniśmy dopuścić istnienie szarej surferskiej strefy, w której – z dala od codziennego kołowrotka – może się wykluć coś cennego? Czy taki na przykład Karol Darwin mógłby opracować teorię ewolucji, gdyby nie był bogaty z domu i nie musiał martwić się o to, czy złapie kolejną chałturę albo grant badawczy?

2. Inny argument, zgodnie z którym UBI jest rzekomo nie do pogodzenia z Biblią, ma związek z chciwością. „Dostaniesz 1000 dolarów, to zaraz zapytasz, dlaczego nie 1500. Dostaniesz 1500, więc dlaczego nie 2000” – tak na pytanie o dochód podstawowy odpowiedział ewangelicki kaznodzieja Chuck Bentley. Zacytował nawet (a jakże!) odpowiedni fragment Pisma. „Kto kocha się w pieniądzach, pieniądzem się nie nasyci; a kto się kocha w zasobach, ten nie ma z nich pożytku” (Koh 5,9). 

Takie pryncypialne potępienie chciwości trąci jednak hipokryzją. Zwłaszcza wobec skali problemu nierówności majątkowym we współczesnym kapitalizmie. Tym, co je napędza, jest przecież zjawisko rentierstwa. Fakt, że w ciągu ostatnich 30 lat tak mocno urosła liczba światowych miliarderów, nie jest przecież związany z ich pracą w sensie dosłownym. Wzrost majątków polega raczej na akumulacji kontrolowanego przez nich kapitału. Jasne, że większość współczesnych bogaczy, od Bezosa po Sołowowa, pracuje. Mają biura, podróżują i ubijają interesy. Trudno jednak nie zauważyć, że coś ich pracę odróżnia od pracy większości z nas. Oni robią to raczej dla przyjemności niż z konieczności. Dzieje się tak dlatego, że tak naprawdę ich dochody mają charakter rentierski. Praca jest dla nich rozrywką.


Czytaj także: Rafał Woś: Kto się boi pokonania kryzysu?


Pytanie, czy którykolwiek Kościół kiedykolwiek im tego rentierstwa zabronił? Albo nazwał je wprost niemoralnym i niemożliwym do pogodzenia z tym, co mówi Pismo? Chyba nie. Wokół bogatych chodzi się raczej na paluszkach. Jeśli napomina, to delikatnie i w sposób raczej zawoalowany. Ale skoro tak, to dlaczego zabraniać stosowania mechanizmu rentierstwa powszechnego na poziomie maluczkich? A przecież dokładnie tym jest – co do zasady – mechanizm dochodu podstawowego. To przeniesienie logiki rentierstwa w wersji mini na poziom powszechny. Czy godzi się więc przypowieść o uchu igielnym stosować tylko wobec maluczkich? Tylko ich chłostać, że są chciwi: mając 1500, chcą 2000. A nie wobec silnych, którzy operują na liczbach o dalece większej ilości zer? Czy nie spełnia to definicji hipokryzji?

3. Streszczę na koniec treść pewnego kazania. Idzie to tak: przez większą część historii ludzkości ubóstwo było spowodowane przez niedostatek. Nie było wystarczająco dużo jedzenia, by wykarmić do syta wszystkich. Zbyt mało domów, by każdy mógł zamieszkać w godnych warunkach. Zbyt mało szkół, by każdy mógł otrzymać porządną edukację. Tak było kiedyś. Ale dziś już tak nie jest. Ludzkość ma dziś wystarczająco dużo jedzenia, by nakarmić wszystkich ludzi do syta, a nawet zdrowo. Starczy mieszkań, by wszyscy mogli mieć dach nad głową. Szkół i nauczycieli też jest pod dostatkiem. Problemem jest pieniądz. Zbyt wielu ma zbyt mało pieniędzy, by kupić porządne jedzenie, mieć normalny dom i warunki do tego, by się w spokoju uczyć. Problemem naszych czasów nie jest brak zasobów. Problemem jest zły i nierówny podział tych zasobów.

