Buntowanie się

Jakżeż przyjemnie jest czasem powiedzieć: " A ja to wszystko...! i tu proszę wstawić, co kto woli.
Czyta się kilka minut

Jakżeż przyjemnie jest się zbuntować całkowicie, ale przecież nie do końca poważnie, bo jest to raczej wyraz naszej irytacji, znużenia cudzą głupotą lub zmęczenia faktem, że świat tak bardzo jest odległy od doskonałości. Zbuntować się i położyć do łóżka, zbuntować się i wsiąść do pociągu byle jakiego, zbuntować się i nagle odmówić posłuszeństwa tym wszystkim, których powinniśmy się słuchać i temu wszystkiemu, co powinniśmy robić. Prawo do wewnętrznego i prywatnego buntu jest jednym z podstawowych praw człowieka, gdyż zgoda na świat i odmowa buntowania się równa się obrzydliwemu oportunizmowi.

Jednak naturalnie czasem, wręcz często, mamy wątpliwości, czy wolno nam się zbuntować i to nie dlatego, że się boimy (chociaż tak też bywa), ale dlatego że mamy tak zwane zastrzeżenia moralne. A przecież sama idea buntu polega na tym, że my chcemy więcej moralności, więcej przyzwoitości czy więcej uczciwości w życiu codziennym, więc w tym przypadku buntowanie się jest nadzwyczaj moralne i nie powinniśmy wahać się ani chwili. Innym powodem naszych wahań jest to, co powiedzą ludzie, jak potraktują nasze oznajmienie "A ja to wszystko...!", czy nie zostaniemy uznani za nieodpowiedzialnych lub wręcz za buntowników przeciwko zasadom współżycia społecznego. Jednak, chociaż nie powinniśmy całkowicie lekceważyć opinii innych ludzi, to też nadmierne przejmowanie się nią jest wyrazem może nie tyle oportunizmu, ile konformizmu, a to cecha paskudna.

Człowiek zbuntowany jest przecież podmiotem filozoficznych rozważań i zdajemy sobie sprawę z tego, że buntując się, wprowadzamy do życia społecznego elementy moralnej lub duchowej odnowy, a nie zmierzamy do jego destrukcji. Kiedy czytam takie książki, jak "Palę Paryż" Brunona Jasieńskiego, to chociaż nie podzielam jego motywacji, rozumiem odruch sprzeciwu. Bunt przeciwko filisterstwu, przeciwko pozorom moralnej poprawności, czy - jeszcze gorzej - politycznej poprawności, przeciwko nieustającemu działaniu pozostającemu w niezgodzie z myśleniem, przeciwko społecznym konwencjom, wreszcie przeciwko ubieraniu się i rozbieraniu każdego dnia - jest buntem w obronie naszej niezależności i zdrowia psychicznego.

Przyjemność, jaką daje nam taki bunt, polega również na akcie odwagi. Wprawdzie nie potrzeba jakiejś niezwykłej odwagi, żeby się zbuntować, a w każdym razie, żeby tak się zbuntować, jak my chcemy to zrobić, jak ja marzę, ale jednak ta odrobina odwagi pokazuje nam w sposób niewątpliwy, że jeszcze żyjemy, co do czego mogliśmy mieć przedtem uzasadnione wątpliwości. Żyjemy bowiem tylko wtedy, kiedy jesteśmy samodzielnymi i niezależnymi podmiotami moralnymi. Wprawdzie musimy się kierować imperatywem kategorycznym, ale to wcale nie oznacza, że musimy się kierować zasadami, jakie olbrzymia większość ludzi uznaje za jedynie słuszne.

A ponadto i niestety, bunt nie trwa długo, po chwili, po godzinie, czy w najlepszym razie po kilku dniach musimy wrócić do oportunizmu i konformizmu i pozostaje nam wtedy część przyjemności, ale cenna część, a mianowicie wspomnienie tego, że się odważyliśmy zbuntować i że może przyjdzie moment, kiedy znowu powiemy "A ja to wszystko...!".

Na przyjemność buntowania się musimy sobie zasłużyć. Nie każdy i nie zawsze ma prawo do buntu, a tylko ten, kto wie doskonale, co czyni. Innymi słowy, buntować się mogą raczej ludzie starsi niż młodsi, raczej rozumniejsi niż głupsi i raczej poważni niż niepoważni. Trzeba bowiem doskonale pamiętać, że bunt jest tylko formą umacniania wspólnoty, a nie jej niszczenia. Oczywiście istnieje bunt destrukcyjny, jak w czasie wszelkich rewolucji, lecz nie jest to przyjemność, lecz tylko paskudne i skandaliczne zachowanie, które z naszym buntem nie ma nic wspólnego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2006