Choć nowy prezydent Iranu ma skrępowane ręce, dzięki umiarowi i uczciwości może okazać się dobrym liderem na ten trudny dla Irańczyków czas

Irańskie pokolenie Z – wnuki islamskiej rewolucji z 1979 roku, która wprowadziła obecny system – utraciły wszelką w nią wiarę. Zbyt wiele złego doświadczyły w minionych latach. Czy prezydent Pezeszkian, zaliczany do politycznych „gołębi”, uratuje ich kraj i muzułmańską republikę przed zapaścią?
Czyta się kilka minut
Wiec wyborczy reformistycznego kandydata w wyborach prezydenckich w Iranie Masouda Pezeshkiana. Teheran, Iran, 3 lipca 2024 r. // Fot. Majid Saeedi / Getty Images
Wiec wyborczy reformistycznego kandydata w wyborach prezydenckich w Iranie Masouda Pezeshkiana. Teheran, Iran, 3 lipca 2024 r. // Fot. Majid Saeedi / Getty Images

Prezydentem został trochę przypadkiem. Masud Pezeszkian dziwił się, że został w ogóle dopuszczony do elekcji. Wcześniej z marcowych wyborów parlamentarnych wykluczyć chciała go Rada Strażników Rewolucji – w Iranie orzeka ona, kto jest godny ubiegać się o stanowiska posłów czy prezydentów. W końcu został do nich dopuszczony po interwencji Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego.

Teraz pozwolono mu ubiegać się o prezydenturę, ale tylko po to, aby swoją obecnością wśród pretendentów uwiarygodnił wybory. Spośród sześciu wybrańców, dopuszczonych przez Radę Strażników, był jedynym przedstawicielem frakcji „gołębi”: polityków, którzy opowiadają się za umiarem w sprawach wewnętrznych i otwarciem Iranu na świat w dyplomacji.

Nie był też kapłanem ani uczonym w sprawach wiary i religijnego prawa, a to oni stanowią przywódczą elitę w teokratycznej republice, która w 1979 r. zastąpiła monarchię, obaloną przez rewolucję. Nie przewodził nawet żadnej frakcji, nie miał własnej koterii ani protektorów. Skąd więc się wziął?

Jeden z „gołębi”

Ma 69 lat. Jego ojciec był Azerem, matka Kurdyjką; Azerowie i Kurdowie to najliczniejsze mniejszości w Iranie, gdzie połowę ludności stanowią Persowie. Zanim zajął się polityką, pracował jako kardiochirurg i wykładowca na akademii medycznej w prowincji Zachodni Azerbejdżan (położonej nad północną granicą). Jako frontowy medyk brał udział w wojnie z Irakiem, która wybuchła tuż po zwycięstwie irańskiej rewolucji. Po wojnie wrócił do domu, do Tebrizu. W 1994 r. stracił w wypadku ukochaną żonę i dziecko. Nie ożenił się ponownie, sam wychował pozostałe dzieci, córkę i dwóch synów. Te doświadczenia nauczyły go ponoć cierpliwości, pokory, odwagi i umiaru, z których znany jest dziś.

Do polityki wprowadził go prezydent Mohammed Chatami (urzędował w latach 1997-2005), który do dziś przewodzi frakcji „gołębi”. Wziął go do swojego rządu na ministra zdrowia. Po Chatamim władzę przejęły „jastrzębie”. Pezeszkian odszedł z rządu, ale od tego czasu zasiada w madżlisie (parlamencie) jako poseł z Tebrizu.

Wcześniej już dwa razy próbował sił w wyborach prezydenckich. W 2013 r. wycofał się na rzecz „gołębia” Hassana Rouhaniego, który został prezydentem. W 2021 r. Rada Strażników wykluczyła go z wyborów (do tamtej elekcji nie dopuściła żadnych „gołębi”). Wtedy to Irańczycy stracili resztki wiary w wybory. W elekcjach z lat 1997, 2013 i 2017 głosowało ponad trzy czwarte uprawnionych, gdy w pierwszej turze tegorocznych prawie dwie trzecie nie poszło głosować.