To kazanie zostało wygłoszone kilka lat temu przez pastora Rogera Lee Raya ze Springfield w stanie Missouri w USA. Kazanie (jego pełna wersja tutaj) brzmi tak, jakby mogło w każdej chwili zakończyć się wezwaniem do wprowadzenia uniwersalnego bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie przychodzi mi do głowy żaden powód, dla którego jego autorem nie mógłby być papież Franciszek, Jan Paweł II lub inny społecznie wrażliwy katolicki duchowny. To kolejny dowód, że logika UBI nie jest w żaden sposób sprzeczna z duchem chrześcijańskim.

To nie jest tak, że dochód podstawowy kłóci się z chrześcijaństwem na jakimkolwiek istotnym polu. Epidemia, z którą się teraz zmagamy, to doskonały czas, by zrobić w jego sprawie kolejny krok.

Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

no nie wiem jak red. Woś, bardzo prawdopodobne że c z u j e się p r z e p r a c o w a n y, ale pracować a być pracą zmęczonym to jednak rożne kwestie - bez wątpienia powszechny na zachodzie dobrobyt rozleniwił już wielu, nie tylko red. RW, i wielu jak i on nie widzi sensu w codziennym trudzie i mozole walki o przetrwanie - bo przetrwać dziś łatwiej niż kiedykolwiek w historii i walka ku temu niepotrzebna - rzecz jasna co innego przetrwać, a co innego m i e ć co najmniej tyle co sąsiad, ale ta kwestia najwyraźniej pozostaje poza horyzontem wyobrażeń red. RW - jednak nie trzeba specjalnych zdolności by sobie wyobrazić, że danie każdemu w łapę sakiewki wypełnionej pieniądzem wcześniej innym zabranym uszczupli środki przeznaczane na wydatki publiczne, w tym opiekę społeczną, medyczną itepe, albo sakiewka ta wypełniona zostanie makulaturą drukowaną przez "hojny" rząd, ze skutkami zbyt oczywistymi by o nich pisać - w żadnym jednak z tych przypadków nie zlikwiduje ta magiczna sztuczka pospolitej ludzkiej dążności do p o s i a d a n i a więcej, a tym bardziej nieuniknionych cierpień będących rezultatem niezaspokojenia tych pożądań - jesteśmy w punkcie wyjścia, tam na nas czeka z pewnością jakiś 'nowy' reformator ludzkości i z 'nowym' pomysłem na 'nowy komunizm', czego Szanownym Czytelnikom absolutnie nie życzę, za to red. RW - jak najbardziej シ

Jak w temacie! Dawanie jednym zawsze będzie związane z zabieraniem innym. To jest kradzież, to jest niemoralne.

Chodzi o "dawanie" każdemu. Tyle samo. Nie zabieranie jednym i dawanie tego drugim tylko każdemu "dajemy". A co jest kradzieżą i zabieraniem. To jak np. prezes banku zarabia 100 tys. na miesiąc, a tzw. doradca klienta czy kasjerka, którzy i więcej pracują i mają wykształcenie takie jak ten prezes i ponoszą większą odpowiedzialność zarabiają 30 razy mniej to kto kogo okrada i kto komu zabiera? Albo inaczej. W latach 50. do 80. ubiegłego wieku na Zachodzie jedna pracująca osoba na jednym etacie, mogła utrzymać spokojnie rodzinę. Obecnie nie jest to możliwe. Muszą pracować oboje i często nie na jednym etacie. Jeśli zestawimy to z tym, że wtedy stosunek najwyższych dochodów do najniższych był wielokrotnie mniejszy niż obecnie i to, że obecnie połowę dóbr na Ziemi jest w posiadaniu kilku procent bogaczy to kto kogo okrada i zabiera?

