„Katolicy w Polsce dzielą się na tych, co jeżdżą do Niepokalanowa, i tych, którzy jeżdżą do Lasek” – usłyszałem dawno temu. To od stu lat dwa najważniejsze ośrodki w warszawskiej archidiecezji, nadające kształt polskiej religijności. Etykiety narodowego katolicyzmu i bogojczyźnianej szopki z jednej strony, oraz moralnego permisywizmu z intelektualnym zadęciem z drugiej, były w użyciu zanim jeszcze modne stało się dzielenie Kościoła na „toruński” i „łagiewnicki”.
Pierwsza homilia metropolity warszawskiego abp. Adriana Galbasa
W czasie sobotniego ingresu do warszawskiej katedry abp Adrian Galbas wspominał „chwile duchowego wytchnienia”, jakie spędził w niepokalanowskim klasztorze. A mówił o tym w homilii, która cała była „z ducha Lasek”.
Rzadko przy takich okazjach słyszy się słowa proste, wolne od patosu i „eklezjolektu”. W których biskup prosi ludzi, by podczas wspólnej drogi podtrzymywali go, podnosili i wskazywali kierunek. Aby go upominali, gdy zajdzie potrzeba, ale nie przekreślali. W których zwraca się także do „niewierzących, niedowierzających czy wierzących inaczej”. Do zawiedzionych Kościołem i niewiążących już z nim żadnych nadziei. Do skrzywdzonych i wykluczonych. Do tych, co „odchodzą z Kościoła w poszukiwaniu Boga”.
Galbas biskupem pontyfikatu Franciszka
Rzadko słyszy się metropolitę, który mówi do swych księży, że rozumie ich bezsilność, wypalenie i kryzysy wiary, bo sam też ich doświadczał. Który prosi ich, by go przyjęli jak ojca – nie dlatego, że chce im, jak dzieciom, tłumaczyć rzeczy oczywiste i wyręczać w codziennych czynnościach, ale dlatego, że także dorośli mężczyźni potrzebują ojcowskiego wsparcia. Który dziękuje swemu poprzednikowi za cierpliwe, choć samotne, „budowanie mostów, nie murów”. Oraz obiecuje iść tą samą drogą.
W inauguracyjnej homilii słychać było najważniejsze hasła pontyfikatu papieża Franciszka, co budzi nadzieję, że i one zaczynają przyjmować się na polskiej ziemi. Było więc o synodalnej drodze i otwarciu na wszystkich ludzi. O niezamykaniu chrześcijaństwa w kościelnej kruchcie, ale wychodzeniu z niej na peryferia ludzkiej biedy. O księżach, którzy powinni być duszpasterzami, a nie politykami i biznesmenami. O Kościele, który ma różne oblicza – dla jednych będzie matką, dla innych nauczycielem, dla jeszcze innych „ciekawym towarzyszem drogi albo tylko sąsiadem”. W którym każdy może znaleźć swoje miejsce – bez względu na to, czy jeździ do Niepokalanowa, czy do Lasek.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















