Reklama

Chopin na płytach

Chopin na płytach

23.02.2010
Czyta się kilka minut
Omówienie Chopinowskiej dyskografii to wyzwanie na miarę Don Kichota. Dlaczegóż jednak nie pokusić się o niewykonalne? Zatem w pierwszym odcinku - utwory warszawskie, z kulminacją w postaci dwóch Koncertów fortepianowych, oraz Etiudy, które zmieniły świat fortepianu.
M

Młodzieńcze drobiazgi pojawiają się przeważnie jako część kompletów dzieł Chopina. Jeśli jednak próbować jakiegoś wyboru, to przed błyszczącym Ashkenazym (Decca) proponowałbym mniej wirtuozowskiego, ale zdecydowanie bardziej poetyckiego Nikitę Magaloffa (Philips, ile jeszcze trzeba będzie czekać na wznowienie?).

Trio g-moll, op. 8 - zdecydowanie niedoceniane. Klasyczne wykonanie Tria Beaux Arts wytrzymuje zestawienie z namiętnym fortepianem Władysława Szpilmana (z Tadeuszem Wrońskim i Aleksandrem Ciechańskim; Polskie Nagrania), musi jednak ustąpić przed fenomenalnym Triem Dawida Ojstracha - z porywającym Lwem Oborinem na fortepianie i hebanowym brzmieniem wiolonczeli Światosława Knuszewickiego - przypomnianym ostatnio przez DGG. Ileż w tej muzyce może się dziać!

Utwory na fortepian z orkiestrą - błyskotliwa, bezpretensjonalna muzyka rozrywkowa, czystej wody brillante, dziś zdecydowanie na uboczu (nawet w przypadku Wariacji B-dur na temat "La ci darem la mano", gdzie odzywają się już preromantyczne otchłanie). Wybór ich kreacji można sprowadzić do dwóch: klasycznego wdzięku Nelsona Goernera z Orkiestrą XVIII Wieku pod dyr. Fransa Brüggena (instrumenty historyczne, wyd. NIFC; w tej samej konwencji, a nie mniej efektownie, gra też Emanuel Ax, Sony) oraz poważnej, ale rozpoetyzowanej wizji Claudia Arraua (dyr. Eliahu Inbal, wyd. Philips).

Koncerty fortepianowe, nr 1 e-moll op. 11 i nr 2 f-moll op. 21 - inauguracja Chopinowskiego geniuszu, choć jeszcze w starym języku brillant. Pierwsze wiecznie żywe utwory kompozytora, wciąż stanowiące trzon żelaznego repertuaru pianistycznego. Absolutem zdecydowanie i bezkonkurencyjnie są tutaj historyczne rejestracje Józefa Hofmanna - kto nie zna Koncertów z Hofmannem, nie podejrzewa nawet, jak może brzmieć ta muzyka (New York Philharmonic Orchestra, ciężkawo, niestety, dyryguje John Barbirolli; 1937 i 1938 r., wyd. najlepiej VAIA). Śmiałość, klarowność i logika koncepcji, obłędnie precyzyjna artykulacja, budujące napięcie tempa, swoboda dynamiki - Hofmann był i do dziś pozostaje jedyny.

Szukając wersji współczesnej i bardziej "kanonicznej", sięgnąć trzeba po Marthę Argerich (EMI). Wprawdzie Charles Dutoit mógłby lżejszą ręką prowadzić swoją montrealską orkiestrę (gdybyż udało się go zamienić na Zubina Mehtę!), ale Argerich ukazuje tu wszystko, co czyni ją zjawiskiem na współczesnych estradach: pożenienie dynamicznej, romantycznej ekspansywności z klasycznym umiarem.

Jeśli ktoś ma ochotę na Koncerty grane plastycznie, nie dla igraszek melodii, lecz dla wielkiej dramaturgii, niechaj sięga śmiało po którekolwiek z nagrań Samsona François (EMI). No, chyba że trafi na może największą zepchniętą w zapomnienie pianistkę XX w. - Guiomar Novaes (Vox).

