Co robią zdjęcia: zbierają czy zabierają nam świat

Robimy zdjęcia temu, co dla nas bardzo bliskie – krewnym, przyjaciołom, miejscom, z którymi wiąże się wiele wspomnień. Albo temu, co bardzo dalekie – jak widoki, na które trafiamy podczas podróży. Ale czy każda chwila jest warta tego, by ją dokumentować, a nie po prostu przeżywać?
Czyta się kilka minut
FOT. NICOLAS LADINO SILVA / UNSPLASH
FOT. NICOLAS LADINO SILVA / UNSPLASH

Tekst powstał w trakcie warsztatów dziennikarskich dla młodzieży.

Według serwisu photutorial.com w każdej sekundzie robimy 61 400 zdjęć. Żadnej innej formy dokumentacji rzeczywistości nie da się generować tak prosto i szybko, jak fotografii. Pytanie brzmi, czy przy jej masowości, łatwej dostępności i nieskomplikowanym procesie tworzenia nadal można fotografię określić sztuką? I jak wśród miliardów zdjęć znaleźć to, które jest wyjątkowe?

Od wynalezienia pierwszych metod fotografii przez Williama Foxa Talbota (twórcę kalotypii) oraz francuskiego fizyka Josepha Nicéphore’a Niépce’a i malarza Louisa Jacquesa Daguerre’a rozpoczęła się trwająca do dziś era dokumentacji, czy – zapożyczając określenie Susan Sontag, amerykańskiej pisarki i eseistki – era „zbierania świata”. 

W zbiorze esejów „O fotografii” Sontag proponuje takie spojrzenie na fotografię, które wnika w sens robienia zdjęć i obnaża prawdy na jej temat. Wydana pod koniec lat 70. książka spotkała się z negatywnym odbiorem ze strony środowiska fotografów, co autorka przyjęła jako potwierdzenie swoich tez. Jej eseje, ze wszystkimi swoimi kontrowersjami, pozostają moim zdaniem nadal aktualne. Być może są nawet coraz bardziej aktualne w świecie, który częściej i chętniej przedstawia siebie w obrazach.

Schowani za aparatem

Sontag w ciekawy sposób odkrywa na przykład sens fotografii turystycznej. Dziś zapewne trudno nam sobie wyobrazić pobyt w Koloseum czy przy wieży Eiffla bez zrobienia sobie przy tej okazji zdjęcia, którym podzielimy się z bliskimi lub społecznością mediów. Sontag wskazuje istotny mankament takiego podróżowania – zamiast przeżywać otaczającą rzeczywistość, skupiamy się na jak najlepszym jej ujęciu na ekranie. 

Co więcej, autorka określa takie zachowanie jako ucieczkę od świata, w którym jesteśmy otoczeni obcą kulturą, językiem, nasze zmysły odbierają dotąd nieznane bodźce. Robimy zdjęcia albo temu, co jest dla nas bardzo bliskie – naszym krewnym, przyjaciołom, miejscom, z którymi wiąże się wiele wspomnień, albo bardzo dalekie – jak widoki, na które napotykamy podczas podróży.

„Odgrodzenie się aparatem fotograficznym” jest według Sontag sposobem na niepewność, w jakiej stawia nas nowa sytuacja i środowisko. W obecnym świecie, gdzie wiele doświadczeń – głównie za sprawą internetu – przeżywamy submersyjnie, a nie immersyjnie, taka strategia na zetknięcie z innością może być naturalna. 

Submersja jest charakterystyczna nie tylko dla naszej obecności w otaczającym świecie. Cechuje także sposób, w jaki patrzymy na same fotografie. Media społecznościowe codziennie zalewają nas ogromną ilością informacji. Łatwość, z jaką możemy przeskoczyć od jednego wątku do drugiego, sprawia, że uwagę przykuwają tylko niektóre obrazy, te najbardziej wyraziste, dynamiczne i często dramatyczne. 

Iluzja rzeczywistości

Fotografia wojenna przyniosła pozytywne skutki – przyczyniła się na przykład do zakończenia wojny w Wietnamie, gdy za sprawą fotoreportaży opinia publiczna zmieniła swoje stanowisko w sprawie działań amerykańskich władz i stała się przeciwna kontynuowaniu konfliktu. Sontag zwraca jednak uwagę na fakt, iż ma ona swoją drugą, ciemniejszą stronę.

