Arabski problem Obamy

Jeśli to orędzie Baracka Obamy skierowane było do Arabów (a nie np. do wyborców w USA), nie mogło przekonać adresatów.
Czyta się kilka minut

I nie przekonało: reakcje w krajach arabskich na wystąpienie prezydenta USA - długo oczekiwane, a ogłoszone światu dopiero w minionym tygodniu - w którym Obama przedstawił strategię Stanów wobec Bliskiego Wschodu w obliczu arabskiej "Wiosny Ludów", były bardziej niż powściągliwe. Choć mowa była o "nowym rozdziale" w polityce USA, o wsparciu dla przemian, a nawet o tym, że podstawą negocjacji izraelsko-palestyńskich nad kształtem Palestyny powinny być granice z 1967 r.

A jednak adresaci przyjęli rzecz jeśli nie z obojętnością, to z nieufnością; "wzruszenie ramion", "nic nowego": takie określenia dominowały w relacjach z krajów arabskich. I można to zrozumieć: wśród Arabów Obama mierzony jest od dawna nie po słowach. Słów słyszeli od niego wiele, jak choćby "poetycką" (jak oceniano) mowę, wygłoszoną w czerwcu 2009 r. na Uniwersytecie Kairskim, poświęconą wizji "nowego początku" między USA a światem islamskim. Wielu skłonnych było udzielić wówczas USA ograniczonego, ale kredytu zaufania. Jednak Obama kredyt stracił, za słowami nie poszły czyny. Zwłaszcza w kwestii palestyńskiej, którą Arabowie traktują jak papierek lakmusowy. Dopóki USA popierają bezwarunkowo nawet najgłupsze posunięcia Izraela, będą niewiarygodne. Konkret: "Stany nie akceptują prawomocności osiedli izraelskich. Czas z nimi skończyć" - mówił Obama trzy lata temu, ale potem nie zrobił nic, by zatrzymać izraelskie osadnictwo.

Tymczasem rzecz nie w pieniądzach, jakimi USA mogą wesprzeć zmiany w Egipcie czy Tunezji; tu zresztą przebijają je inni: Obama obiecał 2 mld dolarów dla Egiptu, a trzy dni później Arabia Saudyjska obiecała 3 mld. W chwili, gdy Stany mają coraz mniejsze, a nie większe możliwości wpływu na Bliski Wschód (i przypadek Libii nic tu nie zmienia), tym ważniejsza jest wiarygodność. A tej Obamie w oczach Arabów brakuje; wielu patrzy dziś na niego nie jak na lidera, który rozdaje karty, ale statystę, jednego z wielu. Ze wszystkimi tego skutkami.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2011