Aleksandra Wasilkowska, architektka cienia: „Przestrzenią można leczyć. Parki i ogrody zabaw to nie tylko huśtawki, ale ważne miejsca dla zdrowia”

Wcześnie zostałam samodzielną matką. Wózek z dzieckiem i zakupami wnosiłam na trzecie piętro, w parkach nie było toalet, a w zasięgu pieszym – bazarów. Dlatego teraz buduję toalety publiczne, bazary, szkoły i place zabaw – mówi architektka.
Czyta się kilka minut
Targowisko w Błoniu k. Warszawy. 16 września 2022 r. // Fot. Nate Cook Photography / materiały prasowe
Targowisko w Błoniu k. Warszawy. 16 września 2022 r. // Fot. Nate Cook Photography / materiały prasowe

JACEK TARAN: Zaczęło się od budowania domu wspólnie z mamą. Czy to było dla Ciebie formujące? 

Aleksandra Wasilkowska: Tak. Jako dziecko obserwowałam mamę nadzorującą ekipy budowlane. Dużo czasu spędzałyśmy na zdobywaniu materiałów. Jako ośmiolatka założyłam klub eksplorujący opuszczone hale i budowę metra. Uwielbiałam wałęsanie się po mieście i bardzo wcześnie wiedziałam, że chcę być architektką, choć nie miałam takiej tradycji w rodzinie.

Dzisiaj eksplorujesz targowiska i bazary w poszukiwaniu życia?

Mam słabość do przestrzeni, które nie są uregulowane. Targowiska mają aurę miejsc chaotycznych i rządzących się własnymi prawami. Fascynuje mnie złożoność bazarowego świata, gdzie odbywa się nieustający performance zaradności. Bazary są uosobieniem witalności, amalgamatem różnych kultur. Handlować można nawet czymś tak ulotnym jak cień. Sprzedawcy cienia zajmują o świcie zacienione miejsca na plaży i potem je odsprzedają zainteresowanym plażowiczom.

Na bazarach się tylko handluje, czy też coś wytwarza?

Na bazarach produkuje się społeczny klej. W Azji popularną typologią architektoniczną jest tzw. shophouse. To wąski budynek mieszkalno-usługowy, w którym parter jest całkowicie otwarty na ulicę i stanowi centrum rodzinnego życia oraz pracy. Salon, sklep i ulica to jedność. Nikomu tam nie przeszkadza postawiony w sklepie przy ulicy grill, telewizor i kanapa. Na bazarach, szczególnie tych wielokulturowych, połączenia różnych stylów zamieszkiwania i handlowania tworzą bardzo ciekawe sytuacje.

Jakie historie dzieją się na Targowisku Bakalarska w Warszawie?

Polska jest trzecim w Europie centrum migracji wietnamskiej, Asian Town przy Bakalarskiej to jej nieformalne serce. Centrum bazaru jest Aleja Pazurów, przy której można zrobić sobie paznokcie. Wielu manikiurzystów to młodzi chłopcy, którzy są świetnymi fachowcami w tej branży. Ciekawostką jest fakt, że targowiskiem opiekowała się znana warszawska wiedźma. Sprawdzała, czy ważne wydarzenia odbywają się w dobrych numerologicznie i astrologicznie terminach. Nadzorowała też początki mojego projektu rozbudowy bazaru, tłumacząc mi wiele niuansów, choćby takie, że w projekcie nie należy używać liczby 2 lub 4, ponieważ w kulturze Azji te liczby przynoszą śmierć. Bazary są więc nie tylko miejscem redystrybucji towarów, ale źródłem nieustającego zdziwienia.

„Aleja Pazurów” w azjatyckiej hali targowej na Bakalarskiej. Warszawa, sierpień 2020 r. // Fot. Aleksandra Wasilkowska / archiwum prywatne

W Błoniu pod Warszawą jest tak samo?

Targ w Błoniu jest kameralnym targowiskiem spożywczym z dość homogeniczną społecznością drobnych przedsiębiorców i wytwórców. Zarządza nim gmina, jest więc bardziej uregulowany niż targowisko azjatyckie. Zaprojektowałam zadaszenia, toalety, pawilony na działce, która wcześniej była parkingiem. Dodałam zieleń, wodę i ogród zabaw, tak żeby ta przestrzeń była też przestrzenią publiczną, hybrydą parku i targu. Nie spotkało się to z entuzjazmem kupców, którzy woleliby więcej miejsc parkingowych zamiast drzew i zieleni. Mam nadzieję, że z czasem przyzwyczają się do tej nietypowej formy i miejsce będzie żyć także wtedy, gdy targowisko jest nieczynne. Dzięki temu z jednej przestrzeni będzie mogło korzystać więcej osób.

A co może się wydarzyć w Rzeszowie, gdzie Twoje biuro zaprojektowało duży fragment miasta z halą targową?

