Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Co się stało z naszą pracą

Co się stało z naszą pracą

23.04.2018
Czyta się kilka minut
Praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej – głosi konstytucja. W tym przypadku reguła rozdziału Kościoła od państwa działa wprost perfekcyjnie.
ADAM CHEŁSTOWSKI / FORUM
K

Kasztany jeszcze nie zakwitły, ale blisko 260 tys. młodych Polaków myślami jest już przy tegorocznej maturze. Po egzaminie, nadal uchodzącym za symboliczny próg dojrzałości, abiturienci ruszą na studia i do pracy, w której każdy z nich spędzi następnie przeciętnie 66 tys. godzin, zanim – przynajmniej w teorii – będzie mógł przejść na zasłużoną emeryturę.

Statystyczny Polak z 78 lat swego życia aż siedem i pół przeznacza zatem wyłącznie na pracę. Równie wiele czasu i uwagi nie poświęcamy ani obowiązkom obywatelskim, ani nawet wychowaniu dzieci. Rzecz jasna mniej czasochłonna jest również konsumpcja mediów i kultury, zakupy, nie wspominając o seksie, na który – jak wynika z badań seksuologa Zbigniewa Izdebskiego – wystarcza nam średnio 13 minut raz w tygodniu.

Tymczasem magisterium polskiego Kościoła nadal z lubością, czasem wręcz natarczywie, towarzyszy Polakom w drodze...

19160

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pan się zastanawia nad określeniem "rynek pracy" a tymczasem ja natknęłam się ostatnio na ofertę LEASINGU PRACOWNIKOW.

Państwo, ZZ, Kościół organizacje obywatelskie postawiły sobie priorytet, żeby praca dawała satysfakcję czyli, nie dziki kapitalizm, to nie byłoby takiego oporu przeciw podwyższaniu wieku emerytalnego. Na forach i nie tylko króluje opinia, że praca jest ciężka, stresująca i jak najszybciej na emeryturę. Ja przejście na emeryturę przeżyłem ciężko, zestarzałem się po tym w szybkim tempie, ale miałem pracę, mimo, że niezbyt wysoko płatną, ale satysfakcjonującą; męczyłem się w pracy jak jej było mało.

a ja od pięciu lat nie pracuję, do emerytury mam jeszcze kilka ładnych lat - i nigdy lepiej mi się nie żyło jak teraz, a pracę uważałem zawsze - chyba słusznie? - za karę, jaką Bóg miłosierny, Ojciec nasz niebieski zesłał na ludzkość za występek Adama i Ewy w raju, wszak takie wyjaśnienie wprost jest w Biblii nam do wierzenia podane, "a ziemia osty i ciernie rodzić ci będzie " czy tak jakoś podobnie... no i co Pan na to? współczuję tym biedakom, co jak woły w kieracie, z chomątem na karkach młócą w kółko bez wytchnienia, ba, tak od kieratu uzależnieni, że życia bez niego sobie wyobrazić już nie potrafią, a bez chomąta na grzbiecie i bata na plecach więdną i umierają przedwcześnie; moim od dawna marzeniem było żyć beztrosko - od początku samego niemal, kiedy wciągnęły mnie tryby Systemu - musisz to, musisz tamto, wykształcenie, praca, dom, dzieci i tak w kółko opjat' i na oborot, marzyłem o powrocie do błogiego stanu B E Z T R O S K I, który doskonale pamiętałem z dzieciństwa, kiedy mieliśmy po 10 - 12 lat, i z pomidorem w jednej dziurawej kieszeni spodni po starszym bracie, kromką chleba z masłem w torebce papierowej po cukrze w drugiej wybiegaliśmy rano z domu nad rzekę, tam czas się faktycznie zatrzymywał, pure flow, wracaliśmy głodni, zmęczeni, umorusani i szczęśliwi do domu pod wieczór - i wprawdzie już dziś nie nad rzekę, nie na cały dzień, ale znowu bez żmudnych i ciężkich obowiązków, bez t r o s k, co nas nieraz całe życie dręczą, o dach nad głową, o kromkę chleba, o zdrowie dzieci, o ich wykształcenie itede - krótko mówiąc ja już Adamowe grzechy odpokutowałem najwidoczniej [choć z tym boskim wyrokiem na mnie za A. absolutnie się nie zgadzam, jeszcze kiedyś wygarnę to prosto w twarz temu sędziemu, niech no tylko odważy się mi pokazać, tatuś się znalazł wyrodny...] a z moich obserwacji bliskich i znajomych wynika, że najbardziej za pracą do uśmiechniętej śmierci tęsknią ci, którzy już nie potrafią z Szanownym Współmałżonkiem się wzajemnie ścierpieć, wtedy praca to dla nich azyl, no i ci pasjonaci, co mieli szczęście trafić na pracę, w której za pieniądze robią to, co i za darmo z przyjemnością by robili - ale takich są ledwie promile - czego wszystkim, a w szczególności Panu serdecznie życzę