aż nie do uwierzenia, taki tekst w TP?... według Pana kto więcej pracuje - piekarz czy ślusarz? maszynista czy maszynistka? pisarz czy malarz? ten sławny i kupowany czy marny i biedny??... w jakich jednostkach Pan pracę mierzy, w dżulach czy jeszcze w starym układzie? - nawet śmieszne nie są te Pańskie porównania, kasjerki do szefa banku - Panu wytłumaczę, kasjerka nie potrafi bankiem zarządzać, i to właśnie o kompetencje i kwalifikacje chodzi, nie o ilość wydzielonego potu i ciepła w tym przypadku - abstrahuje rzecz jasna od wysokości zarobków prezesów ale i kasjerek, te reguluje rynek póki co, a życie nas nauczyło, że ludzkie regulacje są psu na budę warte - tak dla prezesów, jak dla kasjerek, a przede wszystkim dla klientów obojga

Nikt nie planuje bronić rynkowi regulowania wysokości zarobków prezesów banków - kiedy już UBI zapewni kasjerce i klientom banku minimalne podstawy egzystencji. Co więcej, gdy rynek zauważy, że nie tak łatwo już znaleźć kasjerkę, sprzątaczkę czy śmieciarza za psie pieniądze, wówczas luka między zarobkami tychże a zarobkami prezesów znacznie się zmniejszy. Finansowanie UBI to jest jednak problem rzeczywisty. Jeśli nie druk pieniędzy i wyniszczająca gospodarkę inflacja, to zostają tylko wysokie podatki dla średnich i dużych firm oraz kapitału finansowego, które skłonią je do emigracji w nisko opodatkowane regiony. Zanim UBI zacznie przynosić wzrost produktywności i wzrost gospodarczy, pacjent zdąży umrzeć z powodu szoku wywołanego zastosowaną terapią.

pojęcie 'godnego życia' i 'minimum egzystencji' jest rzecz jasna relatywne - ci, co na zachodzie uważani są za pokrzywdzonych przez los i system, żyją nieraz w o niebo lepszych warunkach niż miliard albo dwa niezauważanych, średniostatystycznych kowalskich w krajach biednych - tamci rzeczywiście walczą każdego dnia o p r z e ż y c i e, ci 'nasi' często z o t y ł o ś c i ą - i żadne, choćby największe i najpowszechniejsze zasiłki nie zlikwidują chęci posiadania więcej i więcej, byle dorównać sąsiadom, wczasów nad ciepłym morzem, lepszego auta czy jeszcze większego mieszkania, krótko mówiąc nie zlikwidują zjawiska nierówności dochodów i stanu posiadania, które jest dla wielu jedyną przyczyną frustracji - no bo przecież u nas własny metraż, auto, wczasy to minimum jest, czyż nie? - a że system UBI z d e f i n i c j i jest skazany na niepowodzenie, z powodów czysto ekonomicznych, i że, powtórzę, wprowadzenie go czy to poprzez dodatkowe zadłużenie państwa, czy zwiększone obciążenia podatkowe, prowadzi przy okazji do z m n i e j s z e n i a nakładów na cele s p o ł e c z n e, to chyba dla każdego racjonalnie myślącego sprawa oczywista - owszem, kraje najbogatsze mogą i wprowadzają czasami dodatkowe formy pomocy społecznej, które niektórym mylą się z powszechnym 'dochodem podstawowym', no ale któż bogatemu zabroni, tyko pozazdrościć tamtejszym 'biedakom'

