Cztery w jednym

W filmie „Wenus w futrze” Romana Polańskiego spotyka się kilka tekstów. „Afera” spod znaku Polański spowodowała jednak, że widzowie i recenzenci nie szukali w jego filmie literatury, lecz rzeczy zgoła innych.
Czyta się kilka minut

W najnowszym filmie Romana Polańskiego są zacytowane cztery książki, które współczesny czytelnik powinien koniecznie przeczytać (przed lub po obejrzeniu filmu). Dlatego właśnie je postanowiłam zarekomendować – (czyż nie zasługują na to dzieła występujące w najgorętszej premierze tej jesieni?)

Przede wszystkim chodzi o tytułową „Wenus w futrze” Sacher-Masocha, przeniesioną do Paryża XXI wieku i przewrotnie komentowaną z punktu widzenia ideologii naszej epoki. Akcja co prawda niemal nie wychodzi poza scenę podupadłego teatru, lecz świat zewnętrzny przypomina o sobie stale dzwoniącą komórką (do czasu, aż Wenus rozbije ją w drobny mak). Chwilowe wyrwanie z rzeczywistości podkreśla pierwsza i końcowa scena: kamera podąża pustą, tętniącą deszczem haussmannowską aleją, skręca w prawo ku budynkowi teatru z nazwą, w której odpadła litera, mija afisze zachęcające do obejrzenia starego spektaklu, którego dekoracja odegra w późniejszych wypadkach pewną rolę, wreszcie wkracza do foyer. Tak dokonuje się zejście do piekieł, czyli wstąpienie do Raju. Wynurzając się z niego w ostatnim ujęciu, kamera powtórzy wędrówkę w przeciwnym kierunku, przypominając nam o tu i teraz.

Film jest adaptacją opartej na książce Sacher-Masocha sztuki Davida Ivesa. Sfrustrowany brakiem talentu kandydatek do roli Wandy, dramaturg i reżyser wpada w sidła aktorki, której przeobrażenie z idiotki w boginię śledzimy z równym, co jej ofiara, zdumieniem.

W „Lokatorze” Polańskiego (1976), adaptacji powieści Rolanda Topora, grany przez reżysera Trelkovsky przechodzi metamorfozę: „Nabył sukienkę, bieliznę, pończochy i parę butów na wysokich obcasach. (...) W lustrze odbijała się postać kobiety. Trelkovsky był zachwycony. Wcale nie było trudno stworzyć kobietę” (tłum. Tomasz Matkowski).

Dramaturg z „Wenus w futrze”, noszący równie słowiańsko brzmiące nazwisko Novachek, ulega podobnemu przeobrażeniu: pozwala, by pomalowano mu usta, wkłada szpilki, otula się udającym futro szalikiem, wachluje dłonią, trzepie powiekami, w pozie kusicielki pozuje na otomanie, mówi dyszkantem i porusza się z „damską” gracją. Podobieństwo odtwarzającego go (?) Mathieu Amalrica do młodego Polańskiego sprawia, że czujemy się, jakbyśmy oglądali powtórkę z filmu sprzed czterdziestu lat. Cytując i siebie, i Topora, Polański raz jeszcze podejmuje temat płynnych granic tożsamości, nieoczywistych różnic między żeńskim a męskim.

Jest w tym filmie jeszcze jeden cytat. „Carmen” Carlosa Saury (1983), kolejna przypowieść o kobiecie fatalnej, zaczyna się bardzo podobnie. Reżyser opartego na noweli Prospera Mérimée baletu przygląda się próbie ćwiczących flamenco dziewcząt, spośród których ma wybrać odtwórczynię głównej roli, aż tu wbiega spóźniona Carmen (aktorka w filmie Polańskiego też nazywa się – a przynajmniej tak twierdzi – jak postać, w którą się wcieli). U Saury, Ivesa i Polańskiego wydarzenia sceniczne przeplatają się z prawdziwymi tak skutecznie, że szybko tracimy rozeznanie, co jest jeszcze częścią fikcji, a co już życia. W końcu Carmen Mériméego i Saury, jak Wanda Polańskiego (ale nie Sacher-Masocha), przyniesie swemu kochankowi zgubę.

W epilogu powieści Seweryn wyciąga ze swego doświadczenia wnioski: „kobieta, jaką stworzyła natura i jaką wyhodował mężczyzna dzisiejszy, jest jego wrogiem i może być tylko jego niewolnicą lub despotką, nigdy jednak jego towarzyszką. Tą mogłaby zostać wtedy, gdyby dorównywała mężczyźnie swym wykształceniem i pracą” (autor przekładu nieznany).

Mimo mizoginistycznego wystąpienia w Cannes, Polański feministyczny wątek książki sprzed prawie stu pięćdziesięciu lat wzmocnił. Lepiej więc śledzić sztukę niż wypowiedzi twórców dla dziennikarzy. Damy w ten sposób dyskretny odpór medialnej epoce.


AGNIESZKA TABORSKA jest pisarką, historyczką sztuki i romanistką. Wydała m.in.: „Senny żywot Leonory de la Cruz” (2004, 2011; tłum. na j. francuski i angielski), „Abecadło Topora” (2005), „Okruchy amerykańskie” (2006), „Spiskowcy wyobraźni. Surrealizm” (2007, 2013), „Wieloryb, czyli przypadek biektywny” (2010), „Nie tak jak w raju” (2013), „Niedokończone życie Phoebe Hicks” (2013), a także przekłady książek Philippe’a Soupaulta, Gisèle Prassinos i Spaldinga Graya. Od 1988 r. dzieli czas między Warszawę a Providence (USA), gdzie w Rhode Island School of Design wykłada historię sztuki i literatury.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2013