... ten wstrętny PIS... Nie będę polemizował.

pisałem o jakości życia w kontekście pracy - ale jeśli Pan sobie życzy, z przyjemnością uzupełnię o wątek PiS: nawet za komuny, tym bardziej po niej, nie rządziła Polską bardziej złodziejska, bezczelna, zakłamana i cyniczna ekipa, do tego pod wodzą kompletnie moralnie zdegenerowanego, obłudnego osobnika o charakterystycznych psychopatycznych cechach hieny cmentarnej - tak, to o Kaczyńskim - pozdrawiam, z Panem Bogiem i miłego dnia oraz daru umiejętności zadowolenia z życia mimo wszystko życzę

Skoro chwali Pan PIS za jakość życia w kontekście pracy to w jakim kontekście jest najgorzej w porównaniu z poprzednikami ? Dziwię się, że Redakcja "TP" nie moderuje Pana wpisów bo w odpowiedzi przewaznie padają oszczerstwa ...

ależ Pan kręci... ✚✚✚ najwyraźniej Pan z tych, co ich nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne czarne... a co do Pańskiej tęsknoty za cenzurą - chętnie pomogę Panu w przygotowaniu pozwu sądowego skoro tak boli, otóż niniejszym uznaję prezydenta Dudę za ~niebezczelnego ~wiernego przysiędze ~obrońcę Konstytucji, ekspremierzycę Szydło podobnie - z dodatkową etykietą ~milutkiej, ~niechciwej ~damy

kilkunastu wieków. To hasło ma podstawowe przesłanie-ludzka praca winna być odniesiona do wyższego aksjomatu, jak samo "przeżycie" w technicznym aspekcie. Praca, jak ludzkie życie w ogóle, winno być sensowne, czyli odniesione do wartości fundamentalnej i nieprzemijającej, a tą należy szukać poza ulotną ludzką egzystencją. Tą wartością jest Bóg-czy ten "kognitywny"(filozoficzny), czy ten objawiony (w depozycie judeochrześcijańskiej tradycji). Św. Benedykta z Nursji-założyciela zgromadzenia benedyktynów, określa się jako patrona Europy, a chryzmat benedyktyński-pracowitości i duchowej kontemplacji-za fundament duchowości Europejczyków. Tak może i było przez parę stuleci, ale swoista "emancypacja" postępu technologicznego, ale przede wszystkim upadający autorytet Kościoła, sprawił że przyszło pogańskie odrodzenie duchowego infantylizmu, a czego przejawem było kwestionowanie depozytu wiary objawionej, a co za tym idzie-sensu ludzkiej egzystencji, z samą pracą włącznie. Wyrugowanie sensu z ludzkiego życia i pracy, doprowadziło do eskalacji materialnego konsumizmu-w myśl epikurejskiej rady: "jedzmy i pijmy, bo jutro i tak pomrzemy". Ta eskalacja "jedzenia i picia", która ma zastąpić duchową pustkę sceptycyzmu religijnego, zyskała wsparcie kapitalizmu-wsparcia ze strony "skapitalizowanego" kredytu bankowego i procentu kapitałowego od "nowej wiary" w metafizyczny wymiar materialnej konsumpcji. Praca ludzka (jak i cała ludzka egzystencja), uległy kapitalistycznemu zwyrodnieniu...Ale nie wszystko jest stracone-"protestancko-laicki" zachód Europy, przypomina sobie o tym chrześcijańskim depozycie sensownej pracy i życia-odkrywa na nowo dorobek chrześcijaństwa-szczególnie benedyktyński depozyt harmonii-harmonii duchowego wnętrza skierowanego poprzez pracę na otoczenie: z "kalwinami"(unitami) w Holandii, bardzo dobrze się pracuje, a po pracy, także dobrze się śpiewa w harmonii głosów średniowiecznego repertuaru wokalnego-iście po benedyktyńsku... Uniwersalna chrześcijańska demokracja, oparta na społecznej nauce Kościoła, ma przed sobą w Europie świetlaną przyszłość-także polityczną...