W planie urbanistycznym centralne miejsce zajmuje piękna hala targowa zaprojektowana w latach 50. przez Stanisława Kusia. Dziś stoi w połowie pusta, a cały handel wylał się na plac i całkowicie ją zasłonił. Chcemy przywrócić hali funkcję targową, otworzyć ją na plac i ulicę. Cały projekt obejmuje teren prawie dwunastu hektarów i tworzy strategię do powstania miejscowego planu. Na tej podstawie rozpisane będą konkursy na poszczególne budynki.

Co jest istotą tej strategii?

W tym rejonie miasta brakuje infrastruktury społecznej dla młodzieży i dzieci. Rzeszów ma ambicje przyciągnięcia studentów i młodych rodzin. Dlatego ważną częścią są akademiki i ogrody zabaw. Grupa wiekowa pomiędzy 5 a 20 lat jest przez urbanistów pomijana lub infantylizowana. Trzynastolatek nie spędza już czasu na placu zabaw dla małych dzieci i nie stać go na siedzenie w kawiarni. Nie ma więc przestrzeni publicznej w centrum miasta, w której nastolatkowie mogliby spędzać czas wolny.

Czemu to takie ważne?

Bo przestrzenią można leczyć. Parki i ogrody zabaw to nie tylko huśtawki, ale ważne miejsca dla zdrowia, kiedy są piękną przestrzenią publiczną. Za dużo w niej różnych panów na koniach z brązu, a za mało przestrzeni dla dzieci, rodziców, osób starszych. Dlatego zamiast alei wokół pomnika Piłsudskiego, który tam stoi, zaprojektowałam wielopokoleniowy plac zabaw i pomnik praw wyborczych kobiet, ale nie z brązu i granitu, lecz z wody i zieleni. Uważam, że w warstwie symbolicznej miasta kobiety i dzieci powinny zajmować więcej miejsca. Historyczne centra zdominowane są przez symbolikę związaną z władzą i wojną. A my potrzebujemy więcej placów zabaw, toalet publicznych, bazarów z tanim i zdrowym jedzeniem. Urbanistyka potrzebuje uwzględnienia perspektywy zdrowia i życia codziennego.

Widok na halę targową w Rzeszowie // Materiały prasowe

I to jest właśnie ta architektura cienia, o której napisałaś książkę?

Tak. Ona jest w cieniu architektury urzędów, muzeów, pałaców i wszystkiego, co jest związane z kapitałem i władzą. Interesuje mnie infrastruktura, która jest związana z doświadczaniem codzienności. Znamienne: żaden parlament na świecie nie został zaprojektowany przez kobietę.

Twierdziłaś kiedyś, że warszawiak docenia bazar dopiero, jak pojedzie do Stambułu czy Marrakeszu. U siebie się go wstydzi. Czy to się zmieniło?

O tak! Dla moich młodszych koleżanek Hala Mirowska, czyli „brzuch Warszawy”, to najlepsze miejsce na mapie miasta. Młodzi kochają bazary, o czym świadczy wysyp takich inicjatyw jak „Groszowe Sprawy” czy twórczość „Franka Warzywa”. Bazary, lumpeksy, szczeliny miejskie zostały przez młode pokolenie odczarowane. Nieformalność jest pożądana, nie jest już przedmiotem wstydu.

Tylko że rozmawiamy z perspektywy wielkomiejskiej. Mamy w Warszawie Halę Mirowską, w Krakowie Stary Kleparz, ale wystarczy pojechać choćby do Wieliczki, i tam to już wygląda inaczej. Tam się przyjeżdża tylko po to, żeby kupić i sprzedać, i to najpóźniej do godziny 12 czy 13. A potem nic więcej tam się nie dzieje.

Najważniejsze jest zachowanie istniejących targowisk jako źródła zdrowego i lokalnego jedzenia, bo to tworzy więzi. Jesteśmy tym, co jemy. Niestety zdrowa żywność staje się przywilejem. Radykalnie zmienia się krajobraz otaczający miasta, zmieniają się łańcuchy dostaw, jedzenie staje się coraz bardziej uprzemysłowione i ma to wpływ na nasze zdrowie. Wokół miast gospodarstwa rolne wypierane są przez hale spedycyjne i to jest problem.

Bazary przetrwają?

Żeby przetrwać, muszą się zmieniać. Muszą nauczyć się konkurować z paczkomatami i nową formą robienia zakupów. Muszą też konkurować z sieciami i korporacjami, które mają tanich dostawców i sposoby na przenoszenie kosztów gdzie indziej. Należy pamiętać, że bazar to jest żywy organizm, który dostosowuje się do zmiennych warunków rynku. Kupcy mają łatwość adaptowania się do zmian. Mają użyteczną cechę, którą określa się jako „gospodarkę zaradności”. Są to osoby przedsiębiorcze i pomysłowe. Kupcy z Bakalarskiej przyciągają nowych klientów świetną kuchnią, festynami, usługami. Ich siła tkwi w tym, że sami mogą o sobie stanowić, nikt im nie narzuca formy handlu ani nie sprawdza, czy alejki i wystawki są równo poustawiane. Klienci głosują swoimi nogami i portfelami.

Kiedy rozmawialiśmy o Błoniu, wspomniałaś, że czekasz, co tam się wydarzy oddolnie. Jak architektura może aktywizować? 

Na bazarze zaprojektowałam schodkowe wystawki, które mogą być używane jak mały amfiteatr, jest też stół społeczny i bar, posadzka jest gładka, tak aby mogły po niej jeździć dzieci na rolkach i deskorolce. Dzięki temu, że jest to bazar i park jednocześnie, może z tego miejsca skorzystać więcej osób. Architekturę można projektować tak, żeby dawała się wykorzystywać na wiele sposobów, zmienić jej funkcję, dodać nową albo rozbudować. Budynek, który przez setki lat był kościołem, za chwilę może stać się hotelem. Biurowiec może stać się akademikiem, lokum poprzemysłowe zmienić się w muzeum. Już projektując budynek pod jakąś funkcję, można myśleć o dalszej perspektywie. Cyrkularność architektury jest teraz bardzo potrzebna. To wymaga nowych kompetencji, ale też radykalnego powrotu do korzeni architektury i projektowania z materiałów, które są dostępne lokalnie, łatwe w przerabianiu i dostosowaniu do zmiennych potrzeb człowieka.

Architekci muszą się zatem nauczyć przewidywać przyszłość?

Rzeczywistość zmienia się coraz szybciej i dochodzi do marnotrawstwa; burzone są budynki zaledwie piętnastoletnie, dlatego że zostały zaprojektowane bez myślenia o ich rozbudowie lub transformacji. To ogromna strata dla środowiska. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 25 lat w Europie wyburzy się dwa miliardy metrów kwadratowych budynków, to jest tyle, co łączna powierzchnia Warszawy, Krakowa, Poznania, Wrocławia i Gdańska. Budownictwo odpowiada dziś za prawie 40 proc. światowej emisji dwutlenku węgla. Każda rozbiórka powinna być więc ostatecznością.

Jak to zmienić?

Priorytetem powinny być renowacje i ponowne wykorzystanie materiałów. Bardzo dużo nauczyłam się od kupców na Bakalarskiej. Tam każda hala targowa, którą budujemy, ma przeskalowane fundamenty i startery konstrukcyjne wystające na elewacji, po to, żeby za kilka lat można było dobudować kondygnację w bok lub do góry. Tam żaden fragment blachy falistej czy okno się nie zmarnuje. Wszystkie elementy budowlane krążą po targowisku i zawsze znajdują drugie życie. Stąd Bakalarska jest od dziesięciu lat cały czas w przebudowie. Panuje tam radykalny pragmatyzm i gospodarność. Kultura „zrób to sam” jest wpisana w naszą „gospodarkę zaradności”.

Takie jest też Twoje doświadczenie?

Dość wcześnie zostałam samodzielną matką i zderzyłam się z rzeczywistością pełną barier. W parkach nie było toalet publicznych, więc dziecko przewijałam zimą na ławce. Wózek z dzieckiem i zakupami wnosiłam na trzecie piętro bez windy. W zasięgu pieszym nie było żadnych bazarów, a ostatnie warzywniaki w śródmieściu zlikwidowano tuż przed euro-remontem. Miałam duże szczęście, że niedaleko był plac zabaw, ale w śródmieściu to jest rzadkość. Jako kobieta i architektka staram się w swoich projektach o tym pamiętać. Dlatego właśnie buduję toalety publiczne, bazary, szkoły i place zabaw. Chciałabym choć w niewielkim stopniu uzupełnić tę lukę.

Mało jest kobiet w tym zawodzie.

Tych na świeczniku jest mało, co nie oznacza, że ich w zawodzie nie ma. Wręcz przeciwnie, ponad połowa osób studiujących na wydziałach architektury to dziewczyny, ale już profesorek jest zdecydowanie mniej niż profesorów. Niestety wciąż kobietom jest trudniej przebić się w tym zawodzie, zdobywać zamówienia, łączyć pracę opiekuńczą z pracą zawodową albo po prostu przebijać się przez stereotypy. Ale jest kilka silnych polskich architektek, jak Jadwiga Grabowska-Hawrylak, Halina Skibniewska, Ewa Kuryłowicz, Iwona Buczkowska, Magdalena Staniszkis, Ewa Porębska, i coraz więcej młodych przebojowych specjalistek. Mam nadzieję, że one będą radykalnie zmieniać nasze środowisko i sposób budowania.

