Biegamy po sprawiedliwość do sądów. Podróż do sumienia wydaje nam się nieskuteczna

Paragrafy stają się dla nas ważniejszym punktem odniesienia niż więzi braterstwa. Jezus zaprasza do zmiany myślenia i działania.
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara

Liturgia przypomniała nam niedawno przypowieść o nielitościwym dłużniku (zob. Mt 18, 23-35). Mocna historia o człowieku, któremu pan podarował dług wręcz niewyobrażalny (10 tysięcy talentów, czyli ok. 270 ton złota!).

Człowiek ten – po wyjściu sprzed oblicza pana – „odszukał” (raczej niż „spotkał”, jak mamy w Lekcjonarzu) kogoś, kto był mu winien 100 denarów (trochę ponad trzymiesięczną pensję niewykwalifikowanego robotnika). „Chwycił go, zaczął dusić i… wtrącił go do więzienia”.

Poinformowany o tym pan konsekwentnie odwołał swoją miłosierną decyzję. Ostatni werset zawiera już nie tyle opowiadanie, co jego objaśnienie udzielone przez samego Jezusa: „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Zmiana myślenia i działania, do której zaprasza Jezus

Przypowieść jest pełna znaczących detali, mnie jednak tym razem uderzyła dokonująca się w niej zmiana kategorii: od przypowieści do objaśnienia. Bohaterami przypowieści są: król („człowiek królewskiego rodu”), niewolnik (grec. doulos) oraz dosłownie „współ-niewolnik” (syndoulos).

Możemy sobie wyobrazić, że zwłaszcza pierwsza i ostatnia rozmowa przypowieści toczą się przed jakimś trybunałem – król jest najwyższym i jedynym sędzią, a na horyzoncie wyraźnie rysuje się perspektywa więzienia. W objaśnieniu przypowieści najpierw król staje się „niebieskim Ojcem”, współniewolnicy stają się braćmi, a miejsce trybunału zajmuje serce: „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Jezus wyraźnie zaprasza nas do takiej zmiany myślenia i działania: od wyroku króla-sędziego do oceny ojcowskiej. Od patrzenia na drugiego (na przeciwnika? dłużnika?) jako kogoś obcego, do zobaczenia w nim brata (siostry). Od szukania sprawiedliwości przed sądem do wejścia we własne serce (by poznać własne winy, a potem w ich świetle ocenić własne krzywdy).

Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że obecnie – niestety również wśród chrześcijan – odwracamy ten kierunek: z nadzieją biegamy po sprawiedliwość do sądów; paragrafy stają się dla nas ważniejszym punktem odniesienia niż więzi braterstwa wynikające z ojcostwa Boga. Podróż do sumienia i do osądu serca wydaje się nam po prostu nieskuteczna. Niczego nie zmieni – tak myślimy – w naszych wzajemnych relacjach i sporach. Ale może się mylę…

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ojciec zamiast sędziego