Jego kariera rozwijała się równie błyskawicznie. Jeszcze dobrze nie przedstawił się na jazzowej scenie, a już grał u boku Milesa Davisa. Przełom lat 60. i 70. to erupcja kreatywności pianisty, który pracował przy albumach nie tylko dziś kultowych, ale też różnorodnych stylistycznie. Z tego okresu pochodzą post-bopowe „Now He Sings, Now He Sobs”, freejazzowe nagrania grupy Circle i klasyka fusion „In a Silent Way” czy „Bitches Brew” Davisa. To właśnie genialny trębacz przekonał Coreę do sięgnięcia po pianino elektryczne i tym samym zdefiniował jego brzmienie na lata. Święcąca triumfy grupa Return to Forever eksplorowała terytoria pomiędzy jazzem a prog rockiem. W postępującym uładzeniu brzmienia pianisty starzy kompani doszukiwali się wpływów bliskich mu scjentologów. Niezależnie od powodów sięgnięcia po bardziej przystępny język Corea osiągnął w nim mistrzostwo, o czym świadczą aż 23 nagrody Grammy. Zmarł w wieku 79 lat na skutek choroby nowotworowej. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