UBI nie ma na celu wyrównania dochodów i stanu posiadania, ale zmniejszenie różnicy w dochodach i stanie posiadania poprzez zapewnienie każdemu człowiekowi minimum egzystencjalnego w ramach danej społeczności i poprzez dalsze skutki społeczno-gospodarcze, które z tego kroku wynikną. Po cóż mielibyśmy próbować wybijać ludziom z głowy chęć posiadania więcej i więcej (po cóż, znaczy się, jak nie ze względu na ograniczoność zasobów planetarnych i kruchość ekosystemu)? Niech jak najbardziej dążą do tego, aby mieć więcej (albo raczej: mieć lepiej) w oparciu o swój dochód podstawowy, ale także o zreformowane edukację i stosunki społeczne. UBI to może być właśnie kluczowy element wyrwania setek milionów ludzi z wyuczonej beznadziei. Powody ekonomiczne czynią UBI niewykonalnym w skali mniejszych czy większych krajów, ale nie w skali światowej - tutaj przeszkodą nie do ruszenia są na razie czynniki polityczne (jesteśmy silniejsi od innych i dobrze nam z tym) i ideologiczne (tamci nie zasługują na takie życie, jak my). Oczywiście stabilność nowego systemu zawierającego UBI wymagałaby stałego zwiększania wydajności pracy per capita oraz kontroli wielkości populacji. Nie ma podstaw, aby zakładać, że wdrożenie UBI automatycznie zmniejszy nakłady na sferę publiczną - wszystko jest kwestią rozdziału wpływów z podatków, a także wielkości podatków, jakie przeorganizowana światowa gospodarka będzie w stanie przełknąć bez zadławienia się.

jeśli z budżetu damy część na przykład na 'dochód podstawowy' to chyba o c z y w i s t e jest, że już nie damy tych środków na n i c innego?... a mogłyby wspomóc np. w służbę zdrowia, oświatę, fundusze socjalne itede - czyżbym się mylił sądząc, że 1+1=2, a 2>1 ??... opowiadanie o "minimum egzystencjalnym w danej społeczności" - Pan wybaczy, ale uważam za naiwne, nieprzemyślane - określenie z daleka pachnie katastrofą, to r ó ż n i c e były, są i zawsze będą źródłem frustracji niektórych, a systemy "każdemu po równo" już były testowane, z t r a g i c z n y m i skutkami - no ale co tam, ja jestem spokojny o tę utopię, bo akurat Polska i akurat dzisiaj to ostatni kraj, który mógłby sobie na taki ekstrawagancki eksperyment pozwolić, i nie zdziwię się, jak władza zamiast rozdawać zacznie już jutro najuboższym zabierać

Ignoruje pan wszystko to, co dotąd napisałem - pod pańskimi postami i pod innymi. Nie chodzi o zrównanie dochodów i stanu posiadania w sensie absolutnym. Różnice zawsze pozostaną w systemie kapitalistycznym - i dobrze, bo to jest jego siła napędowa. W UBI chodzi o systemowe zmniejszenie tych różnic i o wykorzenienie największych patologii w stosunkach pracy i stosunkach społecznych. Oczywiście, że UBI wprowadzony już dziś w pojedynczych krajach to byłaby dla tych krajów katastrofa budżetowa. Aby się stabilnie utrzymać, UBI musiałby zostać wprowadzony jednocześnie w pewnej krytycznej masie państw (zwłaszcza państw największych, najludniejszych i najbardziej zamożnych), tak aby kapitał nie miał możliwości bezkarnie dokonać "optymalizacji podatkowej". Dzisiaj nie ma na to praktycznie żadnych szans. Ale nie znaczy to wcale, że powinniśmy mieszać ze sobą przeszkody rzeczywiste i wyimaginowane.

nie było moją intencją ignorowanie, raczej rozminąłem się z Pańskim tokiem rozumowania zapatrzony we własny シ tak czy inaczej widzę, że obaj podobnie uważamy temat UBI za czysto teoretyczny

Brak sprzeciwu?

