Co Kohelet mówi o lecie? Esej na najdłuższy dzień w roku

Kohelet to wiedział: wszystko jest tchnieniem. Także czerwiec z najdłuższym dniem w roku, który nazajutrz zacznie się znów kurczyć. Dlatego jest taki piękny.
Czyta się kilka minut
Na Kopcu Krakusa w Krakowie, 20 czerwca 2024 r. // Waldek Sosnowski / Forum
Na Kopcu Krakusa w Krakowie, 20 czerwca 2024 r. // Fot. Waldek Sosnowski / Forum

Czerwiec: miesiąc najkrótszych nocy i nagłych burz, czas truskawek, maków polnych i peonii. Kończy się rok szkolny, wchodzimy w wakacje i lato, jednocześnie stawiając pierwsze, drobne jeszcze kroczki w kierunku jesieni i zimy. Gdyby nie było perspektywy mroku – jego nieuchronności – jasne wieczory późnego czerwca, niemal płynnie przechodzące w świt, byłyby pozbawione gorączkowej urody wynikającej z faktu, że szybko przeminą. Letnie przesilenie świętuje się na północy: skandynawski Midsommar czy nasza Noc Kupały nie miałyby sensu, gdyby nie to, że siostrą najkrótszej nocy jest noc najdłuższa.

Księga Koheleta: każda rzecz „jest piękna w swojej porze”

W najsłynniejszej, najbardziej poetyckiej części Księgi Koheleta (znanego także jako Eklezjastes lub, po prostu, „kaznodzieja”) mowa o tym, że na każdą rzecz przychodzi jej czas, choć hebrajskie ‘et (עת) dałoby się również przetłumaczyć jako „porę” lub „sezon”. Kohelet wymienia długą serię dopełniających się przeciwieństw, określających różne pory ludzkiego życia. Jest zatem „czas rodzenia i czas umierania”, „czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono”, „czas zabijania i czas leczenia” (Biblia Tysiąclecia, Koh 3, 2nn). Czy chodzi o to, że właściwy czas dla każdej sprawy został już wyznaczony i należy przestrzegać jakiegoś odgórnie narzuconego grafiku?

To nie jest jedyne możliwe odczytanie i wybieram inne – czas jest po prostu tym, co się wydarza. Kiedy rodzi się dziecko, nastaje czas narodzin, kiedy ktoś umiera – czas śmierci. Każda z tych spraw wymaga właściwej pory w takim sensie, że czas, czyli świat, musi do niej dojrzeć. Kiedy zależności przyczynowo-skutkowe ułożą się w takie, a nie inne sploty, to lub tamto się wydarzy. W językach niektórych religii tę przyczynowość nazywa się Bogiem, w innych – karmą. Ja nijak nie nazywam. Moja lektura Księgi Koheleta jest filozoficzna i literacka, ale nie teologiczna. Jest też zupełnie niestandardowa. 

Ludzka wolność, co do której kaznodzieja nie ma wielkich złudzeń, polega na właściwym rozpoznaniu natury danego sezonu: nie da się niczego przyspieszyć ani niczego uniknąć, ale każda rzecz „jest piękna w swojej porze” (tłum. Czesław Miłosz).

Trudno zgodzić się z sugestią, że „piękne” mogą być wojna lub nienawiść, albo zabijanie, ale Koheletowi chodzi chyba o to, że tutaj – czyli pod słońcem – żadna rzecz nie istnieje bez swojego przeciwieństwa, tak jak nie byłoby dnia bez nocy albo lata bez zimy. Każda z wymienionych w osobliwym wierszu spraw po wielokroć miała już miejsce, jednak z perspektywy pojedynczego istnienia niekoniecznie to widać, dlatego Kohelet narzeka, że „nie masz nic nowego pod słońcem”, ale zaraz dodaje, że „nie nasyci się oko patrzeniem” i „nie napełni się ucho słuchaniem” (tłum. Czesław Miłosz). „Wszystkie strumienie idą do morza, a morze się nie przepełnia” (tłum. Anna Kamieńska). Ten paradoks odzwierciedla zderzenie różnych czasów: ograniczonego czasu ludzkiego życia i potężnego czasu Ziemi. 