Fotografowanie dramatycznego, okrutnego wydarzenia to w jej opinii nieme przyzwolenie na to, aby zło działo się dalej. A jednocześnie wyklucza, by fotografujący jakkolwiek się angażował. I chociaż z pozoru fotograf tylko dokumentuje rzeczywistość, to przez sposób, w jaki to robi, obejmując konkretny kadr, przyjmując określoną perspektywę – nigdy nie będzie obiektywny. Fotografia jest zatem medium, które można łatwo sfabrykować, upozorować, wyjąć z kontekstu, poddać błędnej interpretacji – zwłaszcza w dobie sztucznej inteligencji, coraz lepszej w tworzeniu iluzorycznej rzeczywistości. 

Czym jest sztuka

Fotografia już od swoich początków starała się dołączyć w poczet dziedzin sztuki. Nurt zwany piktorializmem, powstały w latach 80. XIX wieku, koncentrował się na ujmowaniu rzeczywistości w sposób podobny do tego, w jaki robi to malarstwo. W tym celu manipulowano na przykład ostrością obrazu czy jego ziarnistością. Sprawiało to, że wykonane fotografie do złudzenia przypominały obrazy. Jednym z popularniejszych fotografów, tworzących w tym nurcie, był Alfred Stieglitz. Jednak nawet założone przez niego stowarzyszenie Photo-Secession nie pomogło w wypromowaniu piktorializmu. Choć fotografia przez dekady starała się podążać drogami promowanymi przez kolejne nurty w sztuce, nie znalazła swojego stałego miejsca w ich gronie. 

Być może to kwestia prostoty wykonania, która zdegradowałaby sztukę jako coś kojarzącego się nam z elitarnością, z założenia zawierającego głębię, przekaz. Obnażającą jakiś aspekt rzeczywistości w sposób skłaniający do refleksji. Mówi się, że każdy, kto posiada odpowiednio zaawansowany sprzęt, jest w stanie zrobić dobre zdjęcie. Ale jeśli tak, to bylibyśmy w posiadaniu niezliczonych cyfrowych galerii sztuki. Tymczasem tylko nieliczne prace fotografów można uznać za wyjątkowe i budzące takie emocje, jak prawdziwa sztuka.

Często w parze z pięknem fotografii podąża przekaz, który ukierunkowuje naszą uwagę na taki aspekt rzeczywistości, który zawiera ból, cierpienie i rozpacz. Sontag wyraża niechęć do poszukiwania i dokumentowania takich spraw, pisząc o „zmniejszaniu moralnej i sensorycznej wrażliwości”, co prowadzi do pozornego oswojenia się z sytuacją. A to, zdaniem autorki, niweluje naszą zdolność do reagowania na krzywdę w codziennym życiu. Warto jednak pamiętać, że choć większość zdjęć przemknie nam przed oczami, to pozostaną takie, które odcisną piętno w naszej pamięci i skłonią do refleksji. A zatem – czy nie jest to aspekt, który charakteryzuje sztukę?

To, w czym odnajdujemy wartość i piękno, jest sprawą indywidualną, podobnie jak indywidualna jest nasza definicja sztuki. Jeśli jednak przyjąć, że fotografia wpisuje się w poczet dziedzin artystycznych, zostawia mnie to z pozytywną wizją rzeczywistości, w której sztuka jest wreszcie dostępna na szeroką skalę i dla niemal wszystkich. 

Warto przy robieniu zdjęcia zadać sobie jednak pytanie o jego cel. Dla kogo ono powstaje, co chcemy uwiecznić. I czy naprawdę ta chwila jest warta tego, by ją dokumentować, a nie przeżywać?

Wiktor // archiwum prywatne

Nazywam się Wiktor i jestem absolwentem jednego z krakowskich liceów. Interesuję się szeroko pojętymi dziedzinami humanistyki, a szczególnie literaturą, poezją, eseistyką i fotografią. Lubię także podróżować. Najbardziej w pamięć zapadły mi południowa Francja, gdzie mieszkałem przez jakiś czas, a w Polsce – Mazury. W wolnym czasie szydełkuję i słucham muzyki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

Artykuł pochodzi z dodatku Tygodnik Młodych 1/2025