Spróbuję rozprawić się z tymi mrzonkami i przedstawię prawdziwe konsekwencje UBI (Universal Basic Income) – jego duchowe/psychiczne skutki: 1) UBI utrwali niską samoocenę u "biedaków-biorców", poczucie bycia uzależnionym od łaski "bogaczy-dawców" – zabierze im resztki godności i dumy 2) UBI zamknie nadzieję dla "biedaków-biorców" na poczucie sprawczości, robienia czegoś na wielką skalę, bycia potrzebnym, odgrywania pozytywnej roli, zmieniania świata... 3) Tym samym UBI, co oczywiste, umocni wzajemną niechęć, nienawiść i rozłam. I przepaść ta zostanie już na zawsze „zapieczętowana” (no bo chyba w „bajki robotów” nikt nie wierzy…) Wiem, że Homo Sovieticus w Redaktorze zadowoli się <<miską ryżu>>, ale nie u każdego droga do szczęścia prowadzi przez taki ochłap. Już chyba mamy odpowiedź na tytułowe pytanie...

Spróbuję rozprawić się z tymi mrzonkami. 1. UBI utrwali niską samoocenę u "biedaków-biorców" tylko wtedy, jeśli nie będzie mu towarzyszyć wzmożenie społecznego wysiłku edukacyjnego i reforma stosunków społeczno-politycznych. Dlatego wraz z UBI (a nawet jeszcze przed jego wdrożeniem) należy zadbać w nie mniejszym stopniu o te kluczowe obszary. 2. Twierdzenia bez żadnych podstaw. W istocie jednym z głównych celów UBI jest właśnie stworzenie ludziom bezpiecznej podstawy, z której będą mogli rozwijać swoje "poczucie sprawczości, robienia czegoś na wielką skalę, bycia potrzebnym, odgrywania pozytywnej roli, zmieniania świata". 3. Unieważnione przez powyższe uwagi. ************ Inne przeszkody stoją nadal na drodze UBI: 1. Niestabilność państw, które zdecydowałyby się unilateralnie na UBI spowodowana wzmożoną imigracją. 2. Brak woli politycznej w rozbitym ideologicznie i politycznie świecie do jednoczesnego wprowadzenia UBI na poziomie globalnym.

Nie ma tu miejsca na wielostronicowe wypowiedzi (zresztą kto by je czytał) więc nieuchronne są skróty. Nie różnimy się zbytnio: jeśli zrobimy WIELKĄ REFORMĘ MYŚLENIA (edukacyjną, społeczną, polityczną...) i obejmie ona wszystkich czyli i "biedaków" i "bogaczy", to de facto USUNIEMY PRZYCZYNY PROBLEMÓW ...i żaden UBI NIE BĘDZIE POTRZEBNY. "Bogacz" chętnie podzieli się z biednym (i jeszcze najlepiej utrafi w jego potrzeby), a "biedak" z <<gorącym sercem>> JEDNORAZOWO pchnięty do przodu pójdzie o własnych siłach!!! Przed reformą=zmianą myślenia osoba ("z podciętymi skrzydłami", przybita i upokorzona, której rzucono trochę pieniędzy) do żadnej twórczości się nie weźmie... W głębi serca jest smutna i/lub cyniczna (wiadomo - większe pieniądze=więcej tego co masz do tej pory. Jestem pracowity i dobry - najpewniej zwielokrotnię swój pozytywny wkład. Jestem "drobnym pijaczkiem" - prawdopodobnie zapiję się drogim whiskaczem). UBI już częściowo mamy, tylko inaczej się nazywa: 500+, MOPS. Nie myślę że jak "podkręcimy trochę kwotę" (i inaczej to nazwiemy) to ziści się nasza nadzieja...

Nie zrobimy z ludzi katolickich świętych na tym świecie (thank god). O wiele łatwiej będzie zmusić podatkami bogaczy (jednostki ludzkie, korporacje, fundusze inwestycyjne) do bardziej szczodrego podzielenia się swoim bogactwem z resztą społeczeństwa. Co też mnie co do zasady nie oburza: fortuny dorobili się oni w mniejszym stopniu dzięki swojej wyjątkowości, a w większym stopniu dzięki faktowi istnienia społeczeństwa oraz takich, a nie innych, zasad jego funkcjonowania. Problemy dostrzegam za to w dzisiejszej nieadekwatności pojedynczych państw do stojącego przed nimi zadania.************* Nawet przy dzisiejszym poziomie rozwoju społeczeństwa UBI przyniosłoby pozytywne skutki dla dużej mniejszości przyzwoitych ludzi ze względu na swoją POWSZECHNOŚĆ, która osłabi jałmużniany wydźwięk całego przedsięwzięcia. Jeśli zafundowanie pijaczkom drogiego środka odkażającego (który i tak będą musieli KUPIĆ) stanowi cenę za zwiększenie szansy samorozwoju dla milionów innych ludzi, to ja bardzo chętnie tę cenę zapłacę.