"Ta eskalacja "jedzenia i picia", która ma zastąpić duchową pustkę sceptycyzmu religijnego". Myślę, że każdy z nas, żeby przetrwać musi czasem jeść i pić, gdzieś mieszkać i czymś się przyodziać. I nie wydaje mi się, by w jakimkolwiek punkcie było to sprzeczne z Ewangelią.

"...Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni! A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę2 oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami..." Jeść, pić, przyodziać się, gdzieś mieszkać-tego potrzebuje każdy, to oczywiste. Ale problem się zaczyna, gdy bogactwo staje się mamoną "szczęscia"(w zredukowaniu go do hedonistycznej przyjemności) "wyzwolenia"(np. od zasad życia wspólnotowego), "samorealizacji"(w oderwaniu od Boga), "większych możliwości"(władzy nad otoczeniem). To te elementy są dla mnie ową "eskalacją jedzenia i picia"

Tyle tylko, że to, co konieczne jest kwestią subiektywnej oceny. Dla jednego zbytkiem może być chleb z masłem, a dla innego nie będzie nim jakieś najbardziej wyszukane danie. A poza tym nawet jak ktoś je suchy chleb (tak się mówi), to od czasu do czasu też powinien jadać odświętnie.

tych materialnych-jest on uniwersalny, bo bez znaczenia, w jakim "kręgu kulturowym" jest realizowany. Osobiście, odwiedzam wiele tzw. "zwykłych domów"-w Polsce, Niemczech, Holandii i Rumunii i pomimo pewnego "zróżnicowania kulturowego", te zwykłe, realne potrzeby ludzkie, są podobnego rozmiaru i jakości-czy w sposobie odżywiania, czy mieszkania. "Wszyscy mamy jednakowe żołądki"-to uniwersalna prawda, bo choć możemy mieć różne aspiracje i potrzeby "duchowe", to w "sprawach żołądkowych"(fizjologicznych), ludzie są m.w. sobie równi. Choć można poprzez konsumpcję uprawiać swoistą religię snobizmu-jak np. zjedzenie "ośmiorniczek" ma dostarczyć konsumentowi jakiegoś "metafizycznego doświadczenia"-perwersja swoistego bałwochwalstwa, z braku doświadczenia prawdziwego Boga. Podobną perwersją dla mnie, jest pałac Caeusescu w Bukareszcie(dziś Pałac Parlamentu)-największy w świecie zamknięty obiekt architektoniczny(wg kubatury)-pomnik megalomanii człowieka owładniętego ideologią bez Boga, swoisty ideologiczny bunkier-kosztowny, niefunkcjonalny, nieestetyczny, niedostępny; zlokalizowany w mieście, gdzie realna ludzka bieda jest widoczna na każdym kroku

