Zyzak story

Dawno nie było w humanistyce tak głośnego (ściślej: tak hałaśliwie przyjętego) debiutu. Pierwsza książka Pawła Zyzaka, będąca drukowaną wersją jego pracy magisterskiej, wywołała burzę medialną o niezwykłej intensywności. Publicznie wypowiadali się o niej trzej prezydenci (aktualnie urzędujący i dwaj poprzedni), trzej premierzy, minister nauki i szkolnictwa wyższego, minister sprawiedliwości, prezes IPN, rektor UJ, liczna grupa parlamentarzystów, nie mówiąc o historykach, publicystach politycznych i dziennikarzach. Czekamy na głos episkopatu.
Czyta się kilka minut

Rozumiem wzburzenie Lecha Wałęsy, który dociekania młodego historyka, a zwłaszcza podjętą w jego książce próbę odbrązowienia (odheroizowania? zdemaskowania?) legendarnego przywódcy Solidarności, odbiera jako oszczerstwo. Być może jednak przyjaciele byłego prezydenta powinni mu wytłumaczyć, iż przecenia on siłę rażenia zgromadzonych przez Pawła Zyzaka argumentów.

Heroiczna legenda Lecha Wałęsy jest wielką wspólną wartością. Nie wyobrażam sobie takiej opowieści o dzisiejszej Polsce, która by ją pomijała czy lekceważyła. Ale też: zaufanie do legendy nie jest równoznaczne z przekonaniem, iż Wałęsa był marmurowym pomnikiem w każdej chwili swego życia.

Mówiąc inaczej: samo istnienie osobowej legendy budzi często chęć zderzenia jej z życiem, wydobycia na jaw słabych stron bohatera. Ujawnione w ten sposób rysy na marmurze mogą owego bohatera wzmocnić, uczynić go bliższym powszechnemu doświadczeniu. Ale: mogą też posłużyć do konstrukcji antylegendy.

Książkę Pawła Zyzaka trudno traktować jako odsłonięcie ostatecznej prawdy o Wałęsie. Jest ona raczej próbą zastąpienia jasnej legendy wodza Solidarności przez ciemną legendę młodego Wałęsy, skonstruowaną z setek niechętnych mu opinii (w tym: z nieudowodnionych posądzeń o współpracę z SB i niesprawdzalnych plotek anonimowych informatorów). Tę ciemną legendę powinni przedyskutować znawcy najnowszych dziejów Polski, nie demonizując jej i nie udając, że jej nie ma.

Jest dość oczywiste, że Pawłem Zyzakiem jako autorem książki o Wałęsie kierowała nie tylko poznawcza ciekawość, lecz także polityczna namiętność. Równie oczywiste jest to, iż znalazł sojusznika we własnym promotorze. Nie przekonuje mnie obraz Wałęsy wpisany w książkę Zyzaka, jestem po stronie tych, którzy ostro z nią polemizują - nie wierzę jednak w to, by można było zakończyć tę polemikę środkami administracyjnymi.

Mówiąc wprost: pomysł prof. Kudryckiej, by skontrolować tę konkretną sprawę poprzez wysłanie na Wydział Historyczny UJ komisji akredytacyjnej - jest w moim odczuciu wyjątkowo niefortunny. Magistrant ma prawo wyboru tematu i języka, jakim ten temat opisuje; nie oczekuje się od niego nieomylności i znajomości prawd absolutnych, tylko rzemieślniczej sprawności; ocena rezultatów należy do promotora i recenzenta. Gdyby (w co nie wierzę) komisja zarzuciła pracy uchybienia metodologiczne, to znalazłoby się (nie wątpię) wielu historyków, którzy stanęliby po stronie Pawła Zyzaka i jego prawa do korzystania także z anonimowych źródeł informacji.

Jeszcze inaczej: swoboda wypowiedzi naukowej jest kwestią zbyt istotną (i zbyt delikatną), by ją naruszać z powodu jednej książki - choćby wzbudzała ona istotne wątpliwości. Nie warto też zbyt gorliwie czynić z Pawła Zyzaka męczennika idei. I tak wiadomo, że czeka go szereg tryumfalnych wystąpień w klubach "Gazety Polskiej". Jak się dowiedziałem z prasy, spotkanie w krakowskim klubie już za nami.

PS. Felieton napisałem w piątek, 3 kwietnia, kiedy sprawa kontroli UJ była aktualna. W sobotę, 4 kwietnia, prof. Kudrycka odwołała poprzednią decyzję (może po przemyśleniu sprawy, może pod wpływem ostrych komentarzy w "Gazecie Wyborczej" i "Dzienniku"). To samoograniczenie władzy trzeba przyjąć z uznaniem. Rzecz w tym jednak, że podobny pomysł nie powinien się w ogóle zjawić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2009