Wizja utopijna, ale jednak piękna :-) Dyskurs zaczął się od "Jezusa (chyba) popierającego UBI..." Nie znam się zbytnio - ale wydaje mi się, że właśnie On chciał najpierw zmienić <<serce>>, a dopiero potem zewnętrzny świat...

A przynajmniej nie napisał pan nic, co by na to wskazywało. Uważam, że jeśli świat z kilkunastoma miliardami aspirujących do dobrego życia ludzi nie ma stać się zniewoloną, upadłą gospodarczo i ekologicznie dystopią, to UBI musi się znaleźć w szeregu podstawowych rozwiązań. Pytaniem nie jest, czy; pytaniem jest, kiedy, jak i w ramach jakiego nowego systemu światowego.

Szacun. Jak można mądrze odpowiedzieć na niezbyt rozgarnięte wypowiedzi. Nie potrafię tak. Jako ew. komentarz do wypowiedzi eddiego i Pan Wojciecha przychodziło mi na myśl tylko bardzo brzydkie słowo. No ale jesteśmy W TP. Co do zagrożeń związanych z ew.wprowadzeniem dochodu podstawowego to pełna zgoda,ale jeśłi się wydaje grube miliardy, a nawet biliony na tzw. ratowanie gospodarki, duża jej część i tak musi upaść, i kasa wyrzucona w błoto, to może zamiast tego lepiej byłoby wprowadzić, nawet przejściowo, UBI? No ale to czysta teoria, bo raczej woli politycznej nie będzie

Brzydkie słowa rezerwuję dla pisowskich agentów wpływu, których trochę się po tym forum pałęta :) UBI dzisiaj w Polsce? Niech pan sobie podzieli pisowskie 100 miliardów PLN wzięte z powietrza (bo przecież nie z dochodów spółek skarbu państwa i z podatków) i podzieli je przez 30 milionów dorosłych obywateli polskich. Nie starczy nawet na dwa miesiące wypłacania po 2 tys. PLN. Zgadzam się, że nawet to byłby duży zastrzyk dla społeczeństwa, zwiększający popyt (czy aby do końca? ja te pieniądze bym umieścił w banku na jeszcze gorsze czasy) i utrzymujący na rynku te podmioty, które mają rację bytu. Cóż z tego, skoro nawet te pieniądze trzeba by było wydrukować bez pokrycia w bieżącej produkcji i usługach?

Drobna poprawka. W wieku produkcyjnym w Polsce jest 23 mln. Premier ocenia pomoc dla przedsiębiorstw na 200 mld, a wystarczyłoby UBI na poziomie 1,5 tys. Starczyłoby na pół roku. Czytam to co napisałem i nawet moja dość podstawowa wiedza ekonomiczno-socjalna mówi mi, że to mrzonki. UBI musiałoby objąć szerszy obszar niż Polski;Unii, USA najlepiej cały świat. Finansowanie Pan podał. Tyle, że na wprowadzenie UBI każdy czas nie jest dobry. Bo albo nie ma środków w kryzysie, a przy hossie, zbyt dużej liczbie ludzi podoba się wyzywać od nieudaczników i nierobów, tę ok. 10%-15% część populacji, której się nie udało. Perspektywa ciemna. Głęboki kryzys, który nas czeka może się skończyć, z dużym prawdopodobieństwem, rewolucjami, wojnami, brunatnymi dyktaturami itp, jak to już w przeszłości bywało. Chociaż 50-60 lat nikt o zdrowych zmysłach nie przewidywał pokojowego upadku ZSRR i zmiany światowej, w końcu na lepsze. Do zmiany na lepsze kapitalizmu i demokracji chyba wystarczyłoby, aby po Trumpie w USA pojawił się amerykański Gorbaczow. Rozmarzyłem się. Zbyt dobre mniemanie mam o Amerykanach.