Siła słabego

Pezeszkian nie wygrałby ich, gdyby w pierwszej turze kandydaci-„jastrzębie” nie podzielili między siebie głosów. W dogrywce pokonał zaś najradykalniejszego z „jastrzębi” – rodacy poparli go ze strachu, że w przeciwnym razie rządy przejmą „irańscy talibowie”.

Sceptycy uważają, że nie poradzi sobie z prezydenturą, bo nie ma doświadczenia, a przede wszystkim nie będzie miał nic do gadania, gdyż o najważniejszych sprawach w Iranie i tak decydują Najwyższy Przywódca oraz Rada Strażników Rewolucji.

Nie rządził, a więc i nie kradł, nie ponosi winy za błędy i wypaczenia – odpowiadają zwolennicy Pezeszkiana, chwaląc jego uczciwość i skromność. Zajmuje się polityką, ale nigdy nie był zamieszany w żadną aferę ani skandal. Choć zaliczany jest do frakcji „gołębi”, a jej przywódcy, byli prezydenci Chatami i Rouhani udzielili mu błogosławieństwa, Pezeszkian twierdzi, że jest politykiem niezależnym.

Podobnie jak „gołębie” uważa, że zamiast przymuszać Irańczyków do przestrzegania praw i zwyczajów teokratycznej republiki, powinno się ich do tego przekonać. Krytykował władze za brutalność, z jaką odpowiedziały na bunt młodzieży, który jesienią 2022 r. wybuchł po śmierci 22-letniej Mahsy Amini, pobitej na śmierć za nieprawidłowo zawiązaną chustę. „To nasza wina – mówił wtedy. – Próbujemy siłą narzucić ludziom, w co mają wierzyć. Z naukowego punktu widzenia to niemożliwe”.

Chce znieść cenzurę internetu i ukrócić samowolę policji obyczajowej, której brutalność była znakiem firmowym poprzedniego prezydenta Ibrahima Raisiego (zginął w maju w katastrofie śmigłowca). Nie przypadkiem na szefową swej kampanii Pezeszkian wybrał kobietę, a na wiecach odwoływał się nie tylko do młodzieżowego buntu z 2022 r., ale też do zielonych barw ulicznej rewolucji z 2009 r. przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim.

Mimo skrępowanych rąk

Pezeszkian przekonuje, że jedynym ratunkiem dla gospodarki jest wyzwolenie jej z zachodnich sankcji, a do tego konieczne jest zawieszenie broni z Ameryką i nowe porozumienie w sprawie irańskiego programu atomowego. Jego najbliższym doradcą jest były minister dyplomacji Mohammed Dżawad Zarif, który w 2015 r. doprowadził do podpisania ugody atomowej z Zachodem, zerwanej potem przez Donalda Trumpa.

Jednocześnie na każdym kroku podkreśla swoje posłuszeństwo wobec Najwyższego Przywódcy i wiarę w teokratyczną republikę. Cóż innego miałby zresztą mówić, skoro wierność wobec rewolucji i republiki kleru jest warunkiem uczestnictwa w życiu publicznym?

Mimo skrępowanych rąk, dzięki swojemu umiarowi, uczciwości i odwadze może okazać się dobrym przywódcą na ten czas – po burzliwych latach rozruchów, rozczarowań i podziałów. Ugoda atomowa z 2015 r. tchnęła w Irańczyków nadzieję, że skończy się ich bieda i izolacja. Trump ją jednak zerwał i przywrócił sankcje.

Irańskie „gołębie” zapłaciły za to utratą władzy, a „jastrzębie” postanowiły zaostrzyć rygory, by tyranią wymusić na obywatelach posłuszeństwo. W 2019 r. wybuchły rozruchy, wywołane podwyżką cen paliw, a trzy lata później te już wspomniane, z powodu hidżabów i policji obyczajowej. Zginęło prawie tysiąc osób, dziesiątki tysięcy trafiły do więzień. Irańskie pokolenie Z, wnuki rewolucji, straciło wszelką w nią wiarę.

Prezydent Pezeszkian ma tę wiarę i spokój przywrócić, a także choćby trochę zasypać przepaść między buntującą się wielkomiejską młodzieżą a wciąż licznymi wyznawcami rewolucji. I jedni, i drudzy uważają go za najmniejsze zło. Po rozczarowaniach ostatnimi prezydenturami – zarówno „gołębi”, jak też „jastrzębi” – nikt nie oczekuje po nim zbyt wiele.

