Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Był kiedyś taki kraj

Był kiedyś taki kraj

14.12.2010
Czyta się kilka minut
Bardzo stary Żyd opowiada koleje swego życia: "Najpierw mieszkałem w królestwie węgierskim, potem w Czechosłowacji, później na Ukrainie, znowu na Węgrzech, w Sowietach, a teraz znów na Ukrainie". "Toście się wozili po świecie" - komentuje ktoś. "Ależ skąd! - pada odpowiedź. - Ja nigdy za rogatki Chustu nie wyjechałem".
C

Chust to stare, blisko tysiącletnie, liczące dziś 30 tysięcy mieszkańców miasto powiatowe w obwodzie zakarpackim, najdalej wysuniętym na zachód regionie Ukrainy, wbijającym się klinem w Rumunię, Węgry, Słowację i Polskę. Nazwa Zakarpacie pochodzi stąd, że od reszty Ukrainy odcina ten region potężna zapora: masywy Bieszczad Wschodnich, Gorganów i Czarnohory.

Chust i Zakarpacie to jedno z tych miejsc na mapie, o których istnieniu Europejczyk nie ma na ogół pojęcia. Mimo to - a może dlatego - właśnie Zakarpacie jest jednym z bohaterów nowej książki Normana Daviesa. A wszystko przez to, że przez jeden - jeden! - dzień, 15 marca 1939 r., było niepodległym państwem, Chust zaś jego stolicą. Dla Daviesa to wystarczająca przesłanka, by zbudować fascynującą opowieść, w której mowa jest też o ignorancji Zachodu. Oto "maleńki kraj na wschodzie Europy, pełna sprzeczności mieszanina jakichś nieznanych grup etni-

cznych, masa niemożliwych do wymówienia nazwisk w obcych językach, cały wachlarz »fanatycznych nacjonalizmów« i wreszcie tragikomiczny koniec, za który winić należy tylko samych Rusinów. Taki sposób myślenia o Europie Wschodniej ujawniał się wielokrotnie w postawach zachodnich intelektualistów. Stanowi element szeroko rozpowszechnionego, choć często milczącego założenia o wyższości Zachodu".

Istniejąca jeden dzień Republika Karpato-Ukrainy awansowała niebywale: znalazła się w gronie takich nieistniejących już potęg Europy (z przyległościami), jak Bizancjum, Wielkie Księstwo Litewskie czy ZSRR. Książka, która je opisuje, zatytułowana jest "Zaginione królestwa" (Vanished Kingdoms). Tytuł nie jest zbyt szczęśliwy; mogłoby się bowiem zdawać, że będzie to opowieść o krainach, które zaginęły w mrokach dziejów jak Aztekowie czy starożytny Egipt, i które budzą dziś co najwyżej emocje archeologów. Tymczasem przeszłość, o której opowiada Davies, nadal jest żywa - nawet jeśli mowa o wydarzeniach sprzed kilkuset lat.

Żywa jako składnik tożsamości narodów i państw dziś istniejących. Albo jako pamięć, kultywowana pieczołowicie bądź postrzegana jako trauma. Na przykład spojrzenie na ZSRR zależy od perspektywy; inną ma rosyjski homo sovieticus, inną Bałtowie. Podobnie rzecz wygląda w przypadku "zaginionych królestw" z obszaru obecnej Wielkiej Brytanii (Szkocja), Francji (Burgundia) czy Hiszpanii (Aragonia). Pamięć o nich nie porusza większości Europejczyków, jednak dla tożsamości lokalnych odgrywają rolę ważną, czasem zaś, jak Szkocja, przeżywają wręcz renesans.

Książka składa się z czternastu rozdziałów, każdy z nich to osobna opowieść. Ich "bohaterów" można podzielić na trzy kategorie: pierwsza to państwa znane powszechnie, o których uczą w szkołach na całym świecie (Bizancjum, ZSRR). Druga: państwa, o których pamięć do dziś jest obecna, ale w świadomości konkretnych narodów czy regionów (Burgundia, Aragonia). Kategorię trzecią tworzą przypadki, których pomieszczenie w takim kontekście może wydać się zaskakujące - to nie tylko wspomniane Zakarpacie, ale także Gdańsk (przez wieki, nie tylko w międzywojniu, samoistny organizm, de facto Wolne Miasto). Taka konstrukcja kolejnej i jak poprzednie opasłej (prawie 900 stron) książki Daviesa stanowi zaletę: można ją czytać "na wyrywki". Wolno sądzić, że polski czytelnik zacznie jej lekturę właśnie od opowieści o Litwie, Galicji, Gdańsku czy Prusach.