Musielibyśmy mieć to fenomenalne szczęście, aby trafić na wyjątkowej jakości mężów stanu jednocześnie w kilkudziesięciu najbardziej zamożnych i z największym potencjałem krajów świata. A do tego osłabioną opozycję wobec zmian i całe rzesze zdolnych wykonawców. Ewentualnie możemy czekać na intensyfikację katastrofy ekologicznej i zaburzeń społeczno-politycznych na świecie i mieć nadzieję, że spowoduje to powszechną zmianę myślenia, i że nie będzie wówczas za późno.

Dlaczego ten artykuł mnie tak poirytował, że aż uznałem za niebezpieczny? Po pierwsze: gdy były "normalne" czasy mogliśmy sobie prowadzić akademickie dyskusje, czasem ponabijać z nonsensów ... a następnie rozejść do swoich spraw. Dziś GDY MILIONOM OSÓB GRUNT OSUWA SIĘ SPOD NÓG, taki akapit odbieram jak (pewnie niezamierzoną) złośliwość: niby Redaktor podtyka nadzieję, ale cóż to za nadzieja?! Po drugie: pierwsza może wprowadzi Szwecja - tylko wtedy nie skarżmy się, że <<zabierają rodzicom dzieci>>. A gdyby jednak i nam wprowadzili - zapewniam - obudzimy się w niezłym Orwellu ("już oni się o nas zatroszczą - za darmo, taa..."). Mam jednak nadzieję, że to mrzonki ;-)

„ Problemem naszych czasów nie jest brak zasobów. Problemem jest zły i nierówny podział tych zasobów.” Takie słowa mogły paść tylko z ust kaznodziei. Są z gruntu fałszywe, ale w ustach człowieka głoszącego „Słowo Boże” nabierają irracjonalnej powagi. Było już kilku nawiedzonych sprawiedliwie dzielących zasoby. Ten z wielką brodą twierdził, że lepiej dzielić równo gdy ma się ich dużo, temu z małą bródką ich ilość nie przeszkadzała i w imię sprawiedliwości ludowej, najpierw zabierał tym co mają, a gdy tego zabrakło, zabierał całej reszcie. Na zabieraniu się nie skończyło, wszak ambicje były ogromne, a przy tym wysuszenie morza Aralskiego to betka, albo wymordowanie miliardów wróbli, a w konsekwencji śmierć głodowa kilku milionów ludzi. Ten gość jednak nijakiego zarostu nie hodował, dlatego jego posiadanie nie jest powiązane z ludzką głupotą. Teraz przejdźmy do meritum. Ten dochód podstawowy to wszędzie jednakowy ma być, czy też zróżnicowany? Murzynek Bambo dostanie dwa banany a Jankes dwa grillowane kurczaki i stek mało wysmażony, do popicia litrowa cola. Dla Chińczyka miska ryżu a Polakowi schabowego z kapustą? Z tego co nam zapodają różne źródła to tylko 1/3 ludzkości najada się do syta i jeszcze wyrzuca żarcie, reszta ma tak sobie albo jeszcze gorzej. Ja tam do Franciszka nic nie mam, ale do jasnej, ciasnej nie róbcie z nas większych idiotów niż jesteśmy. Wiem że Chrystus rozmnożył cudownie chleb i ryby i napełnił za free puste brzuszki, Franciszek nie da rady chyba, że o czymś nie wiemy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]