Czego nas uczy śmierć Gene’a Hackmana

O ilu takich historiach słyszeliśmy? O ilu wolelibyśmy nigdy nie usłyszeć, bo wywołują z zakamarków wyobraźni wyparte scenariusze własnej przyszłości? Jeśli nawet gwiazda Hollywood umiera w ten sposób, to co dopiero „zwykły człowiek”? Co dopiero my?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Nie opuszcza mnie wizja błąkającego się po swojej posiadłości Gene’a Hackmana. Zdezorientowanego, nierozumiejącego, co się właściwie dzieje, najpewniej nieświadomego, że jego żona nie żyje. A może jakoś świadomego, rozpaczającego z powodu jej śmierci, ale niezdolnego ani do wezwania pomocy, ani nawet do zjedzenia czegokolwiek czy zażycia leków. I w końcu umierającego w kompletnej samotności.

Międzynarodowy gwiazdor, milioner, sławny, bogaty, otoczony uwielbieniem przez tłumy, ikona kina, genialny aktor, obiekt pragnień, twórca niezapomnianych, klasycznych ról... Kto by się spodziewał, że ten los, którego każdy mógłby mu pozazdrościć, doprowadzi go aż do tej właśnie chwili, pełnej lęku i pomieszania? I jeszcze ta dziwna obojętność otoczenia. Jak to możliwe? Czy Hackman i Betsy Arakawa nie utrzymywali z nikim kontaktów? Dlaczego przez dwa tygodnie – pomiędzy 12 lutego, kiedy, jak twierdzą śledczy, zmarła zakażona rzadkim wirusem Arakawa, a 26 lutego, kiedy odkryto ich ciała – nie zainteresowała się nimi rodzina albo przyjaciele? Hackman – wszystko na to wskazuje – przez tydzień krążył po domu zupełnie sam. Jak to możliwe?

Niewykluczone, że nigdy nie poznamy odpowiedzi na te pytania. Niewykluczone też, że je poznamy, ale okażą się banalne. Ot, fatalny splot przypadków, starość, demencja, a do tego jeszcze ten wirus. Porwane więzi, rodzinne konflikty i traumy. I jedna tylko bliska relacja – z żoną, której Hackman przepisał cały majątek, wydziedziczając trójkę dzieci. Klasyka, znamy to. Za warstwą mimikry, za społeczną maską, którą niejeden wszak nosił (i nosi), skrywa się kłębowisko dramatów i cierpień. Nie widać ich zazwyczaj z zewnątrz (do czasu, naturalnie, do czasu) – już to dlatego, że się staramy skrzętnie je przed innymi skrywać, już to dlatego, że innych nasze dramaty często wcale nie interesują.

No chyba, że ktoś jest wielką gwiazdą, czyli współczesnym bogiem – wtedy wszyscy uważają, że najintymniejsze detale jego życia są publiczną własnością, wyrywają je sobie, łapczywie chłoną każdy romans, depresję, samobójstwo i zdradę, wysysają ten nektar do ostatniej kropli. Nierzadko oczywiście to sami bogowie wykładają wszelkie intymności wprost na tacy. Ostatecznie żyjemy w kulturze wyznań, gdzie opowieść o upadku, a następnie rachunku sumienia, pardon, terapii, a potem triumfalnym powrocie – już będąc mądrzejszym, silniejszym, już mając to wszystko „przepracowane” – sprzedaje się najlepiej. Jest to sprawdzona metoda przyciągania zbiorowej uwagi, najwyżej notowanej dziś waluty.

No ale to w ogóle nie był przypadek Hackmana, o którego prywatnych sprawach nic prawie nie wiedzieliśmy, bo je skrzętnie chronił. Już przed wieloma laty wycofał się zarówno z grania w filmach, jak i z gwiazdorskiego, towarzyskiego high life. Mnóstwo więc było wokół niego znaków zapytania i tajemnic. Tyle że nie chodzi przecież o tajemnice, nie chodzi o znaki zapytania, lecz o upiorność finału. O kontrast pomiędzy obfitującym w bogactwo i sukcesy życiem a chaosem i rozpadem śmierci.

Owszem, takich anonimowych historii są setki, tysiące, miliony. Zdecydowanie zbyt często bywa, że najpiękniejsze życiorysy kończą się w pełnej dekompozycji. W samotności, pomieszaniu, lęku i goryczy. W cierpieniu, opuszczeniu, bezsensie. Ile takich biografii znamy, o ilu słyszeliśmy? I o ilu wolelibyśmy nigdy nie usłyszeć, bo każda taka opowieść wywołuje gdzieś z zakamarków wyobraźni jakieś wyparte scenariusze własnej przyszłości. Jeśli nawet wielki gwiazdor Hollywood umiera w ten sposób, to co dopiero „zwykły człowiek”? Co dopiero my?

O wypieraniu śmierci i starości z kultury powstały już grube tomy, a i ja nie raz o tym pisałem. Jasne, że na różne sposoby staramy się o tych rzeczach nie pamiętać, nie widzieć ich, odwracać wzrok, a usłużny rynek chętnie na tych naszych lękach, obawach i przerażeniach zarabia. Jasne, że cała głęboka struktura ekonomiczna świata, w którym żyjemy, obliczona jest na sprawnych, młodych i bogatych. Widzieliśmy to wyraźnie choćby w trakcie pandemii, kiedy w domach opieki umierali najstarsi, najbardziej bezbronni, często opuszczeni nawet przez personel, który miał się nimi zajmować. A w tym czasie milionerzy izolowali się na wyspach, trzymając w pogotowiu prywatne respiratory i opłacając ich profesjonalną obsługę.

Historia Hackmana pokazuje jednak, że dramatycznie może skończyć się każde życie, także bogate, sławne i chyba, tak się w każdym razie wydaje, szczęśliwe. Nie ma od tego ochrony, są tylko większe lub mniejsze prawdopodobieństwa. Tym większa to lekcja. Z jednej strony: głębokiego sensu tkwiącego w instytucjach i prostych, tradycyjnych regułach życia społecznego. W systemowej opiece, ale i w rodzinie, miłości, przyjaźni, etyce troski o starszych, odchodzących, umierających. Z drugiej strony jest to również lekcja uważności. Na siebie i innych, bliższych i dalszych, czasami krewnych, czasami sąsiadów. Uważności czujnej pomimo zewnętrznego pozoru normalności, szczęścia, bogactwa czy blichtru. Czy raczej – zwłaszcza wtedy czujnej. Zwłaszcza wtedy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2025

W druku ukazał się pod tytułem: O potrzebie uważności