Mamy skłonność, wynikającą chyba z wewnętrznej potrzeby ładu, by na przeszłość - także na własną biografię - patrzeć niejako linearnie: jako na uporządkowany, racjonalny proces, posiadający spójną logikę i legitymizację, który koniec końców doprowadził do tego, co jest dzisiaj. Tymczasem historia wcale nie musiała potoczyć się, tak jak się potoczyła. Opowiadając o "królestwach", które nie przetrwały, Davies pokazuje tę prawdę niby oczywistą, ale niekoniecznie uświadomioną - że nie istnieje coś takiego jak historyczna konieczność czy dziejowa predestynacja. Siłą narracji Daviesa - i w ogóle anglosaskiej szkoły pisania o historii - jest jej silna personalizacja: w jego opowieści konkretni ludzie odgrywają rolę równie ważną co tzw. mechanizmy dziejów i trendy ideowe.

Bo też, parafrazując powiedzenie Richarda von Weizsäckera, historia nie stoi w miejscu, lecz ciągle się toczy, a tworzą ją ludzie. Oczywiście, zależni od wielu czynników, w tym szczęścia. Piłsudski był nie tylko mężem stanu, ale też szczęściarzem: gdyby nie rozpad państw zaborczych, nie stałby się symbolem niepodległości, a śmierć w 1935 r. oszczędziła mu oglądania zagłady Polski, którą stworzył. Dla jego rówieśnika Mannerheima - także z ro-

cznika 1867, też żołnierza-polityka, po 1918 r. twórcy niepodległej Finlandii, którą uratował wtedy przed Armią Czerwoną - los był mniej łaskawy: moment najcięższej dlań próby nadszedł po 1939 r., gdy przekroczył już siedemdziesiątkę. A wybory, jakich wtedy dokonywał, lawirując między Stalinem a Hitlerem, ocaliły wolność Finlandii, lecz jego skazały na los wygnańca (umarł w 1951 r. w Szwajcarii; jego wygnanie było elementem ugody z ZSRR).

Rusini z Republiki Karpato-Ukrainy nie trafili na historyczną koniunkturę, nie mieli też szczęścia, a o prezydencie ich jednodniowego państwa - Awhustynie Wołoszynie, greckokatolickim księdzu i zarazem nauczycielu matematyki, zamordowanym w 1945 r. przez Sowietów - nie słyszał w Europie nikt.

Oczywiście, książka Daviesa nie wyczerpuje listy "zaginionych królestw". Autor koncentruje się na Europie, ma przy tym - szczęśliwie dla nas - słabość do Europy Środka. Gdyby podobną książkę pisał historyk arabski, chiński czy latynoamerykański, znalazłyby się w niej "królestwa" zupełnie inne. Jak choćby państwo krzyżowców (upadło 700 lat temu, ale do dziś rozpala wyobraźnię, np. Palestyńczyków; zwłaszcza mit Saladyna!), imperia Dalekiego Wschodu czy Ameryk Środkowej i Południowej.

Zresztą nie trzeba sięgać tak daleko. W końcu idąc tropem "zaginionych królestw", można opowiedzieć także o komunistycznych Niemczech Wschodnich, w minionych 20 latach poddanych przez badaczy (z psychiatrami włącznie) dogłębnej wiwisekcji. A są też inne przypadki, wciąż czekające na upowszechnienie - choćby dzieje niedoszłej państwowości Kaszubów we wczesnym średniowieczu, o czym fascynująco opowiadał kiedyś w "Tygodniku" prof. Gerard Labuda, sam z pochodzenia Kaszuba.

No i aż korci pytanie: czy i kto dołączy w przyszłości do grona "zaginionych królestw"?

Norman Davies, Zaginione królestwa, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Joanna Rumińska, Elżbieta Tabakowska, Kraków 2010, Wydawnictwo Znak

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]