Część z nas traktuje dziś wiedzę historyczną jako zbędną. Te wszystkie daty i wydarzenia zdają się nam zupełnie niepotrzebne, przedawnione. Ludzie nie widzą wartości płynącej z kontekstu historycznego, który pozwala kontrastywnie i krytycznie patrzeć na teraźniejszość i przyszłość.
Przeprowadziłem wywiad z moim nauczycielem ze względu na to, że jest to osoba z mojego najbliższego otoczenia, która posiada ogrom wiedzy politologicznej i historycznej.
Kuba Haduch: Czego powinna nas uczyć historia?
Paweł Wierzbicki: Zrozumienia. Chcę, żebyście po lekcji wiedzieli, o czym rozmawialiśmy, i umieli to odnieść do świata, w którym żyjecie. Nie chodzi o to, żebyście pamiętali każdy szczegół, tylko żebyście mieli narzędzia do myślenia i analizowania rzeczywistości.
I lekcje historii mogą nam dać narzędzia do analizowania XXI wieku?
Zdecydowanie tak. Młody człowiek, który wkracza w dorosłość, powinien rozumieć mechanizmy społeczne, polityczne i kulturowe. Jeśli ktoś nie zna przeszłości, nie zrozumie teraźniejszości, a bez zrozumienia teraźniejszości, nie da się świadomie funkcjonować w świecie. W liceum kształtuje się światopogląd, a nie da się tego zrobić bez wiedzy o historii i społeczeństwie.
Proszę podać przykład.
Podejmowanie decyzji wyborczych. Bez znajomości historii relacji z Rosją czy Niemcami nie jesteśmy w stanie rozsądnie ocenić, którzy politycy mogą zapewnić nam bezpieczeństwo. Nie jestem rusofobem, nie straszę Niemcami, ale trzeba znać proporcje i mieć świadomość kontekstu historycznego. Wiedza historyczna pozwala świadomie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym.
A daty, chronologia?
Daty są tylko narzędziem. Na sprawdzianach wymagam pewnych dat, żebyście poćwiczyli pamięć, ale najważniejsze jest zrozumienie. Historia to procesy. Lepiej zrozumieć genezę wydarzeń i ich konsekwencje, niż znać dziesiątki dat.
Jakie są różnice pomiędzy nauczaniem historii w krajach zachodnich i w Polsce?
Nie mam dużego doświadczenia z nauczaniem za granicą, ale wiem, że istnieje coś takiego jak polityka historyczna. Niektóre kraje, jak Niemcy, marginalizują temat II wojny światowej i Holokaustu. Jeden z moich kolegów, który studiował w Niemczech w ramach Erasmusa, po powrocie musiał uzupełniać wiedzę z XX w., bo tam po prostu tego nie przerabiano. U nas nie pomijamy tematów trudnych – mówimy o wszystkim: i o tym, co chwalebne, i o tym, co mniej wygodne.
W jaki sposób należy rozmawiać o tematach trudnych, takich jak ludobójstwo, zbrodnie wojenne?
Trzeba mówić prawdę. Veritas est adequatio rei et intellectus. Prawda jest tylko jedna – zgodność myśli z rzeczywistością. Nawet jeśli to boli, trzeba mówić dosadnie. Jeśli temat tego wymaga – jak rzeź wołyńska czy Holokaust – nie można udawać, że to się nie wydarzyło. Trzeba być uczciwym wobec faktów.
Czy zdarzyło się Panu, żeby ktoś miał pretensje do Pańskiego sposobu mówienia o takich tematach?
Tak, był jeden przypadek – uczeń, którego kraj pochodzenia był związany z tematem poruszanym na lekcji, przyszedł do mnie z zastrzeżeniami. Odpowiedziałem: „Przepraszam, ale powiedziałem tak, jak było”. Wytłumaczyłem to jeszcze raz i myślę, że rozstaliśmy się w zgodzie. Ten uczeń w ogóle nie słyszał wcześniej o tych wydarzeniach. Może nie uczono go tego w jego kraju. Ale poza tym jednym przypadkiem – nigdy nie spotkałem się z pretensjami, ani ze strony uczniów, ani rodziców, ani dyrekcji.
Lubi Pan uczyć?
Uczenie w szkole jest bardzo fajne z wielu względów. Cieszę się, gdy uczę przedmiotów historia i wiedza o społeczeństwie na poziomie rozszerzonym, bo wtedy mam uczniów, którzy wybrali te przedmioty, są nimi zainteresowani, wiążą z nimi swoją przyszłość. Nie jest to dla nich przedmiot obowiązkowy, który muszą odhaczyć.
Co Pana motywuje do pracy?
Wy jesteście moją motywacją. Jeśli wychodzę z lekcji i czuję, że „pykło”, to jest dla mnie największa satysfakcja.
Czyli bycie nauczycielem było Pana marzeniem?
Może nie samo bycie nauczycielem, ale prowadzenie lekcji – tak. To coś, co bardzo lubię. Mam w życiu kilka pasji – polityka, piłka nożna, rock’n’roll i prowadzenie lekcji. Cała ta biurokratyczna otoczka zawodu nauczyciela jest trudna, ale samo nauczanie rekompensuje wszystko.
Jak łączyć pasję z koniecznością realizacji podstawy programowej?
Traktuję swoich uczniów poważnie. Przez 12 lat, odkąd uczę, nie zdarzyło mi się ani razu przyjść na lekcję nieprzygotowanym. Podstawę programową można połączyć z ciekawymi lekcjami, ale wymaga to pracy. Trzeba tak dobrać treści i metody, żeby nie tylko „odhaczyć” materiał, ale też zaangażować uczniów.
Zdarza się Panu popełniać błędy w pracy?
Czasami za dużo mówię, próbuję przekazać za dużo szczegółów. Uczę się z tego rezygnować – szczególnie na poziomie podstawowym. Z biegiem lat mówię coraz więcej i chociaż staram się nie zbaczać z tematu, lekcje historii mogą być przegadane, a to utrudnia uczniom skupienie. Kolejny problem to zbyt statyczna postawa nauczyciela. Dobrze, jeśli nauczyciel się porusza, zadaje pytania kontrolne – nie na ocenę, ale żeby sprawdzić, czy uczniowie są skupieni, czy rozumieją temat.
Czyli nie wolno tylko puszczać prezentacji?
Nie, absolutnie nie. Nie podpisuję się pod takim modelem pracy. Gdyby miało mi to przyjść do głowy, to bym się zwolnił. Sam wiesz, że nasze lekcje tak nie wyglądają. Prezentacja, owszem, ale nie po to, żebym sobie usiadł i wypił kawę. Nie zadaję też uczniom referatów – uważam, że skoro za prowadzenie lekcji mi płacą, to ja mam to robić.
Paweł Wierzbicki jest politologiem, historykiem, nauczycielem w LO im. Świętej Rodziny z Nazaretu

Nazywam się Jakub , mam 17 lat, jestem uczniem III klasy LO im. Świętej Rodziny z Nazaretu w Krakowie. Zdecydowałem, że będę pisał o historii i sposobach jej nauczania, ponieważ zależy mi na zwiększaniu świadomości historycznej wśród społeczeństwa. Prawda, nawet trudna, otwiera drzwi do zrozumienia. Przeszłość definiuje naszą teraźniejszość i przyszłość.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















