Reklama

Akademicki w tył zwrot

Akademicki w tył zwrot

25.03.2009
Czyta się kilka minut
Uczelnie mogą odetchnąć z ulgą: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapowiada zniesienie tzw. dwuprzedmiotowości - obowiązującej w Polsce od kilku lat prawnej fikcji.
D

Dwuprzedmiotowość dotyczy specjalizacji nauczycielskich na studiach licencjackich: obok głównego przedmiotu, kandydat na nauczyciela nabywa uprawnienia do nauczania dodatkowego. Tak na przykład student polonistyki - w ramach tych samych studiów polonistycznych - nabywa prawo do nauczania języka obcego.

Dwuprzedmiotowość - zapisana w ustawie "Prawo o szkolnictwie wyższym" w lipcu 2005 roku - jest dziś obligatoryjna. Jaki cel przyświecał wprowadzeniu przepisów? Chodziło o niedobory nauczycieli, przed kilkoma jeszcze laty najbardziej dotkliwe w nauczaniu języków obcych i informatyki.

Pomysł wywołał frontalną krytykę części środowiska akademickiego. Główny zarzut: nie sposób w ciągu sześciu semestrów wykształcić nauczyciela dwóch przedmiotów.

Akademicy "za"  

Dr Jolanta Nocoń z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego mówi wprost: - W trzy lata nie da się nawet przygotować do nauczania samego języka polskiego!

Dlatego, jak tłumaczy, uczelnia postanowiła ominąć nieco przepisy i przygotowywać studentów do prowadzenia szkolnej edukacji regionalnej, co nie jest tak wymagające jak choćby kształcenie anglistów. - Wprowadzenie innych specjalizacji, np. języka obcego, byłoby nierealne. Inne wydziały nie chcą uczyć swojego przedmiotu jako dodatkowego, poza tym nie chcielibyśmy przygotowywać byle jakich nauczycieli. Już teraz z powodu obowiązku dwuprzedmiotowości musieliśmy obciąć godziny na filologii polskiej - mówi.

Inną strategię ominięcia przepisu zastosował Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jak mówi Prodziekan ds. dydaktycznych, studenckich i doktoranckich dr Tomasz Wroczyński, przepis o dwuprzedmiotowości pozostawał na polonistyce zwykłą fikcją. - Mieliśmy ekspertyzy mówiące, że przepis jest martwy, bo choć istnieje zapis w ustawie, to nie ma odpowiednich rozporządzeń ministerialnych.

Wroczyński jednak przyznaje: - Mieliśmy duszę na ramieniu, bojąc się, że ktoś jednak to skontroluje. Widmo krążyło i straszyło.

Zbigniew Marciniak, Podsekretarz Stanu w MEN: - Wiele wydziałów uniwersyteckich wycofało się z kształcenia nauczycieli, bądź je zredukowało, nie mogąc pogodzić się z tym, że zamiast dobrego wykształcenia w jednym przedmiocie, będzie byle jakie wykształcenie w dwóch.

Na wielu uczelniach, tam, gdzie zapis o dwuprzedmiotowości potraktowano poważnie, pojawiały się trudności organizacyjne. Jak mówi Maria Rączy, kierownik Działu Toku Studiów Uniwersytetu Rzeszowskiego, problemy widoczne były głównie na kierunkach filologicznych. - W późniejszych latach zachęcaliśmy do studiowania niektórych kierunkach, np. historii, na tradycyjnych, uniwersyteckich, nie-nauczycielskich specjalizacjach.

Wśród akademików i urzędników ministerialnych nie brakuje głosów, że zasada dwuprzedmiotowości nie tylko niczego dobrego nie przyniosła, ale wręcz narobiła poważnych szkód. Prof. Hanna Komorowska, anglistka z UW: - Już mamy, a będziemy mieli jeszcze więcej niekompetentnych nauczycieli.

Ministerstwo: zmiana w tym roku

Zmian dokonanych kilka lat temu bronią nieliczni. Krystyna Łybacka, dzisiaj posłanka, w momencie uchwalania pierwszej wersji przepisów minister edukacji narodowej i sportu, tłumaczy: - Chodziło o niedobory anglistów, informatyków i etyków. Założyliśmy, że każdy, kto chce zostać polonistą, powinien dokonać wyboru i zdobyć certyfikat w jednej z tych dziedzin. To było dobre nie tylko dla szkół, ale i dla nauczycieli, którzy mogli dopełnić swój etat, ucząc, w razie problemów szkoły z zatrudnieniem nauczyciela, drugiego przedmiotu.

Dlatego Łybacka uważa, że decyzję o zniesieniu dwuprzedmiotowości należy jeszcze przemyśleć. - Tym bardziej, że nie był to obowiązek, bo przecież nikt nikogo nie zmuszał do wybrania specjalizacji nauczycielskiej - dodaje.

Urzędnicy ministerialni odpowiadają: przepis narobił wystarczająco dużo szkód. I zapowiadają: zmiana znajdzie się w przygotowywanej nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. - Jest już w zasadzie gotowa wstępna wersja pakietu reform - mówi Grażyna Prawelska-Skrzypek, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. -  Niedługo zaczną się konsultacje społeczne.

Jak mówi Prawelska-Skrzypek, argument o niedoborach nauczycieli, nawet jeśli był słuszny wiele lat temu, stracił aktualność. - Kształcimy dziś ogromną ich liczbę - mówi.

Jak przypominają wykładowcy, niedobory, przynajmniej w przypadku niektórych kierunków, choćby filologii obcych, nie wynikają z braku absolwentów, ale z faktu, że szkoła nie jest dla nich miejscem atrakcyjnym finansowo.

Dlatego dominuje przekonanie, że lepsze niewielkie niedobory niż armia niedokształconych fachowców. - Trzeba skończyć z utrzymywaniem fikcji - mówi dr Nocoń. - Dwuprzedmiotowości to nie kształcenie, to udawanie kształcenia.

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]