Afera Dawida Kacprzyka. Lekarze milionerzy i szpitale bankruci

Polski system ochrony zdrowia jest w jeszcze gorszej kondycji, niż wszystkim się wydawało. Skoro jednak upadliśmy tak nisko, nigdy nie było równie sprzyjających warunków do przeprowadzenia głębokiej reformy.
Czyta się kilka minut
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Łukasz Kmita po konferencji prasowej przed Szpitalem Południowym w Warszawie, w którym pracował Dawid Kacprzyk. 17 czerwca 2026 r. // Fot. Radek Pietruszka / PAP
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Łukasz Kmita po konferencji prasowej przed Szpitalem Południowym w Warszawie, w którym pracował Dawid Kacprzyk. 17 czerwca 2026 r. // Fot. Radek Pietruszka / PAP

28-letni Dawid Kacprzyk, młody lekarz i polityk partii rządzącej, zarobił w 2025 roku 1,6 mln zł. Dokonał tego w trzech publicznych szpitalach i jednej publicznej przychodni. Szkopuł w tym, że Kacprzyka często na dyżurach nie było. A w Warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie początkujący medyk pełnił już funkcję koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego, stworzono nadzwyczajną ścieżkę przyjęć dla polityków i ich rodzin – bardziej szczegółowo opisałem tę sprawę na portalu Zero.pl.

Milionowe kontrakty, zadłużone szpitale

Sprawa Kacprzyka ma swój ciężar polityczny, ale wywołała też dyskusję o zarobkach lekarzy. Szybko się okazało, że wynagrodzenia w wysokości ponad 100 tys. zł miesięcznie może mieć ponad 5 tys. osób pracujących w tym zawodzie. Jeszcze pół roku temu rządzący, w tym przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, mówili o kilkuset. Co ciekawe, dokładnych statystyk nikt nie zna, bo państwo wciąż nie posiada mechanizmu analizy zarobków lekarskich.

Media zaczęły opisywać inne przypadki. Przykładowo: ortopeda z Grójca jednocześnie kieruje dwoma szpitalami i ma w tym czasie przyjmować dziesiątki pacjentów dziennie. Skutek? On zarobił ponad 2,5 mln zł w ubiegłym roku. Niestety, oba szpitale przynoszą znaczne straty, a jeden może niebawem zostać zamknięty.

Bynajmniej nie chcę stać się drugim Ludwikiem Dornem. Nie będę nawoływał: „pokaż lekarzu, co masz w garażu", nie będę wypominał, że niektórzy medycy jedzą kanapki z kawiorem. Nie chodzi mi o szczucie. Ale faktem jest, że w kraju, w którym publiczne szpitale toną w długach, pacjenci miesiącami czekają na badania, a pielęgniarki i ratownicy słyszą od dyrektorów, że „nie ma pieniędzy”, takie kwoty działają jak siarczysty policzek. 

Tym bardziej że w wielu szpitalach wynagrodzenia pochłaniają przytłaczającą część budżetów, a kontrakty lekarskie należą do najtrudniejszych do opanowania kosztów.

Państwo zbudowało na tyle nieprzejrzysty system, że dopiero przypadkowe ujawnienie majątku osoby pełniącej funkcję publiczną (i zainteresowanie tym mediów) pozwala dojrzeć, jak dzielone są kawałki tortu. Część medyków dostaje pieniądze po prostu przyzwoite. A niektórzy dostają miliony.

Przecież rynek wycenił

Polscy lekarze przez lata słusznie protestowali przeciw upokarzającym warunkom pracy: kolejkom, niedoborom kadrowym i pogardzie polityków. Gdy dekadę temu młodzi medycy urządzali protest głodowy, trzymałem za nich kciuki.

Mam też wśród znajomych wielu lekarzy. Widzę, że znaczna część z nich ciężko pracuje i zasługuje na każdą wypracowaną złotówkę. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy etos służby – tak, bycie lekarzem to forma służby społeczeństwu – zostaje zastąpiony maksymalizacją przychodu. A solidarność zawodowa skutkuje milczeniem wobec patologii. 

Zasada „rynek wycenił” brzmi gorzko w systemie finansowanym ze składek ludzi, którzy coraz częściej leczą się prywatnie, bo publicznie nie dają rady doczekać wizyty.

Reforma czy kolejne udawanie

Afera związana z młodym lekarzem, który jeszcze chwilę temu należał do partii rządzącej, jest druzgocąca dla ekipy Donalda Tuska. Zarazem stanowi doskonałą okazję do reformowania systemu. Do wprowadzenia kontroli nad zarobkami, do uczciwszego dzielenia tortu, do ograniczenia corocznych podwyżek, które dziś wynikają z prawa, a które nie są już potrzebne, bo sytuacja finansowa medyków na przestrzeni ostatnich kilku lat istotnie się poprawiła.

Poza samym lekarskim samorządem zawodowym nikt nie sprzeciwi się zmianom. Prezydent zapewne podpisze ustawę, społeczeństwo to poprze. Przykładowo można by wprowadzić ewidencję łącznych wynagrodzeń z publicznych placówek, jawne zasady kontraktów kierowniczych i limit dyżurów (czy ktokolwiek wierzy, że lekarz spędza na nich ciągiem 72 albo 96 godzin, a jeśli tak – czy nie jest to niebezpieczne dla pacjentów?).

Równocześnie mamy prawo oczekiwać, że reforma dotknie samych polityków i ich podejścia do placówek ochrony zdrowia. Niedawno, przy okazji sprawy Jacka Protasiewicza (związany z PSL, za to niemający w przeszłości związków z ochroną zdrowia, został członkiem zarządu szpitala powiatowego w Lipnie; po medialnym nagłośnieniu sprawy odwołano go ze stanowiska), pisałem, że szpitale są od ratowania ludzi. 

Nie powinny być natomiast od ratowania podupadłych politycznych karier. Tymczasem rządzący – niezależnie od nazwy partii – traktują lecznice jako miejsce do podreperowania portfela, ponadpartyjnie trafiając do zarządów i rad nadzorczych publicznych szpitali oraz przychodni.

Być może nawoływanie do zmiany, w tym zmiany, która ograniczy wpływy polityków, to głos pięknoducha. Ale co nam pozostało poza wiarą, że może być lepiej?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł