Jako osobę o małym pęcherzu tekst Marka Rabija „Polski wstyd. Brak publicznych toalet” bardzo mnie ucieszył. Czas najwyższy, żeby ktoś przebił banieczkę fizjologicznego wstydu i głośno powiedział, jak jest.
Jeszcze bardziej się cieszę, że zrobił to mężczyzna, już drugi, po Grzegorzu Piątku w książce „Świątynia i śmietnik”. Wiadomo – apele kobiet, na przykład Natalii Waloch w „Wysokich Obcasach”, to „babskie histeryzowanie”. Prawdziwi mężczyźni demaskują skandale polityczne. I nie sikają. Tekstowi więc przyklaskuję i mam głęboką nadzieję, że włodarze i urbaniści wezmą go sobie do serca. I to szybko, bo ile jeszcze będziemy trzymać?
Piszę, żeby zwrócić uwagę na jeszcze jeden szkodliwy skutek braku toalet, a mianowicie sikanie na zapas. Mam wrażenie, że mój chłopak sika, kiedy musi, a ja sikam, kiedy akurat nadarzy się okazja. I nie jestem w tym odosobniona. Kobiety korzystają z wszystkich dostępnych toalet, bo wiadomo: potem nie będzie, na wszelki wypadek, na zaś. I ta pozornie roztropna zapobiegliwość uczy nasze pęcherze, żeby domagać się opróżnienia nawet wtedy, kiedy wcale nie są pełne. I dopiero mamy problem.
Zbyt długie wstrzymywanie moczu, zbyt częste jego oddawanie i ogólnie te wszystkie fizjologiczne rozkminki pokazują, jak wiele czasu i energii mentalnej zabiera nam tzw. mikcja. Sama nie cierpię o tym myśleć, a jednocześnie myślę o tym nieustannie. I czasem mam ochotę, żeby jak Jessa w serialu „Dziewczyny” po prostu bez żenady kucnąć na środku ulicy. Może jeśli wszystkie zaczniemy tak protestować, w końcu doczekamy się czystych i ogólnodostępnych toalet?
Dorota
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














