W rozegranej w piątek 5 lipca wyborczej dogrywce Pezeszkian, dobiegający siedemdziesiątki dawny kardiolog zdobył 53,3 proc. głosów i pokonał swojego rywala Saida Dżalilego, który zebrał 44,3 proc. głosów. W pierwszej rundzie, przed tygodniem, żadnemu z pretendentów nie udało się zebrać koniecznej do wygranej ponad połowy głosów, a jej zwycięzca, Pezeszkian, zdobył 42,4 proc. głosów. Przedterminowe wybory wymusiła śmierć urzędującego prezydenta Ibrahima Raisiego, który w maju zginął w katastrofie śmigłowca.
Zwycięstwo Pezeszkiana w prezydenckiej elekcji zaskoczyło wszystkich. Za murowanych faworytów do sukcesji po Raisim uchodzili politycy wywodzący się jak on z dominującej w Iranie frakcji „jastrzębi”, wrogich Zachodowi i domagających się rygorystycznego przestrzegania surowych praw i obyczajów republiki islamskiej. Z 6 kandydatów, jakich dopuściła do wyborów Rada Strażników Rewolucji, aż pięciu wywodziło się spośród „jastrzębi”, a jedynym „gołębiem”, opowiadającym się za porozumieniem z Zachodem i złagodzeniem porządków w kraju był mało znany Masud Pezeszkian. Powiadano zresztą, że ajatollahowie dopuścili go do elekcji, by uniknąć zarzutów, że sami dokonali już wyboru, a wybory są zwykłą maskaradą. Mówiono, że Rada Strażników wybrała Pezeszkiana jako najsłabszego z „gołębi”, bez szans na wygraną. Jego udział miał też pomóc przełamać narastające rozczarowanie Irańczyków do polityki i ich wyborczą apatię, przejawiającą się spadającą dramatycznie wyborczą frekwencją – w wyborach prezydenckich w 2021 roku, po raz pierwszy w republice islamskiej, spadła poniżej 50 proc., a wiosną w wyborach parlamentarnych zagłosowało ledwie 41 proc. wyborców.
Tegoroczne wybory prezydenckie zakończyłyby się wygraną „jastrzębi”, gdyby nie to, że pewni wygranej nie wybrali spośród siebie jednego kandydata. W rezultacie roztrwonili zdobyte głosy między rywalizujących między sobą przewodniczącego parlamentu Mohammeda Baghera Ghalibafa i Saida Dżalilego, a najwięcej głosów zdobył Pezeszkian, na którego głosowali wszyscy niezadowoleni z rządów „jastrzębi”.
Najwięcej niezadowolonych w ogóle nie poszło na wybory i frekwencja w pierwszej turze prezydenckiej elekcji spadła poniżej 40 proc. Zwycięstwo Pezeszkiana sprawiło, że w dogrywce zagłosowała już prawie połowa wyborców. Wybrali Pezeszkiana obawiając się, że wygrana Saida Dżalilego, uchodzącego za religijnego fanatyka, oznaczać będzie jeszcze większe napięcie w stosunkach z Zachodem, jeszcze surowsze sankcje, wyniszczające irańską gospodarkę, i represje wobec wszystkiego i wszystkich, co ajatollahowie uznają za bunt przeciwko republice muzułmańskiej.
Pezeszkian będzie kolejnym „gołębiem”, reformatorem, wybranym na irańskiego prezydenta. Przed nim za takich uchodzili prezydent Hassan Rouhani (2013-2021) i Mohammed Chatami (1997-2003) – obaj udzielili poparcia Pezeszkianowi – opowiadający się za porozumieniem z Zachodem i złagodzeniem rygorów teokratycznej republiki. Ich panowanie przyniosło Irańczykom rozczarowanie równie wielkie jak wielkie były nadzieje, jakie w nich pokładali, wybierając na prezydencki urząd.
W republice ajatollahów prezydenci są bowiem raczej zarządcami niż przywódcami, a rzeczywistą władzę sprawuje Najwyższy Przywódca, wybierany przez Zgromadzenie Mędrców, kapłanów, teologów i prawników, a nie w wyborach powszechnych, przez zwykłych zjadaczy chleba. To Najwyższy Przywódca, którym od 1989 roku pozostaje 85-letni już Ali Chamenei, decyduje o najważniejszych sprawach kraju, a prezydenci muszą uzgadniać z nim wszystkie swoje poczynania i pomysły. Muszą też liczyć się z szefami podległego Najwyższemu Przywódcy Korpusu Strażników Rewolucji, drugim poza regularną armią irańskim wojskiem, które pod rządami ajatollahów przejęło na własność niemal całą gospodarkę kraju.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















