Cohen a sprawa polska

Było w tym coś uzdrawiającego. Kilka dni po rzuconym przez Joannę i Jerzego Illgów pomyśle wspólnego pożegnania Leonarda Cohena, w niedzielny wieczór na krakowskim Rynku zgromadziło się kilka tysięcy mieszkańców miasta, żeby razem zaśpiewać „Hallelujah”, jedną z najważniejszych pieśni kanadyjskiego poety.
Czyta się kilka minut
 / Fot. PAULINA FRĄCZEK / LOVEKRAKOW.PL
/ Fot. PAULINA FRĄCZEK / LOVEKRAKOW.PL

Nie był to pierwszy ani jedyny w ostatnich miesiącach przypadek, w którym Wieża Ratuszowa, kościół Mariacki czy Sukiennice widziały tłum zgromadzony w imię jakiejś sprawy, jakże inna jednak była tym razem energia tego tłumu. Nie było zaciśniętych pięści przeciw, nie było skandowania wymierzonych przeciwko komukolwiek haseł – był wspólny śpiew. Była bezinteresowność. I wdzięczność, każąca wziąć w nawias to, że zanim zaśpiewaliśmy, musieliśmy słuchać niepotrzebnych chyba przemówień, że czasem szwankowało nagłośnienie i że skręcające w Bracką dorożki przejeżdżały niebezpiecznie blisko nas. 

Właściwie już kiedy napisałem to ostatnie zdanie, poczułem, że trzeba je wykreślić – zostawiam je jednak jako świadectwo dokonanej mimochodem przemiany. Otóż nie ma sensu w takich przypadkach szukać dziury w całym, zastanawiać się, czy coś poszło nie tak. Trzeba się cieszyć odzyskanym choć na chwilę poczuciem wspólnoty. Trzeba się cieszyć unieważnionym choć na moment pytaniem, czy stojąca obok kobieta była kilka dni temu na czarnym proteście, demonstracji KOD-u, manifestacji nauczycieli czy może marszu niepodległości, mszy intronizacyjnej albo powtórnym pogrzebie prezydenta. Jak w dniu śmierci Cohena, kiedy nagle w tysiącach polskich – i nie tylko polskich przecież – domów słychać było jego piosenki, trzeba się cieszyć doświadczeniem tego bycia w połączeniu z innymi ponad wszelkimi podziałami.

W poczuciu, że dobrze używana muzyka i słowo mają siłę jednoczenia. I że nie wszystko jest polityką. „Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób” – śpiewał kiedyś Cohen w piosence o miłości, która tak naprawdę nigdy się nie kończy. Trudno wyobrazić sobie piękniejsze pożegnanie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2016