Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Żywiec, Patria mea

Żywiec, Patria mea

01.02.2011
Czyta się kilka minut
W inwokacji rozpoczynającej dzieło swego życia pisał: "Dulce solum Patriae, dulcis mea Patria Żywiec, / Terra parens, cuius munere luce fruor, / Quae me nutristi, gremio complexa puellum, / Cara tuo nomen Patria dulce mihi".
U

Urodzony około 1658 roku, tuż po najeździe Szwedów na Żywiec, Andrzej Komoniecki był wójtem żywieckim. Do historii przeszedł jako autor monumentalnej, liczącej we współczesnym wydaniu przeszło pięćset stron, "Chronografii albo Dziejopisu żywieckiego". Jest to kronika opisująca dzieje miasta i całej Żywiecczyzny na przestrzeni prawie trzystu lat, od 1438 do 1728 roku.

Pochodził z rodziny mieszczańskiej, należącej na przełomie XVII i XVIII wieku do miejskiego patrycjatu. Na owe czasy i żywiecką skalę był człowiekiem wykształconym. Znał łacinę, niemiecki i czeski, tłumaczył na polski dokumenty pisane w tych językach. Próbował sił w poezji, którą tworzył po polsku i łacinie. Być może był też autorem zamieszczonego w kronice ciekawego rysunku, przedstawiającego żywiecką farę i dzwonnicę. W latach 1686-1688 był burmistrzem żywieckim, a od 1688 roku niemal przez czterdzieści lat (z przerwą w 1707 roku) - wójtem. W latach 1700-1707 pełnił też obowiązki pisarza miejskiego. Był autorem przedmów w księgach cechowych, w których figurował też jako współbrat (dla udziału w cechowych praktykach religijnych). Zdolności graficzne wykorzystywał, tworząc znaki cechowe, które opatrywane były jego monogramem.

Był powszechnie szanowany z racji piastowanego urzędu i wykształcenia, ale też statusu majątkowego, całkiem pokaźnego jak na skromne żywieckie standardy. Jego rodzina miała dom w rynku, ogród i dwie niwki pola przynoszące dochód niezależny od dochodów z urzędu. Czynił dzięki temu liczne fundacje: w 1701 roku ufundował kaplicę Przemienienia Pańskiego, którą zaopatrzył w dzwonek, był też (wraz z żoną) fundatorem ołtarzy w farze i w kościele św. Marka. Zmarł

1 maja 1729 roku i został pochowany właśnie we wspomnianej kaplicy, choć nie jest to pewne. Nie ma już jego domu; w miejscu, gdzie stał, znajduje się dziś miejski ratusz. Dziś imię Komonieckiego nosi jedna z ulic odchodzących od żywieckiego rynku.

Dzieło życia Komonieckiego, "Chronografia", jest niezwykle obszerne i bardzo zróżnicowane tak pod względem tematyki, jak stylu, poziomu wiarygodności, ważności opisywanych wydarzeń, poziomu literackiego. Mimo to w czasach mojego dzieciństwa fragmenty kroniki były czytane przez uczniów w żywieckich szkołach. Nie była to lektura łatwa. Dla tych, którzy ją pamiętają, i dla wszystkich zainteresowanych pełniejszym odczytaniem tego dzieła (a warto je poznać) wielką pomocą będzie książka Piotra Kowalskiego, etnologa, antropologa, znawcy kultury polskiej przełomu XVII i XVIII wieku, zatytułowana "Świat Andrzeja Komonieckiego".

Dzieło Kowalskiego pozwala łatwiej odnaleźć i uporządkować poszczególne warstwy relacji Komonieckiego: poczynając od jego quasi-naukowych opisów położenia Żywca i wyjaśnień nazw geograficznych w okolicy, poprzez historyczne ustalenia dotyczące przeszłości, urzędowe relacje o demografii i gospodarce miasteczka, oparte na danych związanych ze sprawowanym urzędem, po relacje z wydarzeń, których kronikarz był naocznym świadkiem bądź uczestnikiem. Ciekawe są relacje z kolejnych pożarów pięknej, wysokiej żywieckiej wieży kościelnej, dominującej nad miastem. Uderzenia pioruna traktuje Komoniecki jako zjawisko naturalne, ale i znak z nieba.

Także wydarzenia światowe są odnotowywane i umieszczane w "naukowym" kontekście. "Roku pańskiego 1681 kometa wielka od zachodu słońca z gwiazdy jednej na niebie się zjawiła, świecąc od dnia 29 grudnia miesiąca roku przeszłego aż do pierwszych dni lutego roku tego (...). Co wszystko znaczyło węgierską rebelię i Turczyna pod Wiedniem zwyciężenie". Dla astrofizyka to sama przyjemność, niemal na pewno można bowiem ustalić, co to za kometa. Musiała to być kometa Kircha, zwana też Wielką Kometą z roku 1680 albo, we współczesnej notacji, C/1680 V1. Największą jasność osiągnęła właśnie 29 grudnia 1680 roku. Niestety, już jej nie zobaczymy - porusza się bowiem po bardzo wydłużonej orbicie, a jej okres szacuje się na ponad 9350 lat. Co oznacza, że następny raz będziemy mogli "pokonać Turczyna" (np. w piłkę nożną) dopiero w roku 11 030. Na pociechę: do tego też czasu nie powinno być nowej "rebelii węgierskiej".