Skąd pochodzi słowo „czerwiec”? Historia pluskwiaka i rośliny

Czerwiec: miesiąc gorączkowego domykania spraw przed urlopem, sesja egzaminacyjna, wystawianie ocen. Czas młodych ziemniaków i czereśni. Łacińska nazwa szóstego miesiąca przywołuje boginię Junonę – opiekunkę kobiet, małżeństwa i rodziny, ale język polski podąża odrębną ścieżką. W nazwie „czerwiec” czerwień krzyżuje się z pięknem za sprawą czerwca polskiego – małego owada należącego do rzędu pluskwiaków. Dawniej pozyskiwano z niego barwnik o intensywnym, karminowym kolorze. Według przyrodnika i pisarza Antoniego Wagi słowo „czerwony” wymyślono właśnie po to, żeby opisać ten barwnik (podobny kolor określano wcześniej słowem „krasny” lub „kraśny”). Nazwa „czerwiec” pochodzi więc od czerwonego czerwia: czerwień to piękno. 

Czerwie czerwca bytowały na korzeniach rośliny także zwanej czerwcem (Scleranthus perennis). Zbierano je o tej porze roku, a następnie suszono i mielono, aby uzyskać proszek do farbowania luksusowych tkanin. Piękno okupione życiem – nic wyjątkowego, choć dawniej wierzono, że przyklejone do korzeni purpurowe kulki to nasiona lub owoce.

W XV i XVI wieku barwnik pozyskiwany z czerwców stanowił nasz podstawowy towar eksportowy, ale to nie z tego powodu owad ten jest dziś bardzo rzadki: wynika to z kurczenia się terenów, na których może rosnąć goszcząca go roślina. Scleranthus perennis – czerwiec trwały – lubi piaszczyste murawy, odłogi i wydmy. Rośnie na obrzeżach lasów i poboczach dróg, często w towarzystwie szczotlichy siwej (a także – muszę zapisać te nazwy – macierzanki piaskowej i jastrzębca kosmaczka). Potrzebuje słońca.

Człowiek i zwierzę według Koheleta

U Koheleta określenia kolorów prawie nie występują, a przecież pesymistyczny autor udziela zaskakującej instrukcji, żeby widzieć piękno! Według Biblii Tysiąclecia, „piękną jest rzeczą jeść i pić, i szczęścia zażywać przy swojej pracy, którą się człowiek trudzi pod słońcem” (Koh 5, 17). 

Kolor czerwony pojawia się w tekście tylko poprzez słowo adam (אדם) oznaczające człowieka. Ten sam rdzeń może jednak oznaczać ziemię/glebę, z której człowiek został stworzony, oraz, pośrednio, jej czerwoną barwę. Wszystko, co żyje, powstaje z ziemi i do ziemi – „do prochu”, afar (עפר) – powraca. Pod tym względem człowiek nie różni się od zwierzęcia: „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt” (Biblia Tysiąclecia, Koh 3, 19). Izaak Cylkow tłumaczy to tak: „bo jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego a jedno tchnienie mają wszyscy, a wyższości człowieka nad bydlęciem nie ma, bo wszystko marność”. W wersji Czesława Miłosza czytamy:

Jaka śmierć tych, taka i śmierć tamtych.

I duch w nich wszystkich ten sam.

Cóż ma człowiek więcej niż bydlę? Nic.

A wszystko to jest marność.

Między innymi z powodu tego fragmentu uważa się Księgę Koheleta za nadzwyczaj ponurą, ale w mojej lekturze ostatecznie taką się nie okazuje.

Przesilenie bez słońca. Notatka z wczesnego ranka

Czerwiec: w tym roku, po suchej wiośnie, bardzo dużo deszczu. Mało czerwieni, bujna zieleń, wiele szarości. Jest wczesny ranek, klony w dole pod blokiem kołyszą się na silnym wietrze. Wiosna, bo do przesilenia jeszcze kilka dni, ujawnia swoje pokrewieństwo z jesienią.

„Marność” czy „nietrwałość”? Co naprawdę znaczy hevel w Biblii

Drugi wers Księgi Koheleta, według Biblii Tysiąclecia, brzmi tak: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko marność” (Koh 1, 2). 

Wszystkie polskie przekłady, do których dotarłam, używają słowa „marność”, zresztą fraza „wszystko marność” na dobre zadomowiła się w polszczyźnie. Warto jednak przypomnieć, że Koheletowi chodzi konkretnie o nietrwałość. Wszystko jest „marnością” – ponieważ przemija. Żadna rzecz (pod słońcem) nie posiada trwałej ani substancjalnej natury. Słowo hevel (הבל), powtórzone w księdze aż 64 razy, dosłownie oznacza parę, mgłę lub tchnienie. Kohelet skarży się na ulotność wszystkich ludzkich spraw i dzieł. Jak wyjaśnia Piotr Paziński, „Havel havalim ma zabarwienie zmysłowe, jak tchnienie, dym, opar, mgła, i wyraża nie tyle marność, co raczej przemijanie, daremność, nietrwałość widzialnego świata”.

