Braterska pomoc z Pekinu

Dzięki chińskim dostawom Serbia stała się liderem szczepień w Europie i dzieli się dawkami z sąsiadami. W tle toczy się geopolityczna rozgrywka.

15.03.2021

Czyta się kilka minut

Pierwszy transport chińskich szczepionek dotarł na lotnisko w Belgradzie, 16 stycznia 2021 r. / OLIVER BUNIC / BLOOMBERG / GETTY IMAGES
Pierwszy transport chińskich szczepionek dotarł na lotnisko w Belgradzie, 16 stycznia 2021 r. / OLIVER BUNIC / BLOOMBERG / GETTY IMAGES

Gdy w grudniu 2020 r. kraje Unii Europejskiej przygotowywały się już do rozpoczęcia szczepień, na Bałkanach zastanawiano się, kiedy szczepionki trafią w ogóle do państw tego regionu. Namysły i obawy trapiły także Serbię.

Podobnie jak pozostałe kraje Bałkanów Zachodnich, władze w Belgradzie zamówiły wprawdzie szczepionki w ramach mechanizmu wspólnych zakupów COVAX (powołanego przez Światową Organizację Zdrowia i wspieranego finansowo przez Unię). COVAX miał zapewnić dostęp do szczepionek krajom biedniejszym, aby mogły zaszczepić przynajmniej najbardziej zagrożone grupy.

Obawiano się jednak powtórki z wiosny 2020 r., gdy Unia – na początku epidemii borykająca się z niedoborami – zakazała eksportowania na Bałkany sprzętu medycznego. Z zakazu wprawdzie szybko się wycofano, ale wątpliwości co do unijnej solidarności pozostały. Tym bardziej że wiele wskazywało, iż na szczepionki z COVAX trzeba będzie długo czekać.

Na własną rękę, za każdą cenę

Zaufanie Serbów do ich rządu zostało poważnie nadszarpnięte już podczas pierwszej fali epidemii. Na początku władze w Belgradzie żartowały sobie z koronawirusa, aby później – jak mówi mi dziś Ivana Jeremić, redaktorka portalu BalkanInsight.com – zarządzić bardzo ostre restrykcje, włącznie z wielodniowymi zakazami wychodzenia z domu. Służba zdrowia okazała się bowiem zupełnie nieprzygotowana, by poradzić sobie z kryzysem.

Potem, w maju, restrykcje zniesiono, powołując się na spadek liczby zakażeń – w gruncie rzeczy bardziej chodziło jednak o to, aby móc zorganizować wybory parlamentarne. W międzyczasie – przypomina Jeremić – portal BIRN ujawnił, że statystyki dotyczące zarażonych i zmarłych były zaniżane; początkowo rząd zaprzeczył, a potem tłumaczył się, że to wina systemu informatycznego.

W grudniu liczba chorych w Serbii – podobnie jak w całej Europie – dramatycznie wzrosła. Ale społeczeństwo, sceptyczne wobec działań rządu, było bardzo niechętne przywróceniu restrykcji. Władze nie chciały ryzykować dalszej utraty popularności w sytuacji, gdy perspektywa otrzymania szczepionek wciąż była odległa. Tym bardziej że na wiosnę 2022 r. zaplanowane są wybory prezydenckie i lokalne, a przy okazji władze chcą też zorganizować przedterminowe wybory parlamentarne.

W takich okolicznościach prezydent Aleksandar Vučić zadecydował o szukaniu szczepionek na własną rękę i za każdą cenę. Choć, wedle jego słów, łatwiej byłoby zdobyć bombę atomową.

Rosyjskie rozczarowanie

Serbia rozpoczęła negocjacje z konsorcjum Pfizer/BioNTech, ale szanse na dostawy szybkie i znaczące były niewielkie. Władzom udało się pozyskać jedynie 5 tys. dawek tej firmy. To, skąd pochodziły, jest owiane mgłą tajemnicy. Niemniej już 24 grudnia Serbia oficjalnie zaczęła proces szczepień – jako pierwsza w regionie, a przede wszystkim na kilka dni przed państwami Unii. Pierwsze dawki podano premier Anie Brnabić, minister pracy i głównemu epidemiologowi kraju – miało to przekonać społeczeństwo do szczepień.

Był to pierwszy sukces władz, a przynajmniej sukces wizerunkowy. Wszys- tko wskazywało jednak, że na kolejne przyjdzie poczekać. Serbia negocjowała wprawdzie z Rosją i 31 grudnia otrzymała pierwszy transport szczepionki Sputnik V: 2,4 tys. dawek, do testów. Było to natomiast zdecydowanie za mało, aby rozpocząć masowe szczepienia.