Szczególnie obszerną warstwą kroniki Komonieckiego są relacje o wydarzeniach, których autor nie zna z bezpośredniego doświadczenia, ale stanowiące część bogatego, ustnego przekazu od pokoleń istniejącego w mieście. Komoniecki starannie relacjonuje różne dziwne wydarzenia, jak na przykład urodzenie przez dziewczynkę jaszczurki, odnalezienie w okolicy (i to niejednokrotnie) rogu jednorożca, cudowne uzdrowienia i równie nienaturalne "dopusty boże". Piotr Kowalski zwraca uwagę na staranność i konsekwencję, z jaką kronikarz dystansuje się od tych przekazów, opatrując je zawsze słowami "powiadają, że", "podobno", ten czy tamten "napisał, że" itp.

Analiza "Chronografii" dokonana przez Piotra Kowalskiego umieszcza to dzieło w szerokim kontekście podobnych relacji z epoki, a także dzieł literackich (np. Paska). Niezwykle ciekawe są uwagi na temat metodologii oraz teorii badań naukowych w dziedzinie antropologii, etnologii czy historii kultury. "Świat Andrzeja Komonieckiego" to monografia naukowa, zawiera jednak tak wiele wyjaśnień, cytatów i odsyłaczy, że potraktować ją można jako ambitną popularyzację antropologii, etnologii i kulturoznawstwa. Czyta się ją jednym tchem, a "Chronografia" jest tu głównym i dominującym, ale chyba jednak tylko pretekstem do rozważań o metodzie, którą stosował Komoniecki, pisząc kronikę, oraz o metodach, które możemy stosować, by ją właściwie odczytać. Zainteresuje więc nie tylko tych, dla których dulcis Patria Żywiec.

Piotr Kowalski, zwracając uwagę na "materii pomieszanie", wyróżnia w kronice kilka głównych typów relacji. Pierwszy to "theatrum mundi", do którego należą: "kronika i doświadczanie przestrzeni", "kurioza, rzeczy dziwne i znaki wieszcze", "bestie, bydlątka i inny zwierzyniec". Drugi to "theatra rozmaite", a w nich: "czytanie świata i gapiostwo", "jarmarczne teatrum", wreszcie "sąsiedzi: żydzi, heretycy i inni obcy". Na koniec mamy "ciało i theatrum śmierci", do którego należą: "ciało, choroby i inne cielesne dolegliwości", "o umieraniu statecznym, męczeńskim i plugawym", a na koniec "zwłoki, trupy, szczątki".

Piotr Kowalski ilustruje swoje wywody licznymi cytatami, ale rzeczowość i naukowy charakter oraz częste odniesienia do innych prac powodują chwilami, że oddalamy się od dzieła Komonieckiego. Dlatego polecam czytanie "Świata Andrzeja Komonieckiego" równolegle z samą "Chronografią". Zamieszczony w niej (posługiwałem się egzemplarzem wydanym w 1987 r. przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Żywieckiej pod redakcją Stanisława Grodziskiego i Ireny Dwernickiej) indeks nazwisk i spis rzeczy pozwoli łatwo odszukać o wiele więcej zabawnych, strasznych, ciekawych, nieznanych, zaskakujących przykładów.

Rękopis "Chronografii" znajduje się w Muzeum Miejskim w Starym Zamku w Żywcu. Warto zajrzeć tam przy okazji wakacji w Beskidach. W szklanej gablocie zobaczymy tom otwarty na stronie z rysunkiem fary według stanu z początku XVII wieku. Tylko nieliczni mogą dotknąć oryginału, ale każdy może tę arcybogatą i ciekawą kronikę przeczytać. A dzięki książce Piotra Kowalskiego każdy też może ją lepiej zrozumieć.

Warto to zrobić, bo jak pisał w swej "Chronografii" wójt Andrzej Komoniecki (najwyraźniej wzorując się na Wacławie Potockim):

Kto chce zwiedzać górzyste te żywieckie kraje

Niech z wierszów wyrozumie, które tu

wydaję.

I dalej:

[Jest] Prospekt w dalekie strony

i w niebieskie sfery.

Kraje są najweselsze, zgoła Beldegiery

[Belwedery]

Jest wszystko co potrzeba, krom

samego chleba,

a odzienie, to z gunie tylko kupić trzeba.

Piotr Kowalski, Świat Andrzeja Komonieckiego, kronikarza Żywca. Studia z antropologii historycznej Wrocław 2010, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]