nauczali w tym temacie Mistrzowie Wschodu, od Siddharthy Gautamy począwszy [i nie mieszali do tego Boga]: pożądanie, jako z natury swej nigdy nie zaspokojone, jest źródłem wszelkich nieszczęść i cierpień człowieka ✚✚✚ Budda ujął tę naukę w kanon zwany Czterema Szlachetnymi Prawdami, w wolnym tłumaczeniu można je przedstawić tak: Wszystko, co uwarunkowane jest cierpieniem. ✚✚✚ Cierpienie ma swoją przyczynę. ✚✚✚ Istnieje koniec cierpienia. ✚✚✚ Istnieje droga, która prowadzi do końca cierpienia. (z: www.buddyzm.pl) ✚✚✚ Szanownemu Panu i nie tylko polecam chwilę refleksji nad tą jakże prostą, a przy tym niezwykle mądrą nauką.

Choć w/w przez Szanownego P. systemach religijno-filozoficznych jest owo "ziarno prawdy", to jednak są to owoce ludzkich spekulacji w oparciu o tzw. rozum naturalny, a więc brak tu owej ponadnaturalnej iluminacji(supernaturalis) Izraela i Świętej Księgi (Tory), która fundamentem trzech największych w świecie systemów religijnych: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Dodam, że apogeum objawienia-Izreala, to Jezus z Nazaretu jako Syn Boży Odkupiciel, zaś wypełnieniem Tory jest Ewangelia ogłaszająca "ciała zmartwychwstanie"-każdego człowieka. A to oznacza, że każdy człowiek jest bytem osobowym mającym początek w Bogu(Ojcu)i tą osobowość zachowujący-na wieczność. I w tym dopatruję zasadniczej różnicy ontologicznej pomiędzy judeochrześcijaństwem, a buddyzmem, czy hinduizmem, które zaprzecza osobowości człowieka, jak i całej r(R)zeczywistości. Oczywiście, że buddyzm ma określoną wartość pewnej inspiracji ku progressowi moralno-intelektualnemu "surowego" człowieka. Ale te systemy trafiają na aporię wyrażoną słowami Sokratesa: "wiem, że nic nie wiem"-w najważniejszej kwestii przyczyny i celu rzeczywistości i ludzkiej egzystencji; bowiem "z natury" człowiek nie jest w stanie tego skonstatować-czy będzie to grecka filozofia, hinduizm, czy buddyzm

p.s. z tą "ponadnaturalną iluminacją" problem jest dokładnie taki sam, jak z Latającym Potworem Spaghetti - albo się w nią wierzy, albo nici z niej - i tyle

Ale także ma miejsce i weryfikacja owych "założeń wiary". Mamy ten przywilej żyć w "zaawansowanych" czasach, gdy wiele przepowiedzianych rzeczy się spełniło-zachodzi więc pozytywna weryfikacja "religijnej hipotezy" poprzez eksperyment historii.

:D

W oczekiwaniu na kolejne umorzenie sprawy zabójstwa Roberta Wójtowicza przez ks. Krzysztofa Litwę.

Dzisiaj rano i przed południem słuchałem doskonałego radia katolickiego RCF (Radio chrétienne de France), które zajęło się tematyką pracy w aspekcie nierówności społecznych, biedy, nierównego dostępu do nauki, barier w awansie społecznym, itd. Wypowiadali się na ten temat naukowcy, również księża profesorowie, dziennikarze, politycy, prezentując wieloaspektową analizę sytuacji, dialog społeczny w tym obszarze, kierunki podejmowanych działań i spodziewane efekty. W Polsce na 1 maja Kościół serwuje nam nieodmiennie św. Józefa Robotnika i na tym się jego rola kończy. Polski Kościół zaczyna się w niedzielę przed południem na maszy i kończy się po wyjściu ze świątyni.