Kilka dni później, 6 stycznia, podpisano umowę z Rosyjskim Funduszem Inwestycji Bezpośrednich na dostawę 2 mln dawek – co także przedstawiono jako sukces. Przy tej okazji zaszczepiono marszałka parlamentu i ministra spraw wewnętrznych. Obaj są znani z prorosyjskich poglądów i przyjmując szczepionkę, podkreślali swoją wiarę w rosyjską medycynę. Prezydent Vučić brylował w mediach, zapowiadając szybkie dostawy z Rosji.

Jednak hołdy serbskich polityków na nic się zdały – dostawy nie nadchodziły. Choć Rosja jako pierwsza zarejestrowała szczepionkę przeciw COVID-19, to miała duże problemy z uruchomieniem masowej produkcji. Tamta pierwsza i niewielka dostawa do Serbii miała raczej znaczenie propagandowe: Moskwa mogła pokazać, że zapewnia szczepionki państwom, które nie mogą liczyć na solidarność ze strony Unii.

Prezydent dziękuje narodowi Chin

Nie pierwszy to raz, gdy Serbia została wykorzystana w rosyjskiej kampanii przeciw Zachodowi. Tymczasem, choć oficjalnie relacje Belgradu z Moskwą są bardzo dobre, faktycznie są one pełne napięć i wzajemnych rozczarowań. Zupełnie inaczej niż relacje z Chinami.

Jak tłumaczy mi Vuk Vuksanović – ekspert z Belgradzkiego Centrum Polityki Bezpieczeństwa – w ostatnich latach to właśnie Pekin zastąpił Moskwę w roli najbliższego sojusznika Serbii, mającego stanowić przeciwwagę dla Zachodu. W tym czasie Chiny dokonały w kraju znaczących inwestycji, realizując istotne dla Belgradu projekty infrastrukturalne (m.in. szybka kolej Belgrad–Budapeszt) czy dostarczając serbskiej armii zaawansowany sprzęt, w tym drony.

Dla prowadzącego pragmatyczną politykę prezydenta Vučicia bliska współpraca z Pekinem jest po prostu bardziej opłacalna. Dlatego – przypomina Vuksanović – już wiosną 2020 r. władze w Belgradzie wspierały Pekin w jego dążeniach do odbudowy pozytywnego wizerunku Chin, poważnie nadszarpniętego oskarżeniami o wywołanie globalnej pandemii.

Teraz dobre relacje zaprocentowały. 16 stycznia do Belgradu przyleciał transport z milionem szczepionek wyprodukowanych przez chińską firmę Sinopharm. Na lotnisku zjawił się osobiście prezydent Vučić w towarzystwie ministra zdrowia i pani Chen Bo, ambasador Chin w Belgradzie. Vučić podziękował chińskim przywódcom i narodowi Chin za okazaną pomoc. Wcześniejszym dostawom Sputnika V i szczepionki Pfizer/BioNTech nie towarzyszyła taka oprawa. Do połowy marca do Serbii trafiło łącznie 2 mln szczepionek Sinopharmu.

Kolejka do normalności

Trzy dni po otrzymaniu pierwszej dostawy z Chin, w 6,8-milionowej Serbii zaczęły się masowe szczepienia. Kraj szybko stał się europejskim liderem, zaraz za Wielką Brytanią: do 7 marca 16,5 proc. obywateli otrzymało co najmniej jedną dawkę, a 9,2 proc. – dwie dawki. To wskaźniki o wiele wyższe niż w państwach Unii (średnia dla tych krajów to 6,8 proc. populacji zaszczepionej przynajmniej jedną dawką, 3 proc. dwiema).

Wszyscy moi serbscy znajomi, z którymi rozmawiałam, bardzo sobie chwalą organizację szczepień. Większość jest już zaszczepiona. Jak mówi mi Jelica Minić z Belgradu, wszystko odbywa się szybko i sprawnie. Aby się zaszczepić, trzeba zarejestrować się telefonicznie lub przez internet, wskazując gminę, w której szczepionka ma być podana. Następnie system wysyła esemesa, gdzie i o której godzinie należy się stawić. Władze postawiły na efektywność, więc zdarzają się nieprawidłowości: media donosiły, że zaszczepiło się wiele osób z państw sąsiednich. Nie wpływa to jednak na ogólną ocenę procesu szczepień.

Przy rejestracji można było zadeklarować, którą z pięciu szczepionek dana osoba chciałaby przyjąć. Ivana Jeremić wyjaśnia mi, że możliwość wyboru miała kluczowe znaczenie dla przekonania społeczeństwa do szczepień: jeśli ktoś miał wątpliwości wobec preparatów z Chin i Rosji, mógł po prostu czekać na dostawy preparatów zachodnich.

