Dochodzimy do ściany – tak w rozmowie z serwisem Money.pl skwitowała sytuację finansową NFZ minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Mimo że wydatki znacznie przekroczą w tym roku 200 mld zł, a państwo dołożyło już w formie dotacji ponad 30 mld, to wciąż zbyt mało, by zaspokoić rosnące potrzeby zdrowotne społeczeństwa. NFZ nie ma z czego płacić, więc szpitale w całej Polsce ograniczają przyjęcia i przesuwają zabiegi na przyszły rok.
Tyle że wiele wskazuje na to, iż ten wcale nie musi być lepszy – planowane wydatki NFZ w 2026 r. to niemal ćwierć biliona zł. Dobra wiadomość jest taka, że w stosunku do bieżącego roku pieniędzy będzie więcej, zła – że to wciąż za mało: co najmniej o 23 mld zł. Ministerstwo Zdrowia szuka więc oszczędności, także w kieszeni medyków. Resort przedstawił właśnie projekt ograniczenia wysokości płac lekarzy pracujących na kontraktach do maksymalnie 48 tys. zł brutto.
Wyceny świadczeń medycznych do poprawki
Ministerialny pomysł w obecnej sytuacji wydaje się jednak niefortunny. Wzbudzanie publicznej dyskusji na temat lekarskich pensji przesuwa środek ciężkości poza sedno i kieruje uwagę tylko na pracowników systemu. Tymczasem teza, że to medycy przejadają pieniądze NFZ, zantagonizuje i tak już podzielone społeczeństwo, osłabi zaufanie do medycyny i zwiększy popularność teorii spiskowych oraz medycyny alternatywnej.
Sytuacja nie jest czarno-biała. Po kraju nie grasują gangi kardiologów, neurochirurgów czy anestezjologów, którzy grożąc skalpelem dyrektorom szpitali, wymuszają podpisywanie super intratnych kontraktów. Fakt, niektóre grupy medyków zarabiają rażąco dużo w stosunku do innych pracowników ochrony zdrowia, ale dzieje się tak tylko dlatego, że takie warunki im zaproponowano.
Lekarz zatrudniony na etacie zgodnie z dyrektywą UE może pracować 48 godzin tygodniowo. Lekarz-firma nie ma takich ograniczeń, może pracować w różnych placówkach non stop. Oczywiście, uprzednio odpowiednio zmotywowany. Ale jeśli dochodzi do drenowania budżetu NFZ i patologicznych nierówności w płacach, to są one spowodowane innymi patologiami – dotyczącymi kadr, ich rozmieszczenia na mapie kraju i nieadekwatnych wycen świadczeń.
Winni lekarze czy politycy?
Choroby nie da się wyleczyć, zajmując się jedynie jej objawami. Kiedy obraz ulega rozmazaniu, warto raczej sięgnąć do źródła. Nadwykonanie, procedura, dziura budżetowa – próżno szukać takich określeń w Konstytucji RP. Łatwo za to znaleźć artykuł 68., który gwarantuje Polkom i Polakom równy dostęp do świadczeń zdrowotnych, finansowanych ze środków publicznych. A zapewnienie tego prawa leży jednak po stronie polityków.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















