Tysiąc dwieście listów przez trzydzieści lat – już choćby to pokazuje, że dawny prezydent Francji François Mitterrand traktował swoją oficjalną metresę serio. Obecność Anny Pingeot w życiu tego giganta socjaldemokracji rządzącego postępowo, acz z umiarem, choć otoczona dyskretnym milczeniem, dla wszystkich była oczywista. Po jego śmierci nikt nie robił z wydania tych ciekawych listów obleśnej sensacji. Prasa miała przecież sto innych okazji, by wyciągać mu brzydkie rzeczy, np. butę, hipokryzję i brutalne gry.
Czyli to, o co powinniśmy podejrzewać każdego polityka. Dlatego nie złośćcie się, że znów opowiadam o francuskim prezydencie, bo to bardzo nas dotyczy. Około każdego sylwestra przychodzi mi na myśl pożegnalna wieczerza, jaką umierający na raka Mitterrand spożył tego dnia w 1995 r. Oczywiście wbrew zaleceniom lekarzy. I wbrew unijnemu prawu, bo oprócz ostryg, kapłona i foie gras podano również pieczone trznadle, których pozyskiwanie za pomocą pułapek było już od jakiegoś czasu zakazane przez dyrektywę. Ale Francja wdrożyła ją u siebie ze znacznym opóźnieniem, bo w sprawach dla siebie istotnych niechętnie oddaje suwerenność. Do dziś władze lokalne na południu kraju przeganiają aktywistów utrudniających łapanie śpiewnego ptactwa, „bo ich obecność staje się uciążliwa dla wsi i powoduje niepokoje społeczne”.
Trznadel ma pecha być niebiańskim przysmakiem. Mówię to nie z autopsji, ale źródła pisane są zgodne i tak sugestywne, że sam się waham, czy nie dałbym się skusić, choć to jest straszne: skubie się go żywcem, topi w armaniaku, potem smaży, a następnie, prosto z patelni, spożywa w całości, łącznie nawet z drobnym dzióbkiem. Jednym kęsem, żeby to wszystko wybuchło w ustach. Pamiętacie może tę scenę z widzianego jesienią filmu „Bulion i inne namiętności” – biesiadnicy nakrywają się, jak jakaś sekta, białą serwetą. Zwyczaj ten ma wymiar praktyczny – żeby nie uronić aromatu, nie opryskać towarzyszy – oraz, tak słyszałem, moralny: trznadlożercy chcą ukryć przed ludźmi, a może nawet i Bogiem, bezecny ten rytuał.
Mitterrand zjadł zatem trznadle, nazajutrz odmówił przyjmowania dalszych posiłków, zmarł kilka dni później. Ale jego dziedzictwo trwa w niektórych sprawach nienaruszone aż do dziś. Na przykład tzw. doktryna Mitterranda: mimo że nigdzie nie zapisana w prawie, ma nawet swoją stronę w Wikipedii i pozostaje punktem odniesienia dla trybunałów. W 1985 r. prezydent ogłosił, że Francja udzieli schronienia każdemu włoskiemu czerwonemu terroryście, pod warunkiem, że nie zabijał. Takich ludzi zebrało się w sumie ponad dwustu. Rzecz jasna, część z nich strzelała i kładła bomby, ale pogarda francuskiej klasy politycznej dla Włochów i ich niepoważnego państwa pozwalała wziąć trupy w nawias. Skazani za zabójstwa? No cóż, ich proces był na pewno nieuczciwy, specjalne przepisy uchwalone w Rzymie do walki z terroryzmem pachną stanem wyjątkowym, nie skreślajmy tych ludzi, zwłaszcza że część z nich to intelektualiści... Jeszcze rok temu sąd apelacyjny oddalił wniosek Włoch o ekstradycję dziesięciorga już mocno starszych towarzyszy.
Włoskie państwo jest z jeszcze cieńszej tektury niż nasze, jego aparat sprawiedliwości – mimo że urzęduje na tych samych wzgórzach, po których chadzał Cyceron – ma mnóstwo wypaczeń. Ale akurat sposoby walki z Czerwonymi Brygadami nie odbiegały od tego, co wobec przemocy robią inne praworządne kraje. Jednak racje polityczne były ważniejsze i jakoś oba te kraje z tym przez 40 lat żyją. Trzeba czasami w życiu umieć się nakryć białą serwetą. Życzę wam, żebyście w nowym roku robili to jak najrzadziej.
Sałata rzymska po neapolitańsku
Przeróbmy na nasze warunki pochodzącą z katalogu ciekawych dań świątecznych Italii neapolitańską scarola ‘mbuttunata. Znaczy to „nadziewana endywia batawska”. Jest to sałata na tyle rozłożysta i sztywna, że między jej liście upycha się farsz, wiąże sznurkiem i dusi na patelni. W zimie jej nie dostaniemy, ale podobna do niej będzie sałata rzymska, której jednak nie da się nafaszerować, więc składniki będą osobno. W oryginalnym przepisie są rodzynki, a nie śliwki – możecie spróbować.
- 1 sałata rzymska
- garść czarnych oliwek i kaparów
- 2 fileciki anchois
- 3 suszone śliwki
Podgrzewamy parę minut na patelni oliwę z czosnkiem i anchois (w wersji wege można pominąć). Dodajemy posiekane drobno oliwki, śliwki i kapary. Dusimy dalej kilka minut, podlewając łyżką białego wina. Wybieramy zwartą, podłużną sałatę. Rozcinamy wzdłuż, blanszujemy przez minutę, przekładamy na patelnię z farszem, zwiększamy ogień i smażymy po dwie minuty z każdej strony, a może nawet dłużej, żeby po rozciętej stronie zaczęła się lekko rumienić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















