Bohaterowie nadziei

Epidemie, czy wprost pandemie, występują na różnych płaszczyznach ludzkiego życia, nie wyłączając Kościoła.
Czyta się kilka minut

To nieszczęście trapi jednak nie tylko chrześcijan, ale również wyznawców innych religii i niewierzących. W Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi: „Z wnętrza, z serca ludzkiego, pochodzą złe myśli, rozpusta, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota. Całe to zło wychodzi na zewnątrz i plami człowieka”. Dzisiaj, zauważa papież Franciszek, napotykamy „niebezpieczeństwa innego rodzaju. Panują dwie przeciwne tendencje, z jednej strony sekularyzm, który prowadzi do światowości. Druga pokusa to zamknięcie się w przestarzałym albo wręcz nieewagelicznym sposobie rozumienia swojej roli w Kościele, prowadzącym do bezpłodnego klerykalizmu”. Jak nie ulec temu zepsuciu?

Wśród wielu sposobów zaradzania temu nieszczęściu Franciszek wymienia nadzieję i wskazuje na młodzież jako jej „bohaterów”: „Nadzieja, przyszłość są w [ich] rękach”. Papież wie, jak delikatny i wymagający jest ten skarb, dlatego zachęca młodych: „Niech otuchy dodadzą wam słowa: nie lękajcie się, bierzcie odpowiedzialność w swoje ręce, bądźcie odważni, realizujcie swoje marzenia”. Ale o czym młodzi marzą? Odpowiedzi na to pytanie szukał Synod.

Młodzi mają to do siebie, że, jak mówił Czesław Miłosz, sięgają po niemożliwe, czyli marzą o cudzie przemiany wody ludzkiego życia w wino. Szukają proroka takiego jak Eliasz, który wskaże im dzban, w którym nigdy „nie skończy się mąka”, i baryłkę, w której nigdy „nie braknie oliwy (...) aż do dnia, w którym Pan ześle deszcz na ziemię”. Marzą o niewyczerpującym się źródle, z którego wypływa światło dla oczu, rozumu i serca, aby trafnie rozeznać, zrozumieć, co tu i teraz jest działaniem Boga. Dlatego liczą na pomoc życiowo doświadczonych: rodziców i starszych Kościoła.

Jezus zapoczątkował swoją działalność przy stole weselnym w Kanie, dopełnił przy stole paschalnym w Jerozolimie i przedłuża w każdej mszy po to, byśmy umieli dostrzec Go również poza świątyniami w naszych domach, przy naszych domowych stołach-ołtarzach. A ponieważ Jezus zawsze przychodzi w towarzystwie ludzi, to znaczy, że przyprowadza nam gości, których my, „w Jego Imię”, mamy zaszczyt podejmować. Wszystko po to, żeby sen-marzenie młodych i starych, ale również Boga, mógł się spełnić. Żeby tak się stało, trzeba chrześcijan na wzór Maryi, sług z Kany i apostołów. To dzięki ich uważności, wrażliwości i pracowitości, dzięki ich zaufaniu Jezusowi, mógł On uratować ich „radość miłości”, a tym samym upewnić nas, że cud Jego obecności i działania wciąż trwa. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2018