Architektura też ma być feministyczna?

Architektura feministyczna chce przede wszystkim uwzględnić potrzeby dotychczas marginalizowane. Potrzeby kobiet, starszych, dzieci, migrantów, flory i fauny. W Błoniu najcięższy bój stoczyłam o zieleń, której wiele osób tam nie chciało. Na niewielkim terenie udało się posadzić ponad 400 drzew i krzewów. Wkrótce wyrośnie tam spory park, który będzie naturalnie schładzać plac. Już teraz w dni wolne od targu, czyli przez połowę tygodnia, z tego miejsca korzysta masa ptaków i owadów. Jest to jedyne miejsce w okolicy, gdzie mogą się napić wody. Wody z dachów nie wrzucamy do kanalizacji deszczowej, ale magazynujemy w ogrodach deszczowych, nieckach i misach retencyjnych. Ważna jest też dominująca biel i jasne materiały.

Dlaczego?

Świeży biały śnieg ma najwyższe albedo, czyli najlepiej odbija promienie słoneczne. Białe dachy, place czy budynki ogrzewają się o trzy stopnie mniej niż budynki w ciemnych barwach. W czasie upałów białe dachy mają funkcję pasywnego chłodzenia, są więc najlepsze do ograniczania zmian klimatu. Z tego powodu niektóre miasta na globalnym południu mają ustawowo białe dachy. Projektowanie jasnych budynków jest oszczędnością i poprawia mikroklimat. Trzeba tylko uważać, ponieważ w niektórych kulturach Azji biel oznacza żałobę.

Automatyczne szalety miejskie w Warszawie, Pracownia Architektoniczna Aleksandra Wasilkowska // materiały prasowe

Toalety, bazary… A co z cmentarzami w miastach?

W krajach zsekularyzowanych, takich jak Dania, cmentarze położone w centrach miast otwiera się jako parki, w których między nagrobkami i drzewami można po prostu leżeć na kocu i czytać książkę. Ciepło z krematorium bywa wykorzystywane do ogrzewania dzielnic. W Berlinie stary dziecięcy cmentarz przy Prenzlauer Berg otworzono jako ogród zabaw. Bardzo lubię to miejsce i zawsze je odwiedzam z dziećmi i moją przyjaciółką, która nieopodal mieszka.

Stare nekropolie potrafiliśmy jakoś oswoić. Myślę, że już często traktujemy je jak miejsca spacerów. Ale co z nowymi?

Funkcjonujemy w społeczeństwach wielokulturowych. A na przykład mniejszość wietnamska w Polsce nie ma swojego cmentarza i zmarłych wysyła do Wietnamu. Myślę, że tradycja pochówków będzie ewoluować i będą powstawać cmentarze wielowyznaniowe, które oferować będą odpowiednie warunki dla rytuałów różnych religii. Będzie też powstawać coraz więcej grobów cyfrowych i cmentarzy w chmurze, a ze względu na brak miejsca kolumbaria pojawią się w parkach.

Co ciekawego dzieje się teraz w architekturze? Dostrzegasz zjawiska warte promowania?

Dobra współczesna architektura chce być przede wszystkim etyczna, niekoniecznie klasycznie piękna. Jednym z moich ostatnich odkryć jest belgijski architekt Marcel Raymaekers, który był pionierem budownictwa cyrkularnego. Na przestrzeni lat zbierał setki odpadów antycznych budowli, odpadów z wyburzeń i rozbiórek, i z tych niechcianych materiałów zbudował ponad 150 domów w różnych zakątkach Europy. Te budynki przypominają domy-samoróbki, jakie znamy z polskich wsi i przedmieść, sklecone z tego, co akurat było pod ręką. Raymaekers nie miał ani uprawnień, ani pozwoleń, budował w szarej strefie, co doprowadziło go do bankructwa. Ale jego historia stawia ważne pytania o to, kto ma prawo budować dom i co robić, żeby architektura była bardziej dostępna. 

Aleksandra Wasilkowska // Fot. Jacek Taran

ALEKSANDRA WASILKOWSKA jest architektką pracującą na pograniczu urbanistyki, architektury, scenografii i sztuki. Zajmuje się projektami bazarów, toalet publicznych, parków, wystaw, budynków edukacji i kultury oraz strategii miejskich. Ostatnio Projekt Targ Błonie autorstwa jej pracowni otrzymał nagrodę Grand Prix „Polityki” oraz znalazł się na krótkiej liście nagrody UE im. Miesa Van Der Rohe. Wasilkowska jest również autorką scenografii, kostiumów i wystaw, a także cyklu książek „Architektura cienia”, w których bada hybrydalny i oddolny potencjał miasta.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Architektura cienia