Początkowo, jak mówi mi Jeremić, Serbowie byli sceptyczni wobec szczepionek, a wybór preparatu był jednocześnie manifestem światopoglądowym. Zainteresowanie chińską szczepionką było niskie – chciało się nią zaszczepić tylko 6,5 proc. Zdecydowana większość wybrała preparaty zachodnie lub Sputnik V. Także rząd chyba obawiał się, że nieufność wobec chińskiego produktu może zagrozić procesowi szczepień. W związku z tym w pierwszych dniach zaszczepić mógł się ten, kto chciał. Szczepiono też służby mundurowe.

Zainteresowanie okazało się jednak bardzo duże. Przed halą targów w Belgradzie, gdzie zorganizowano największy punkt szczepień, tworzyły się długie kolejki. Wszyscy mówili to samo: że chcą wreszcie wrócić do normalnego życia, zobaczyć się z wnukami czy przyjaciółmi.

Zresztą, jak mówi Vuk Vuksanović, Serbowie za bardzo nie mieli wyboru – w praktyce dostępny był wtedy tylko chiński preparat.

Dyplomacja szczepionkowa

W lutym do Belgradu zaczęły wreszcie trafiać szczepionki Pfizer/BioNTech i AstraZeneca (łącznie prawie 400 tys. dawek). Również Rosja przyśpieszyła dostawy, przesyłając ponad 240 tys. dawek.

Szczepionek było na tyle dużo, że Serbia zaczęła się dzielić nimi z sąsiadami. Jak mówi mi Adnan Ćerimagić z European Stability Initiative, prezydent Vučić wykorzystał tę okazję, aby pokazać, że Serbia jest konstruktywnym liderem regionu, który pomaga w potrzebie.

Dostawy te nie były znaczące: przekazano, a właściwie odsprzedano, po 8-10 tys. dawek do każdego z krajów. Umożliwiło to jednak zaszczepienie tam części personelu medycznego. Było to też istotne wsparcie dla władz tych państw, atakowanych przez opozycję za nieudolność. O ile więc na Bałkanach Serbia kojarzona jest raczej z ingerencjami w sprawy wewnętrzne sąsiadów – często przy wykorzystaniu licznej tam mniejszości serbskiej – to tym razem było zupełnie inaczej. Przekazując szczepionki do Bośni i Hercegowiny, Vučić przyleciał do Sarajewa, a nie do Banja Luki (stolicy bośniackich Serbów). Na lotnisku spotkał się z przedstawicielami wszystkich trzech narodów tworzących BiH, co odebrano jako mocny sygnał wsparcia dla jedności tego państwa. Szczepionki z Serbii trafiły też do Macedonii Północnej i Czarnogóry.

Z sukcesu Serbii korzysta również mniejszość serbska z wszystkich państw regionu – jej członkowie posiadają najczęściej podwójne obywatelstwo. Zorganizowano też specjalne szczepienia dla personelu medycznego z Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie oraz dla mniejszości mieszkającej w Kosowie.

Co ciekawe: Belgrad, który najczęściej nie przepuści żadnej okazji, by dopiec Prisztinie, tym razem unika krytyki pod adresem władz Kosowa – swojej byłej prowincji, której niepodległości nie uznaje. Kosowo to jedyny kraj regionu, który dotąd nie zaczął szczepień.

Wątpliwości

Choć skuteczność Belgradu w zabieganiu o szczepionki może budzić podziw, to u źródeł tego sukcesu leży także bardzo scentralizowany i niedemokratyczny system sprawowania władzy.

Serbska Agencja Leków i Produktów Medycznych dopuściła szczepionki z Chin i Rosji w ekspresowym tempie, opierając się na dokumentacji dostarczonej przez producentów. Gdy w Serbii rozpoczynano szczepienia, ich skuteczność i możliwe efekty uboczne nie zostały jeszcze dobrze przebadane. W samych Chinach szczepionka Sinopharmu uzyskała jedynie warunkową zgodę na wprowadzenie do obrotu – i to zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Zamówienia składano z pominięciem procedur, szczegóły zaś dotyczące ceny poszczególnych preparatów, a także warunków i terminów dostaw nie są podawane do wiadomości publicznej.

W państwach bardziej demokratycznych władze obawiały się zamawiać preparaty, które nie zostały do końca przebadane. Właśnie dlatego Serbii udało się uzyskać tak znaczne ilości chińskiego produktu – na początku stycznia niewiele krajów było nim zainteresowanych. Trudno też oszacować, jakim obciążeniem dla budżetu będzie zakup szczepionek.

