Wyobraź sobie, że piszesz pełen oburzenia list do Watykanu. Może się zawsze zdarzyć – powodów, niestety, nie brakuje. Być może się powstrzymasz, bo przecież to jak pisać na Berdyczów. Ale powiedzmy, że tym razem nie wytrzymałaś albo nie umiałaś sobie tego odmówić. Siadasz, przelewasz na papier swój ból. Wysyłasz. Przyszłoby Ci do głowy, że 80 lat później badaczka odkryje teczkę z twoim profilem w watykańskich archiwach?
Taka historia spotkała studenta szkoły rabinicznej w Nowym Jorku Seymoura Siegela, który po pogromie kieleckim i nieadekwatnej do tej tragedii konferencji prasowej kardynała Hlonda napisał do Watykanu. List znalazła polska badaczka Monika Stolaczyk-Bilardie z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven. Siegel grzmi, że wśród bestialskich morderców sześciu milionów Żydów wielu było katolikami i że haniebne zachowanie katolików w Kielcach jest jak sypanie soli na świeże rany.
O reakcji kardynała Hlonda zaś pisze: „Czy to nie dość, że krew 95 procent narodu żydowskiego w Polsce zrasza teraz ziemię tego przeklętego kraju, że wysoki urzędnik Kościoła »miłości« wygłasza tak zjadliwe, antysemickie, prowokujące i podżegające do buntu oświadczenia, które mogą tylko posłużyć do dalszego podpalania namiętności nieludzkich, bestialskich i okrutnych polskich chuliganów, z których większość to katolicy?”.
Więcej o reakcji kardynała Hlonda, tej znanej i tej świeżo odkrytej, jeszcze bardziej wstrząsająco antysemickiej, którą Stolaczyk-Bilardie znalazła w archiwach Watykanu, można przeczytać w jej artykule w „Gazecie Wyborczej”, wydrukowanym z okazji niedawnej 80. rocznicy pogromu w Kielcach. Może bardziej trzeba przeczytać, niż można. Bo to trzeba wiedzieć i zapamiętać, żeby potem rozumieć, jak mało serca Kościół polski miał i ma dla Żydów, mimo Zagłady.
Wróćmy jednak do teczki personalnej studenta Siegela. Bo, fantazjuję, ile takich teczek jeszcze znajdą badacze, szukając czegoś innego? A może to tylko dla oburzonych Żydów biskupi wraz z nuncjaturą szykowali takie profile? W każdym razie sprawę Siegela Watykan odesłał nuncjuszowi w Waszyngtonie, ten zasięgnął języka u arcybiskupa Chicago, skąd pochodził student. Razem zawyrokowali, żeby jego protest olać i nie odpowiadać. Więcej: uznali list za „histeryczny stan umysłu, w jakim znajdują się niektórzy Żydzi”.
Mamy 1946 rok, rok po Zagładzie, miesiąc po głośnym pogromie Ocalałych z niej. Do owej oceny dołączają teczkę Siegela, a w niej, jak relacjonuje Stolarczyk-Bilardie: dokładny adres, nazwiska rodziców i rodzeństwa, historię edukacji, oceny, raporty kredytowe i opis cech fizycznych, koloru oczu, włosów i odcień skóry.
No to wyobraź sobie, że twój słuszny protest wysłany do Watykanu czy do kurii zyskuje taką oprawę. Zdolność kredytowa twoja i małżonka, imiona dzieci, kolor oczu, włosy proste czy kręcone, miejsce zamieszkania. Teczka jak z policyjnego śledztwa, tylko dlatego, że coś ci się nie podoba. Choć trzeba przyznać, że opis cech fizycznych żydowskiego studenta mdli bardziej, bo to w końcu dekada, w której profilowano Żydów rasowo i wyłapywano też na podstawie wyglądu. Komu to przyszło w tej kurii czy nuncjaturze do głowy? I że ręka nie drgnęła, gdy pakował to dossier w kopertę?
Zatrzymuje w tej sprawie jeszcze jedna rzecz. Kto by pomyślał, że gdy Kościół w odpowiedzi na oburzony list milczy, to nawet do tego milczenia tak pieczołowicie się przygotowuje. Raczej zakładałam, że nasze petycje, narzekania, odwołujące się do moralności apele, są przyjmowane milczeniem, bo są po prostu ignorowane. Jakby nie istniały.
A jednak Watykan to stara wytrawna biurokracja, pisma cyrkulują, sprawy odsyłane są tam, gdzie przynależą, za zasłoną milczenia odbywa się być może – bo nie wiemy, jak jest dziś – ciężka urzędnicza praca, mająca wewnętrznie uzasadnić właśnie tę ciszę, jaka nam odpowiada. Ileż trzeba zapisać papieru, żeby to milczenie czymś podeprzeć. Jak scharakteryzować petenta, żeby samemu uwierzyć, że nie jest wart naszej odpowiedzi. Czy to dowodzi bardziej serca, które trzeba zagłuszyć, czy jest raczej rutyną urzędu?
A co się stało z Seymourem Siegelem? Nie mam pewności, czy to ten, ale wiele się zgadza. Pisząc do Watykanu, miał 19 lat, potem był uczniem słynnego rabina Heschela, ważnym liderem konserwatywnego judaizmu, doradcą amerykańskich prezydentów. Już w latach 60. uczył o Zagładzie, był pionierem żydowskiej etyki medycznej. Politycznie konserwatywny, ale zwolennik ordynacji rabinicznej kobiet w konserwatywnym judaizmie. Milczenie Watykanu nie zraziło go do dialogu z chrześcijanami; uważał, że jest on niezbędny. Został jednym z pierwszych rabinów, który uczył w chrześcijańskich seminariach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.







