Być może moje – nieco już historyczne – oświadczenie wyda się na wyrost bezpodstawnie szyte grubymi nićmi, ale ma drugie dno. Jest dość prawdopodobne, że część z Państwa nie wierzy nawet w koniec świata w ogóle, przecież jest niemożliwe, żeby coś tak źle działającego wreszcie przestało działać na amen – byłoby to wewnętrznie sprzeczne i nadmiernie logiczne, to nie może się udać, to musi trwać.
Koniec świata 10 grudnia przeszedł bez echa „w realu”, no ale przecież nie realem żyje człowiek, szanujący się człowiek AD 2020 żyje w internetach, a zwłaszcza na fejsbukach i twitterach, które właśnie nagle a niespodzianie przestały działać. Panika? Armagedon? Mało powiedziane. Egzystencja wypadła z ram, dusze milionowych rzesz ludzi w Europie zaczęły dryfować bez podłączenia, z dala od zerwanej sieci, pozostawione same sobie, wpatrujące się w pustkę za oknem, poza systemem Windows, poza ekranem, gdzie rozpościerał się zapomniany szary, grudniowo namacalny, niezapośredniczony świat. Syndrom odstawienia boli w duszę, boli w oczy, boli w mózg, niewysłane posty parzą opuszki. Co to za życie, którym się nie można pochwalić, żywot tweetami niemierzalny, po co egzystencja, której nikt nie dorzuca lajków, co to za po falach codzienności żegluga bez regularnych fejsbuniowych gównoburz? Kto pokaże nowego kotka? Kto okrasi poranek memem? Nie było, proszę Państwa, paliwa do życia, w Polsce i w Europie, przez kilka godzin, był zasięg, baterie doładowane, a fejsa ni widu, ni słychu. Kilkaset minut egzystencjalnej flauty nie do wytrzymania to nie przelewki, to doświadczenie graniczne – oby niepowtarzalne. Nigdy więcej!
Świat się skończył, ale nie na zawsze, tylko tak bardziej hybrydowo – jak wszystko teraz. Na szczęście po kilku godzinach wszystkie awarie tego świata zostały usunięte, i fejsbuki oraz twittery znów śmigają. Powróciliśmy z dalekiej podróży do normalności, znów możemy bezustannie a kompulsywnie ziugać ekraniki, stymulować życie. Innego końca świata nie będzie. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