Jednak władze w Belgradzie nie muszą obawiać się ani trudnych pytań ze strony mediów (bo mają je pod swoją kontrolą), ani krytyki opozycji (pozbawionej parlamentarnej reprezentacji). W normalnych czasach podporządkowanie instytucji państwa woli właściwie jednego człowieka – prezydenta Vučicia – budziłoby protesty. W czasach pandemii umożliwiło szybkie podjęcie ryzykownych decyzji.

Rozgrywki geopolityczne

Na razie wydaje się, że ryzyko podjęte przez Vučicia się opłaciło. Z danych udostępnionych przez serbski rząd wynika, że niepożądanych odczynów poszczepiennych było niewiele i miały lekki przebieg. Pozycja międzynarodowa Serbii została wzmocniona. Forsowana przez elity rządzące polityka utrzymywania dobrych relacji zarówno ze Wschodem, jak Zachodem – choć krytykowana przez Unię i USA – przyniosła Serbii konkretne profity.

Jednocześnie, zamawiając szczepionki w Chinach i Rosji, Belgrad otworzył im drogę na europejskie rynki. Pozytywne doświadczenia Serbów skłoniły do składania zamówień w Pekinie i Moskwie nie tylko państwa bałkańskie, ale także niektóre kraje Unii, jak Węgry i Słowację. Belgrad liczy tu na chińską i rosyjską wdzięczność. Już ogłoszono, że Rosja rozważa uruchomienie w Serbii produkcji szczepionek. Jeśli ten plan się powiedzie, byłby to pierwszy znaczący rosyjski projekt w tym kraju od wielu lat. I przełożyłby się zapewne na wzmocnienie wpływów Rosji.

Belgrad poprawił też swoje relacje z państwami regionu. Adnan Ćerimagić uważa, że dyplomacja szczepionkowa może też pozytywnie wpłynąć na percepcję Serbii w Waszyngtonie: Vučić, do niedawna bliski sojusznik Donalda Trumpa, ma obawiać się nowej administracji USA, która zapowiada, że nie będzie tolerować łamania praw człowieka i zasad demokracji. Na amerykańskim celowniku mogą znaleźć się też bliskie relacje Belgradu z Pekinem. Wizerunek gracza konstruktywnego i współpracującego ma uchronić Serbię przed krytyką Joego Bidena.

Unia: wielki przegrany

Vuk Vuksanović uważa, że największym przegranym obecnej sytuacji jest Unia Europejska. Po raz kolejny pozwoliła, aby w regionie, który jest przecież dla niej bardzo ważny, wzmocniły się wpływy Pekinu (i to stosunkowo niewielkim kosztem), a być może także Rosji.

Adnan Ćerimagić przyznaje wprawdzie, że w 2020 r. Unia udzieliła Bałkanom znacznego wsparcia w przygotowaniach do organizacji samego procesu szczepień: przekazano sprzęt medyczny, w tym lodówki do przechowywania szczepionek. Jednak z punktu widzenia zwykłych obywateli tamto wsparcie jest niewidoczne. Natomiast widoczna i odczuwalna jest dziś pomoc Chin. Już w marcu 2020 r. prawie 40 proc. Serbów uznawało Chiny za największego na świecie donatora pomocy rozwojowej. W obecnej sytuacji ten wskaźnik najprawdopodobniej jeszcze wzrośnie.

Choć więc na koniec znaczną część szczepionek dla Bałkanów sfinansuje Unia, która jest największym donatorem mechanizmu COVAX, to dzisiaj – jak wskazuje Ćerimagić – mieszkańcy krajów bałkańskich po raz kolejny mają poczucie, że zostali przez Unię opuszczeni. Trudno będzie tutaj odbudować jej pozytywny wizerunek.

Skutki uboczne

Gdy rozmawiam z serbskimi znajomymi, w ich głosach wyczuwam dumę. Nareszcie ich państwo okazało się sprawniejsze i bardziej efektywne niż te należące do Unii, a dodatkowo pomaga swoim sąsiadom. Przyznają to nawet ci, którzy są bardzo krytyczni wobec władz w Belgradzie. Sukces Serbii opisywany jest w gazetach na całym świecie.

Dla władz to dobry prognostyk przed przyszłorocznymi wyborami. Sprawny proces szczepień będzie zapewne głównym tematem kampanii.

Na razie jednak rząd ma inny, ważniejszy problem: szybkie szczepienia spowodowały dość nieoczekiwane „skutki uboczne” – wielu Serbów poczuło się na tyle bezpiecznie, że zaczęli nagminnie ignorować restrykcje. Prezydent ciągle przypomina, że statystyki zakażeń są wysokie, że nabycie odporności zbiorowej musi potrwać, i że wciąż nie zaszczepiono wystarczającej liczby osób, aby móc powrócić do normalnego życia. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2021