„Ciężka praca w biurze dla kogoś, kto z czasem odwdzięczy się za nią zasłużonym awansem i adekwatną pensją,” W tym zdaniu chyba został pogrzebany przysłowiowy pies. Nie wątpię w ciężką pracę w biurze, bo siedzenie cały dzień przed komputerem łatwizną nie jest , nawet wlepiając bezmyślnie jakieś cyferki i literki. Jednak dochód przeciętnej firmie wypracowują pracownicy fizyczni inaczej zwani robotnikami. Tak tak, u nas jest bardzo mało firm innowacyjnych sprzedających wartości intelektualne, My jesteśmy wielką montownią gotowych podzespołów, a kadry inżynierskie zazwyczaj zatrudniane są do nadzoru właściwego ich składania. Co innego głupi fizol, wykonujący nieskomplikowane czynności, często w pocie czoła, za kiepską kasę, a co innego biurowi wyjadacze. U nas oszczędza się nie tylko na pensjach pracownika, jesteśmy na poziomie ograniczania wydatków na papier toaletowy, a domaganie się ciepłego prysznica po znojnym dniu pracy zakrawa na kpinę. Nasi menadżerowie za punkt honoru stawiają sobie oszczędzanie na środkach higieny osobistej, odzieży ochronnej, nawet na ilościach toj-toii. Pracownik wszak musi wiedzieć i odczuć, że niepotrzebnie obciąża firmę częstym korzystaniem z toalety itp. Te wszystkie bajania o poprawie warunków pracy, podwyżkach pensji i coraz zasobniejszych portfelach, to takie bla bla ku pokrzepieniu serc. Właścicielami tysięcy ekskluzywnych aut, pędzących naszymi, nie zawsze komfortowymi drogami, są świeże rekiny biznesu, na te atuty statusu społecznego zarobili ich wyrobnicy, otrzymując w zamian kiepskie uposażenia, Nasi pracodawcy nie mają dylematu, dać podwyżki, czy zatrudnić Ukraińców. Gdy pisze ten komentarz, za oknem trwa budowa, a przeważającym głosem jaki rozbrzmiewa to rosyjski zaśpiew. To Ukraińcy dziś budują naszą potęgę gospodarczą, tak jak do niedawna my budowaliśmy ją w krajach zachodniej europy. Nam ciągle opłaca się tam jechać do pracy, ale konkurencja jest coraz większa. Co na to kościół. Nie spotkałem jeszcze proboszcza, który by z robolami się zadawał, dla nich liczy się ten kto ma pieniądze i władzę. Tak było za komuny i nic się jak dotąd nie Zmieniło. Jak mnie dziś leczą te wspomnienia o hierarchicznej walce kościoła z komuną, jedno trzeba przyznać, gdy za niej się nakradło z państwowego, z rozwrzeszczeniem problemu nie było, dziś siódme przykazanie inaczej działa. Ksiądz jako pracodawca? Moja mama powiadała zawsze, chcesz zrobić kiepski interes, to zrób go z proboszczem.

Panie Rabij,\\ "Doskonalenie zawodowe pracowników wciąż uchodzi w przeciętnej firmie za coś, o co powinien zadbać sam pracownik, zgodnie z paradygmatem zarządzania, który podpowiada przeciętnemu prezesowi, że sięgnięcie po lokaty bankowe w takiej sytuacji jest grubym błędem w sztuce."\\ "Z chrześcijańskim miłosierdziem nie ma to oczywiście nic wspólnego."\\ Jeżeli wie pan lepiej od przedsiębiorców jak inwestować pieniądze, sugerowałbym Panu na pożytek nasz napisać interesujący artykuł o typowych błędach inwestycyjnych. Z przykładami, uzasadnieniami i dobrymi radami jak lepiej inwestować. Mam wrażenie, że sugeruje Pan dalsze regulacje za pomocą ustaw. Czyli zmuszenie przedsiębiorców siłą do pewnych zachowań. Nie wiem, czy takie działanie jest pozytywne czy nie, ale wątlipe, że ma coś wspólnego z "chrześcijańskim miłosierdziem". Pozdrawiam Michał Marcinkowski

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]