Barack Obama trafił na pierwsze strony gazet jako klasyczny przypadek charyzmatycznego przywódcy: postaci, od której inni oczekują spełnienia ich nadziei. Wynikające z tego emocje wzmacniają siłę dobrze zorganizowanej kampanii Obamy w prawyborach Partii Demokratycznej - i z pewnością wystarczyły, aby przełamać potężną przewagę senator Hillary Clinton na początku wyścigu o nominację Demokratów.
Pojednanie Białych z Czarnymi
Ostatnie wypadki - w tym wywołana przez sztab pani Clinton dyskusja o korzeniach Obamy i jego związkach ze światem muzułmańskim - mogą jednak stanowić dobrą lekcję tego, z jakimi niebezpieczeństwami wiązać się może charyzmatyczne przywództwo. Ponieważ można dzięki niemu wyjść poza racjonalne kalkulacje i konwencjonalne ograniczenia, osobowości obdarzone charyzmą i zabiegające o władzę mogą łatwo wykorzystać i wyolbrzymić społeczne pretensje, nienawiść na tle etnicznym czy religijny fanatyzm.
Na szczęście senator Obama to postać szukająca zgody. Zachęca co prawda swoją publikę, aby przekraczała konwencje w imię "zmiany". Ale to, co obiecuje, nie jest zemstą, lecz raczej społeczną harmonią i poprawą sytuacji ekonomicznej.
Dlatego też nadzieje i pragnienia, które wzbudza, są raczej pozytywne. Biali, którym zależy na dalszym oczyszczeniu amerykańskiego życia z rasizmu, postrzegają prezydenturę Obamy jako najsilniejszy z możliwych instrumentów do osiągnięcia tego celu. Czarni zaś, którzy rasizmu nadal doświadczają, mają nadzieję, że Obama ograniczy te ich doświadczenia.
Przynajmniej te oczekiwania nie przekraczają racjonalnych kalkulacji: ogólnonarodowe znaczenie tak niezwykle kompetentnych postaci, jak Afroamerykanie Colin Powell (były szef połączonych sztabów armii USA, potem Sekretarz Stanu) i Condoleezza Rice (następczyni Powella w roli Sekretarza Stanu) - mimo politycznych kontrowersji - naruszyły uprzedzenia, a efektywna prezydentura Obamy powinna mieć jeszcze większy pozytywny wpływ w tej kwestii.
Zbrodnia niewybaczalna
Jednak z kandydaturą Obamy wielu wiąże jeszcze jedną nadzieję, która jest całkowicie nierealna: mianowicie to, że prezydentura Obamy wywoła przychylne reakcje w świecie muzułmańskim, tak jak już sama jej perspektywa wzbudziła entuzjazm w ojczyźnie ojca Obamy - czyli w Kenii - oraz do pewnego stopnia również w innych częściach Afryki.
Tymczasem porównywanie tych dwóch spraw jest kardynalnym błędem. Senator USA Obama jest z urodzenia pół-Afrykaninem i Afrykanie mogą się z nim identyfikować. Jednakże islam to coś innego: w islamie nie ma czegoś takiego, jak półmuzułmanin.
Jako potomek ojca muzułmanina, który nadał mu dwa muzułmańskie imiona (Barack i Hussein), senator Obama urodził się - zgodnie z islamskim prawem, według którego religia matki nie ma znaczenia - muzułmaninem. Oczywiście, senator Obama nie jest muzułmaninem, ponieważ zdecydował, że zostanie chrześcijaninem, i w rzeczy samej przekonująco opisał, jak dojrzał do takiej decyzji i jak ważna jest dla niego wiara chrześcijańska.
Podczas gdy w prezydenckiej kampanii w Stanach Zjednoczonych chrześcijaństwo Obamy nie jest żadną przeszkodą, to w oczach muzułmanów jest ono zbrodnią: to irtidad czy ridda, tłumaczone jako apostazja, ale z podtekstem buntu bądź zdrady. To najgorsza ze zbrodni, jakich może dopuścić się muzułmanin, gorsza niż morderstwo, które może być przecież przez rodzinę ofiary wybaczone.
Prawnicy wszystkich szkół sunnickich i szyickich (z kilkoma wyjątkami) wskazują na karę śmierci jako jedyną możliwą karę dla apostatów. Najlepiej przez ścięcie głowy, choć w ostatnich latach stosowano również ukamienowanie czy powieszenie. W praktyce jedynie w niewielu krajach muzułmańskich rządy mają na tyle silną pozycję, aby oprzeć się żądaniom karania odstępców od wiary: w Egipcie rząd nie zdołał ochronić oskarżonego o to profesora, a w Afganistanie nawróconego na chrześcijaństwo mężczyznę trzeba było uznać za niepoczytalnego, aby zapobiec jego egzekucji.
Gość wysokiego ryzyka
Ponieważ żaden z rządów raczej nie zezwoli na oskarżenie prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Husseina Obamy - nawet w Iranie czy w Arabii Saudyjskiej, jedynych dwóch krajach, gdzie przeważają islamskie sądy religijne - bardziej istotna jest inna klauzula islamskiego prawa: zabrania ona karania muzułmanina, który zabije apostatę, a także jakiejkolwiek interwencji, która przeszkodziłaby w samym akcie zabijania.
Fakt ten może skomplikować ochronę prezydenta Obamy podczas oficjalnych wizyt, składanych przez niego w krajach muzułmańskich, ponieważ już samo ochranianie go byłoby grzechem. Można domniemywać, że większość muzułmanów, kiedy tylko dowie się o konwersji senatora Obamy na chrześcijaństwo, będzie tym faktem przerażona.
Przełożyła Patrycja Bukalska
EDWARD N. LUTTWAK jest politologiem, doradcą w Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) w Waszyngtonie. Stale współpracuje z "TP".
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