To, co ma miejsce pod słońcem, jest wyraźnie oddzielone od tego, co w niebie. A tutaj wszystko jest „pogonią za wiatrem”. Niczego nie da się zatrzymać na stałe: ani młodości, ani bogactwa, ani władzy, żadnej z tych rzeczy, na których ludziom tak bardzo zależy, że gotowi są o nie walczyć.

Życie jest z natury rzeczy nietrwałe. Czas istnieje. Istnieje także wynikające z niego cierpienie – to są podstawowe, niekoniecznie religijne wglądy. Podkreślając nierozdzielność życia i cierpienia, Kohelet mówi to samo, co pewien nauczyciel z zupełnie innej tradycji – i innej części świata. Tamten, działający nieco wcześniej, posługiwał się sanskryckim słowem samsara – Kohelet mówi „pod słońcem”. Tylko tu, nigdzie indziej, dojrzewają sezony.

Jak Kohelet stał się powieścią. Lektura z bacówki pod Wierchomlą

Około 2015 r. kupiłam sobie „Księgę Koheleta” w przekładzie Anny Kamieńskiej i z posłowiem Piotra Pazińskiego. Poetka interpretowała Koheleta jako postać wątpiącą, uparcie poszukującą drogi – i chyba właśnie poprzez tę interpretację tak bardzo i trwale zafascynował mnie ten dziwny (nie)prorok: „mądrość, która nie jest skrzepem myśli ani żadnym systemem, mądrość otwarta, w stanie wrzenia, w stanie niepokoju” (to słowa Pawła Śpiewaka). 

Julia Fiedorczuk, okolice Wierchomli, czerwiec 2016 r. / Fot. Radek Kobierski / archiwum autorki

Wszystko zaczęło się pewnego czerwcowego popołudnia w schronisku górskim (tak zwanej „bacówce”) między Runkiem a Pustą Wielką nieopodal Wierchomli, gdzie w tamtym czasie niekiedy wyjeżdżałam, żeby pisać albo spędzać czas z bliskimi ludźmi. Siedziałam na werandzie z notesem i książką – istnieje zdjęcie tego momentu, zrobił je mój przyjaciel, pisarz i fotografik Radek Kobierski

W kadrze tego nie widać, ale książka, którą studiuję, to właśnie szary, wydany przez ŻIH tomik z przekładem księgi wątpienia. Gdyby nie słońce, które grzało nas tamtego dnia podczas górskiej wędrówki, być może nie uczepiłabym się aż tak bardzo akurat tej frazy: określenie „pod słońcem” pada w Księdze Koheleta dwadzieścia razy, wyznaczając rytm poematu, który w moim odbiorze dotyczy przede wszystkim czasu, czy raczej jego różnych wymiarów.

Tamtego popołudnia wymyśliłam powieść o tym właśnie tytule, w której w koheletową strukturę wątpienia i drogi postanowiłam wpisać konkretny ludzki los. Postanowiłam napisać o rzece, która toczy swoje wody do morza, jak wiele innych rzek, by stać się jego częścią, ale dopóki płynie, pozostaje tylko sobą. O życiu złożonym z wydarzeń, z których każde było już wielokrotnie pod słońcem ćwiczone, a jednocześnie – o jedynym i niepowtarzalnym życiu. Tahat ha shemesh – właśnie tu, w tej drodze. Słowo shemesh jest bardzo stare, ten sam rdzeń, który powtarza się w wielu językach semickich, w tym w arabskim (shems). Szamasz, jedna z najstarszych postaci panteonu Mezopotamii, był bóstwem solarnym (i bratem Inanny). „I wschodzi słońce i zachodzi słońce, i dąży do miejsca swego, aby tam świecić” (Koh 1, 5, tłum. Anna Kamieńska).

Jedyna rada Koheleta: „puść chleb swój na wody”

Co wynika z wglądów Koheleta, jakie konkretne wnioski? Poza zachętą do pobożności (dość jednak ogólnikową), raczej nie znajdziemy w jego poemacie konkretnych podpowiedzi (byłby kiepskim couchem!). Kohelet przetestował różne sposoby zaradzenia „marności”, ale żaden nie okazał się skuteczny, choć włożył całe swoje serce „w badanie i dociekanie wszystkiego, co stworzone pod niebem”. Stał się potężny – zyskał majątek i służbę, ale to także okazało się marnością i „utrapieniem ducha”. 

