Reklama

Chiny: dyktatura w czasach zarazy

Chiny: dyktatura w czasach zarazy

z Tokio
16.05.2022
Czyta się kilka minut
Najpierw był Shenzhen, Potem Szanghaj, teraz widmo całkowitego lockdownu krąży nad Pekinem.
LI AN / XINHUA / EAST NEWS
W

W pięć dni przetestowano niemal całą ludność 22-milionowej stolicy Chin. Zamknięte są szkoły i restauracje, praca biurowa trwa zdalnie, a do autobusu wsiąść wolno tylko po okazaniu wyniku testu na covid. Wystarczy jeden przypadek infekcji, by zamknąć blok mieszkalny, a kilkanaście, by odizolować dzielnicę. Kwarantanna czeka każdego zakażonego, nawet bez symptomów: dwumiesięczne dziecko, 90-letniego starca i osobę z zaawansowanym nowotworem.

Wbrew opiniom WHO słuszność chińskiej strategii walki z wirusem, zwanej „covid-zero”, nie podlega dyskusji – tak bowiem zadekretował przywódca kraju Xi Jinping, który jest nieomylny. Chiny nie zejdą z tej drogi przynajmniej do jesieni, gdy Xi, podważając dotychczasowe reguły, zostanie wybrany na trzecią kadencję (de facto dożywotnio). Linia partii musi więc pozostać niewzruszona.

Podejście Pekinu do pandemii już wcześniej budziło kontrowersje na świecie, ale skuteczność metody gwarantowała poparcie chińskiego społeczeństwa: dotąd na covid zmarło tu oficjalnie 5,2 tys. ludzi. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy lockdown objął aglomeracje i tamtejszą klasę średnią, skłonną akceptować brak politycznych swobód, ale pod warunkiem zachowania uroków konsumpcyjnego modelu życia.

Teraz okazało się, że ta strefa komfortu zależy od jednej odgórnej decyzji. Własny dom mógł zostać nagle otoczony płotem lub zaanektowany na szpital, a kwarantanna, często w opłakanych warunkach sanitarnych, też nie należy do przyjemności. Z okien zakłódkowanych wieżowców lokatorzy wołali o jedzenie i leki. Tylko w Szanghaju z powodu lockdownu spodziewano się przedwczesnej śmierci tysiąca cukrzyków. Dochodziło na tym tle do starć z policją – zjawisko dotąd nieznane w zamożnych dzielnicach. Z kolei zamrożenie gospodarki przełożyło się na problemy bytowe ludzi i relacje Chin ze światem. Chęć opuszczenia miejscowego rynku, choćby częściowo, deklaruje 79 proc. firm z USA.

Takie skutki niesie przymus podążania społeczeństwa za wizją jednego człowieka. Tym większą trwogę budzą więc wieści o fali covidu uderzającej dziś w Koreę Północną. Biorąc pod uwagę zapaść tamtejszej gospodarki i sposób traktowania obywateli, kraj ten czekać może humanitarna katastrofa. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Specjalizuje się w tematyce Azji Południowo-Wschodniej, mieszka po części w Japonii, a po części w Polsce. Stale współpracuje z „Tygodnikiem”. W 2014 r. wydał książkę „Słońce jeszcze nie...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]