Odprowadzając wzrokiem kilkadziesiąt innych znakomitych interpretacji, nie mogę nie wspomnieć o trzech Koncertach f-moll - jednym w wykonaniu zawsze mistrzowskiego w nim Artura Rubinsteina (deklamacyjna interpretacja z Warszawy z Rowickim i dość subtelną wówczas Narodówką należy do najpiękniejszych; Polskie Nagrania; mniej przekonuje przedwojenna z Barbirollim, błyskotliwa, ale wciąż jeszcze nonszalancko powierzchowna; EMI), drugim - w wykonaniu pianisty, który tego typu repertuar obchodził zazwyczaj szerokim łukiem: Światosława Richtera (Mełodia). To arcydzieło wrażliwości i przemyślanej dogłębnie poezji, w którym każde dotknięcie zdaje się znaczyć zarazem powitanie, jak i czułe pożegnanie. Richter bodaj tylko jeden raz spotkał się z tą muzyką. Trzecia kreacja jest dziełem damy - cyzelującej niuanse tworzące zawsze idealny, oczywisty w swej prostocie i czystości dźwiękowy obraz - Clary Haskil (Philips, dyr. Igor Markevitch). Jako ciekawostkę wspomnijmy też jej rywalkę z młodości, dziś zapomnianą, która tym samym Koncertem f-moll jeszcze w sędziwym wieku potrafiła wprawić w ruch polifoniczne siły sprawcze kosmosu - Yourę Guller (Tahra). Dla równowagi zaś dorzućmy mistrza Koncertu e-moll - Emila Gilelsa, czy to z zawsze doskonale skrojonym na miarę solisty Eugene’em Ormandym (CBS-SONY), czy z Kondraszynem (dziś na Brilliant Classic). Istnieje też wyjątkowy wehikuł czasu, na jednym oddechu wyśpiewany Koncert e-moll Maurycego Rosenthala z 1930/31 r., przenoszący prosto na szczyty tradycji XIX-wiecznej.

Nie sposób wreszcie pominąć kreacji zwyciężających zdecydowanie w kategorii "największa ekstrawagancja", lecz dla części słuchaczy wciąż przecież podstawowych: Krystiana Zimermana z Polish Festival Orchestra (DGG). Podkreślane zwolnieniami rozsentymentalizowanie, niby-operowa maniera fermat zatrzymujących tok muzyki na niekończących się westchnieniach, a przy tym wrażliwa, idealnie współpracująca z pianistą orkiestra - to w każdym razie doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Etiudy - punkt, w którym styl brillant zmienia się w romantyzm. Zamiast wzdychania - swoboda ekspresji, sięgającej od demonizmu po lirykę, ale mówiącą językiem nowym, bezpośrednio dotykającym najgłębszych emocji. W stalowym uścisku Maurizio Polliniego, w najbardziej kanonicznym dziś nagraniu obu zeszytów Etiud (DGG, poniekąd zastąpiło ono przedwojenną, bardziej zresztą wirtuozowską rejestrację Wilhelma Backhausa), wszystkie te emocje są jednak poddane skrajnej kontroli. Dla pełniejszego oglądu warto więc sięgnąć i po inne nagrania, jak proste i doskonale muzykalne Etiudy całkowicie offowej Kubanki (francuskiego chowu) Juany Zayas, które rozentuzjazmowały Harolda Schonberga (wyd. Music&Arts). Nie zawodzą męskie, dramatyczne koncepcje Samsona François (EMI). Wyjątkowy świat proponują monumentalne, wykute w marmurze Etiudy Claudia Arraua, gdzie każdy szlachetny dźwięk niesie w sobie olimpijski spokój (EMI). Shura Cherkassky (Philips, seria Great Pianists of the 20th Century) ujmuje subtelnością i śpiewnością, ale rozczarowuje trochę techniczną ostrożnością. Jego odwrotność to Gyorgy Cziffra (EMI) - piękny ton, bajeczna wirtuozeria, swobodna, kapryśna wyobraźnia - i brak umiaru w zachwycie nad własnym popisem.

Z obu zbiorów Etiud szczególnie późniejsze opus 25 zyskało kilka wyjątkowych kreacji. Warto poszukać Paula Badury-Skody (Genuin):

wielki klasyk grał Chopina z wyjątkową intelektualną wnikliwością i przejrzystością, nie tracąc nic z jego poezji. Obowiązkowe nagrania to Géza Anda (studyjne dla DGG, ale jeszcze lepiej poszukać koncertowego z Ascony; Ermitage), gdzie wirtuoz ostatecznie przemienia się w wytrawnego narratora; oraz malarski Grigorij Sokołow (Opus 111/Na?ve).

Prawdziwa zabawa to jednak poszukiwanie wyjątkowych kreacji pojedynczych Etiud. Tutaj podrzucę tylko dwie: pierwszą z op. 25 zdecydowanie najpiękniej zagrał Artur Rubinstein (który nigdy nie podjął się wykonywania kompletu) podczas swego recitalu w Moskwie w 1964 r. (RCA) - jak nikt inny organizując cały przebieg rytmiczny od pierwszego, wprowadzającego Es. Prawdziwą kulminację w ostatniej Etiudzie z tego samego opusu - wprawiającą w ruch fale oceanu, nie jakiegoś oczka wodnego - osiągnął z kolei jedynie Richter, grając wybór Etiud na swym praskim recitalu (Praga). Wielu emocji przy dalszych poszukiwaniach!?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]