W całości powstał na początku dwudziestego wieku. Stanowi dziś jedną z największych ciekawostek konstrukcyjno-architektonicznych w całym kraju. Odbudowę zamkowego dachu rozpoczęto w 1905 roku, kiedy to zdewastowany Wawel został przejęty spod zarządu austriackiego. Jedną z najpilniejszych wówczas spraw było zabezpieczenie i ratunek dachu. Jego więźba była w katastrofalnym stanie – remont był niemożliwy, a w grę wchodziła jedynie jej całkowita wymiana. Było to ważne również ze względu na konieczność ratowania pozostałej tkanki zabytkowej budowli oraz zgromadzonych w niej zbiorów.

Renesans ze stali
Opowiada prof. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu: – Powstały wówczas trzy wersje projektu. Przede wszystkim zakładały one odtworzenie dachu w niezmienionym kształcie. Dylematem było wówczas, czy wykonać nową konstrukcję drewnianą, czy stalową. Zwyciężyła koncepcja zakładająca zastosowanie konstrukcji stalowej. Warunkiem było jednak to, że musi nawiązywać kształtem do dachu z okresu renesansu. Został on odtworzony na podstawie dostępnej ikonografii.

Przy renowacji dachu nie obyło się też bez sporów i dyskusji, które rozgrzewały ówczesną opinię publiczną. Pierwsza z nich dotyczyła wyglądu znanych nam dziś wszystkim wawelskich krużganków, które wtedy były zabudowane. Po ich odsłonięciu należało cofnąć kalenicę i przesunąć dach, tak by swoim ciężarem oparł się o główne mury budynku, a nie o osłabione, odsłonięte krużganki. Spierano się też o kształty i kolory dachówek. Początkowo planowano użyć różnokolorowej glazurowanej dachówki ceramicznej, jaką znamy na przykład z wiedeńskich kościołów. Nawet wykonano próbki tego pomysłu na południowym skrzydle. Jednak powołana wtedy komisja odrzuciła ten projekt. Zamiast tego postanowiono zastosować standardową dachówkę ceramiczną, którą można podziwiać na dachach Zamku Królewskiego do dziś.

Co król ma na strychu?
Zwiedzając wawelski strych, trudno oprzeć się wrażeniu, jakie robi jego ogromna przestrzeń. To ponad dwa tysiące metrów kwadratowych powierzchni, która w przeważającej mierze pozostaje niezagospodarowana. Wymagają tego przepisy przeciwpożarowe. To tam znajduje się infrastruktura zasilająca systemy wentylacyjne i przeciwpożarowe.
– Rozpiętość tej konstrukcji, technologia montażu przypominają wielkie hale dworcowe, jakie budowano na początku dwudziestego wieku – mówi dyrektor Betlej – to wtedy przecież powstały dworce we Wrocławiu czy Dreźnie. To ta sama technologia. Dzięki temu mamy do czynienia z jednym z najbardziej fascynujących przykładów zabytków techniki.
Dzisiaj na poddasze Wawelu wstęp mają jedynie pracownicy Zamku oraz nieliczni studenci politechniki. Jedynie krótko podczas II wojny światowej strych zamieszkały był przez żołnierzy niemieckich, pełniących rolę ochrony gubernatora Hansa Franka.

Licytowanie i zwiedzanie
Dyrektor zdradza też, że rozważane jest umożliwienie zwiedzania strychu: – Być może będzie to oferta skierowana jedynie do niewielkich grup – myślimy o specjalnych pokazach, natomiast to wymaga jeszcze pracy – mówi.
Podczas ubiegłorocznych aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy można było wylicytować zaproszenie do zwiedzania królewskiego strychu. Licytacja zakończyła się kwotą dziesięciu tysięcy trzystu złotych. Zwycięzca mógł zabrać ze sobą jeszcze trzy osoby, a grupę osobiście oprowadzał dyrektor Betlej.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















