To ciekawe, jak wielu przywódców niebędących wielbicielami demokracji i praw ludzkich imponuje naszemu prezydentowi

Jest ekstra! – ten komunikat bije z każdego ujęcia wyreżyserowanego przez otoczenie prezydenta Dudy podczas podróży zagranicznych. Widać na nich autentyczną radochę. Jest w tym coś z dziecięcej radości z wyjazdu na ferie. To obserwacja ciekawa, zważywszy, że prezydent jest w zasadzie dorosły.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Natłok dziwnych wydarzeń ostatnich tygodni przytłumił nasze badania nad godnością ludzką i przygasił zainteresowania leksykografią. Oto umknęło nam kilka ciekawych powodów czerwcowej podróży p. prezydenta RP do Chin.

Zacząć rytualnie wypada od uwagi, że wizyta ta, jak zresztą bardzo wiele podróży zagranicznych p. prezydenta, nie miała żadnego politycznego znaczenia. Pan A. Duda, co nas zawsze nieco rozczula, gdzie by się nie wybrał, tam mu zawsze błogo, a błogość tę zawsze eksponuje. Jest ekstra! Jest git! – ten komunikat bije z każdego zdjęcia czy filmików wyreżyserowanych przez jego służby i otoczenie. Nic prezydent nie musi mówić, wszystko widać, a widać autentyczną radochę. Jest w tym coś z dziecięcej radości z wyjazdu na ferie. To obserwacja ciekawa – każdy to przyzna – zważywszy, że prezydent jest w zasadzie dorosły.

Inna regularność dotyczy jego fascynacji. To ciekawe, jak wielu przywódców niebędących – mówiąc oględnie – wielbicielami demokracji i praw ludzkich – imponuje naszemu prezydentowi. Od Azji, poprzez Afrykę, po Amerykę. Kto się komu podoba, to oczywiście kwestia gustu, więc niby nic nam do tego, że przywódca Chin jest dla naszego prezydenta autorytetem. Prześladowania polityczne i etniczne, które urządza, czy imperialne bądź wojenne plany, wsparcie dla Putina, to błahostki, którymi prezydent RP nie zaprząta ani swojej, ani naszej uwagi. Słowem, ta wizyta – jak prawie każda – miała raczej charakter egzotycznego wyjazdu towarzysko-integracyjnego oraz wizerunkowego.

Jak się dowiedzieliśmy z kilku omówień tego wyjazdu, ponoć właśnie wizerunkowo p. A. Duda zyskał. Czy zatem budowa wizerunku była jej najważniejszym celem? Ktoś z emfazą napisał, że prezydent A. Duda rozmawiał z p. Xi Jinpingiem, władcą drugiego co do ważności kraju świata, jak „równy z równym”. Zdziwiliśmy się, że wizytę jakiegokolwiek prezydenta u jakiegokolwiek prezydenta można analizować na tym poziomie. Wychodzi więc na to, że walka z gigantycznym deficytem godności, który jest oczywiście immanentną cechą tego polityka i w ogóle naszych polityków prawicowych, jest ciężka i niepozbawiona wyrzeczeń. Podróż przez taki kawał świata, mordowanie się ze strefami czasowymi, jedzenie przeogromnych ilości glutaminianu sodu i produktów żeńszeniowych to cena – okazuje się – warta zapłaty za bycie przez parę dni równym wśród ważnych. Jeżeli tego typu zamysł był jednym z powodów wyprawy, to – niech nas kule biją – znów Polska może się pochwalić fantastycznym wyczynem z gatunku nieznanego innym prezydentom na kontynencie.

No dobrze, ale coś przecież chyba udało się załatwić poza poczuciem się nieco lepiej. Przeczytaliśmy więc, że chiński rynek otworzy się na polskie kury, że będzie można pojechać do Chin na dwa tygodnie bez wizy, na razie tylko w 2024 r., i że powstanie wielki słownik polsko-chiński. To nam się podoba najbardziej. Wydaje się, że jest to jedyny sukces obu kadencji naszego prezydenta. W opiniach znawców brak wielkiego słownika polsko-chińskiego jest dojmujący. Jesteśmy bardzo ciekawi, jak długo będą trwały prace nad tym dziełem. Gdyśmy się zastanawiali nad rozległością zagadnienia, gdy próbowaliśmy sobie wyobrazić, jaki będzie efekt, przyszła nam do głowy myśl skrzydlata: szkoda wielka, że p. prezydent A. Duda nigdy nie wystąpił z inicjatywą stworzenia wielkiego słownika polsko-polskiego. Byłby się nam na pewno bardzo przydał, może nawet bardziej niż słownik polsko-chiński.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Orient i orientacja