Zresztą sam Pezeszkian deklaruje: „Nie zamierzam składać obietnic bez pokrycia ani kłamać. Robimy to od tylu lat i to jest nasz największy problem”. Mówił tak, gdy – ogłoszony zwycięzcą – pojechał do mauzoleum imama Chomeiniego, by oddać hołd twórcy islamskiej republiki.

Ideały i uwłaszczenie

Rewolucje zwykle brzydko się starzeją, a irańska nie jest wyjątkiem. Republika, która z niej wyrosła, zbliża się do pięćdziesiątki. Tymczasem dwie trzecie Irańczyków nie przekroczyło dziś jeszcze trzydziestki.

Wojna z Irakiem (1980-88), która miała uśmiercić islamską republikę, tchnęła w nią nowe życie. Ale tamten wojenny patriotyzm okazał się tyleż eliksirem, co trucizną, która zabija powoli i skutecznie. Na wojnie, która wyniszczyła i Iran, i Irak (zginęło w niej 2 mln ludzi), wyrósł Korpus Strażników Rewolucji: gwardia rewolucyjna, która zawłaszczyła irańskie państwo i gospodarkę. Oligarchowie, których wydała, stali się – obok kapłanów – zarządcami republiki kleru. Powojenne uwłaszczenie rewolucjonistów dokonało się za panowania prezydenta-„gołębia” Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego (1989-97), pistacjowego latyfundysty. Prezydentury jego następców, zarówno „gołębi”, jak i „jastrzębi”, były już tylko walką o dostęp do Sezamu, a nie o ideały.

Dziś irańskie „gołębie” chcą zgody ze światem, bo według nich ułatwi to życie i pomnażanie bogactwa. Głoszą zasadę „żyj i daj żyć innym”. Gotowi są luzować rygory republiki, by reglamentowanymi swobodami pacyfikować gniew obywateli, niezadowolonych z tyranii, niekompetencji i korupcji elit.

Z kolei „jastrzębie” wierzą w rządy twardej ręki i nie zgadzają się na żadne zmiany ani ustępstwa. Ani wobec poddanych, ani świata. Nie chodzi im wcale – choć to głoszą – o rewolucyjną czystość, lecz o to, że ich zdaniem najmniejsze ustępstwo wywoła lawinę, sprawy wymkną się spod kontroli i w rezultacie stracą monopol na rząd dusz i majątek.

Hybryda tyranii

Choć irańskie „gołębie” i „jastrzębie” różnią się, spierają ze sobą, a nawet walczą, jednym i drugim chodzi o to samo: o zachowanie Nezamu, Systemu, rewolucji i republiki, utrzymanie władzy i korzystanie z jej owoców. Nikt nie zamierza burzyć Nezamu. Spór dotyczy jedynie sposobu, jak go utrzymywać i doskonalić.

Irański Nezam jest hybrydą tyranii, bo reżyserowane przez Najwyższego Przywódcę i Radę Strażników elekcje prezydenckie są jedyną okazją, aby Irańczycy mogli sami zdecydować coś w sprawach władzy. Mając wybór, wybierają zwykle „gołębi”, nierzadko wbrew woli Najwyższego Przywódcy i jego ajatollahów. Wtedy pokonane „jastrzębie” prowokują konflikty, by wymusić na „gołębiach” represje i przemoc, a obywatelom wybić z głowy mrzonki o jakichś „pieriestrojkach”.

Także teraz. Dwa dni po zwycięstwie Pezeszkiana policja aresztowała w Teheranie znanego prawnika i wykładowcę prawa Mohsena Borhaniego, który krytykował władze za śmierć Mahsy Amini w 2022 r. Kolejną zasadzką i wyzwaniem, z jakimi zmierzy się Pezeszkian, będą zapowiadane podwyżki cen paliw, niemożliwe do uniknięcia. Na dotacje do cen benzyny, prądu i gazu Iran (gospodarczo niemal bankrut) wydaje co roku jedną trzecią wszystkiego, co zarabia. Ale tanie, najtańsze na świecie paliwo (kilkanaście groszy za litr) jest dziś w zasadzie jedyną zdobyczą rewolucji sprzed prawie pół wieku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Doktor Pezeszkian na ratunek