Następnie za ideał obrał mądrość, w oczywisty sposób lepszą od głupoty, odkrył jednak, że „gdzie dużo mądrości, tam wiele zgryzoty” (Koh 1, 18a, tłum. Czesław Miłosz), a „kto pomnaża wiedzę, pomnaża cierpienie” (Koh 1, 18b, tłum. Anna Kamieńska). Być może ludzie mają skłonność, żeby za bardzo wszystko komplikować: „Bóg stworzył człowieka prostym, oni wszakże szukają obliczeń przeróżnych” (Koh. VII: 29, tłum. Izaak Cylkow). Prawdziwa mądrość jest cenna, ale nawet ona nie ocali nas przed wiatrem.

Rozproszone w tekście pozytywne stwierdzenia mówią o pięknie, jedzeniu i piciu, a także o tym, że dobrze jest „widzieć słońce”, ale najpiękniejsze, choć tajemnicze wskazanie pada na samym początku rozdziału jedenastego: „puszczaj chleb twój na powierzchnię wód…” (tłum. Izaak Cylkow), albo w tłumaczeniu Czesława Miłosza:

Posyłaj twój chleb na oblicze wód,

a znajdziesz go po dniach wielu.

Daj cząstkę siedmiu, a nawet ośmiu,

bo nie wiesz, jakie nieszczęścia

nastąpią na ziemi.

Jeżeli napełniają się chmury,

deszcz na ziemię wyleją.

W Biblii Tysiąclecia przytoczony fragment (Koh 11, 1-3) zaczyna się od „wyrzuć” (u Kamieńskiej jest „rzuć”), do mnie jednak bardziej przemawia „posyłaj”, a najbardziej – „puść”. To skromna, ale uczciwa rada – „puszczaj chleb swój na powierzchnię wód”, nie trzymaj się kurczowo własnego zysku – niczego się kurczowo nie trzymaj. Paradoksalnie, właśnie wtedy twój chleb ma szansę powrócić. Obrazy wody wiążą się u Koheleta z nietrwałością. Rzeki, które płyną i płyną, morze, którego nie da się przepełnić: oto marność. „Puszczenie chleba” to jedyne, co da się zrobić.

Ludzie, zwierzęta, rośliny: ekologiczne czytanie Koheleta 

A gdyby koheletowe słońce potraktować nie metaforycznie, tylko całkiem dosłownie? Słońce, dominujący grawitacyjnie obiekt Układu Słonecznego (zawierający około 99,8 proc. jego całkowitej masy), gorąca kula plazmy złożona głównie z wodoru i helu, jest źródłem wszelkiego ziemskiego życia. Na aktualnym etapie swojej ewolucji zapewnia Ziemi odpowiednią temperaturę dla trwania wszystkich bytujących tu organizmów. Wyznacza trasę Ziemi, umożliwia fotosyntezę, sprawia, że chce nam się żyć. Stanowi źródło energii alternatywne wobec paliw kopalnych, które odpowiadają za katastrofalną zmianę klimatu

Pod słońcem toczą się procesy budujące nasz świat, powstają formy materii i wyobraźni. Trud, o którym tak wiele mówi Eklezjasta, to wspólny trud ludzi, zwierząt i roślin: budowanie ulotnego domu, w którym ciągle na nowo uczymy się żyć. Szczęśliwi są ci, którzy widzą słońce – cokolwiek to zdanie znaczyło dla Koheleta, dla nas, na tym etapie cywilizacji, może oznaczać nadzieję na bardziej sprawiedliwy świat. 

Czerwiec: właśnie teraz trwa życie

Czerwiec, szósty miesiąc roku. Tyle samo do końca, co i do początku. Jeszcze nie czas na podsumowanie. Rok nie jest ani stary, ani nowy: właśnie teraz trwa życie. Za kilka dni przesilenie i słońce zawędruje najwyżej, jak zdarza mu się w naszej szerokości geograficznej zawędrować. Najdłuższym dniem roku w Warszawie będzie 21 czerwca (będzie trwał 16 godzin i 46 minut). 22 czerwca słońce wzejdzie w Warszawie o 4.14, ale już o 3.24 zacznie robić się widno. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł