Reklama

Żydowska zakonnica

Żydowska zakonnica

21.10.2013
Czyta się kilka minut
Pawlikowski rozprawę z traumatyczną przeszłością traktuje jako punkt wyjścia, a nie dojścia. Surowe pejzaże polskiej prowincji każą czytać jego film wedle klucza symbolicznego.
Agata Trzebuchowska w filmie „Ida” Fot. MATERIAŁY PRASOWE
D

Dreyer, Bresson, Bergman, Tarr, Kaurismäki... – nie pamiętam, który polski film uruchomił wśród zagranicznych krytyków taką litanię skojarzeń z dawnymi i współczesnymi mistrzami światowego kina. Trudno też znaleźć rodzimy tytuł, który tak bardzo zanurzony byłby w tradycjach polskiego kina i tak wyraźnie przywoływał jego scenerię, klimaty czy pełen niedopowiedzeń wizualny język. Dołóżmy do tego jeszcze najważniejsze nagrody festiwalowe, jak Grand Prix w Londynie i Warszawie, Złote Lwy w Gdyni czy FIPRESCI w Toronto.

Międzynarodowy sukces „Idy” Pawła Pawlikowskiego można jednak interpretować różnie. Czy i na ile ten sukces polskiego kina uzależniony jest od czytelnych odwołań do jego dawnej świetności? I wreszcie: czy potrzeba było brytyjskiego reżysera o polskich korzeniach, by zmierzyć się z przeklętymi polsko-żydowskimi problemami bez przyjmowania postawy zaczepno-...

5696

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Masz już konto? Zaloguj się 

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Jeśli założysz bezpłatne konto, możesz za darmo czytać 3 płatne teksty miesięcznie. Wykup dostęp, by czytać bez limitu najnowsze wydanie i numery archiwalne od 2003 roku! 

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W tekście jest sprzeczność: skoro Ida Lebenstein przyjmuje święcenia zakonne, to jak najbardziej jest katoliczką. Inaczej takie święcenia nie byłyby możliwe.

a przyjął święcenia z rąk żydowskiego proroka.

Jakie święcenia? Przecież Jezus jest Bogiem, więc był święty od początku. Chrzest z rąk Jana Chrzciciela był tylko początkiem Jego publicznej działalności. Jezus nie jest "katolikiem" ani "prawosławnym" (to jest podział wśród Jego wyznawców) - jest Bogiem, który odkupił wszystkich ludzi.

Czy każdy zgodziłby się, że człowiek którego ukrzyżowali odkupił wszystkich? Ja, jako chrześcijanka mogę w to wierzyć i tak sobie pisać. Od początku to każdy jest święty, wszak życie jest święte. Nieprawdaż? Czyż katolicy swoje krucjaty w obronie życia 'od początku', nie prowadzą? Co innego jest tutaj istotą. Przyjął chrzest z rąk człowieka jako człowiek, przyznając się do człowieczeństwa dając tym samym znak, ze wchodzi w nasze życie, życie grzeszników jako święty pośród świętych...

Człowiek rodzi się obarczony grzechem pierworodnym. Uwalnia nas z niego sakrament chrztu świętego przyjęty we wszystkich kościołach chrześcijańskich. Jezus jako Bóg nie potrzebował chrztu, nie musiał wyznawać grzechów jak inni poddający się temu obrzędowi z rąk Jana, nie był też obarczony grzechem pierworodnym. Jego chrzest miał sens symboliczny. Jezus bez wątpienia odkupił nawet tych, którzy w Niego nie wierzą. Grzech nie odbiera wartości życiu ludzkiemu. Świętość i nienaruszalność życia nie polega na świętości człowieka, ale na tym że każde życie ludzkie jest darem Boga, a każdy człowiek jest powołany do zbawienia.

ma także nasz chrzest. Człowiek, choćby nie wiem, jak się starał skazany jest na grzech, a mimo to jest Bożym dzieckiem. Edyta Stein pięknie pisała o Bożym dziecięctwie, wprost była zauroczona tym odkryciem, a stało się to u jej przyjaciół, niekatolików. Jesteśmy grzesznikami a zarazem dzećmi Bożymi i to jest szczęście w nieszczęściu, albo jak kto woli nieszczęście szczęśliwych, czyli błogosławionych.

chrzest nie zmywa naszej grzeszności, jest tylko przyznaniem się do Jezusa, ze oto tak jak On staliśmy się Synami, 'synami w Synu'.

Zgodnie z nauczaniem Kościoła chrzest usuwa grzech pierworodny, ale oczywiście niekatolicy nie muszą tej prawdy uznawać. Oczywiście chrzest nie odbiera nam skłonności do grzechu i potrzeby dokonywania w przyszłym życiu świadomych wyborów między dobrem, a złem.

Czyta Pan może czasem bp Grzegorza Rysia. Cenię sobie bardzo jego katechezę, jest jakby świeża, tchnie nowym Duchem. W przedostatnim numerze pisze tak: "Tekst wzięty z Listu do Hebrajczyków (Hbr 12, 18-24) mówi o Kościele wiele wspaniałych rzeczy, ale najwspanialsza ukryta jest chyba w greckim określeniu ekklesia prototokon – „Kościół (czyli zgromadzenie) pierworodnych”." Pierworodny jest w każdym z nas.

Tak, bo każdego i każdą z nas Bóg kocha tak jakbyśmy byli jedynymi Jego dziećmi. Tym, co przeszkadza nam w pełni odczuwać tę miłość jest właśnie grzech, rzeczywistość oddzielająca nas od Boga. Jak mówił wspomniany bp Grzegorz Ryś:"Człowiek ma wolność decyzji. Podejmuje decyzje, za które odpowiada. A jednocześnie one dla mnie samego są zaskakujące. O tym pisze Paweł: chcę dobrze, wybieram zło." Dlatego właśnie nie potrafimy poradzić sobie z grzechem sami, potrzebne jest nam otwarcie się na łaskę Boga.

zaszliśmy trochę za daleko, to znaczy odeszliśmy od głównego wątku. Tak więc pozwoli Pan, że zakończę jednocześnie dziękując zań. O ludzkiej grzeszności moglibyśmy dyskutować w nieskończoność. Dla mnie przykazanie o miłości bliźniego swego jak siebie samego wyczerpuje temat. Jeśli pomyśleć o Bogu jako Innym - bliźnim rozwiązuje nam się odwieczny problem grzechu i łaski. Świat miłosierdzia splata się ze światem grzechu i łaski. Szczerze powiedziawszy moglibyśmy rzec błogosławiona wina. Nikt tak jak grzesznik nie dostępuje łaski i nikt tak jak on nie jest bliżej Chrystusa.

"Ż"- katolicyzm niewykluczony, "ż" - tu faktycznie byłaby sprzeczność. W tekście jest przymiotnik, zatem w sumie nie wiadomo czy mamy tu sprzeczność, czy nie?

Na pewno nie żydówką w sensie wyznania, bo Ida praktykowała wiarę katolicką i to w stopniu takim, że była gotowa przyjąć święcenia zakonne. Oczywiście narodowość żydowska nie wyklucza katolicyzmu, choć z drugiej strony przyjęcie katolicyzmu odbiera takiej osobie prawa wynikające z jej narodowości. Katolik nie może np zostać obywatelem Izraela.

A jeśli ktoś już jest obywatelem Izraela i przyjmie katolicyzm? Na to władze Izraela z tego co wiem są już bezradne i takiej osoby praw obywatelskich nie pozbywają.

No tak, ale to tylko wyjątek od reguły. Głośna była historia prawosławnej dziewczyny, która mogła uratować swoje życie przechodząc kosztowną operacje, którą podjął się sfinansować izraelski rząd, ale musiałaby przyjąć obywatelstwo Izraela i wyrzec się swojej wiary. Nie przystała na to uznając że wiara w Chrystusa jest dla niej cenniejsza niż życie.

Dla mnie jako agnostyka takie zachowanie jest nieracjonalne, ale podziwiam wierność własnym ideom. Pokazuje to także problem, że dla wielu państw/ludzi religia jest ważniejsza od człowieka.

ponieważ Ida jeszcze nie wiem Kim jest. Dopiero poszukuje siebie. Pan chciałby już wpisać kobietę na listę? Zawiłość ludzkich losów każe nam być ostrożnym, chociaż nasza polska rzeczywistość jest nader trudna a i wstydliwa w tej materii. O tym właśnie traktuje film, między innymi, jak prosto, szybko i z jaką łatwością gotowi jesteśmy przyklejać ludziom etykiety. Edyta Stein też ponoć tylko katoliczka, wielu nawet nie chce słyszeć, ile w sobie nosi ludzkich dróg, powołań, istnień,jak wiele wyznań, nacji...narodowości.

Edyta Stein odkryła bardzo konkretne powołanie: służenia Bogu w Kościele Katolickim i w zgromadzeniu karmelitanek bosych. Co do Idy, to święcenia nie są etykietką, ale decyzją. Decyzją nie tyle wyboru swojej wiary, co całkowitego ofiarowania się Bogu. Ida jako osoba ochrzczona, świadomie przyjmująca sakramenty, idąca drogą nowicjatu była katoliczką, wiec stwierdzenie że nie była nią jest mylące.

I swoją służbę zakończyła idąc na śmierć jako Żydówka z Żydami. Zawsze nią była, Jezus też. Nie w tym rzecz, czy była, czy nie była. Słowo 'jest' jest kluczem. Nie mogła wiedzieć kim jest. Gdyby wiedziała być może życie potoczyłoby się inaczej. Zresztą ostatecznie wybrała inna drogę. To tak jak z grzechem. Trzeba być świadomym siebie. To, że my sobie kogoś zaadoptujemy, tylko dla siebie zagarniemy nie znaczy jednakowoż że jest tym kim, chcielibyśmy, aby był. Pokropienie wodą to jeszcze nie święcenia.

Tak, jako Żydówka z narodowości, którą nigdy nie przestała być. podobnie jak od czasu przyjęcia chrztu nigdy nie przestała być katoliczką, a dziś jest świętą Kościoła. To prawda, że chrzest to jeszcze nie święcenia, ale włącza nas do Kościoła, choć w dorosłym życiu musimy ten wybór naszych rodziców potwierdzać naszymi już świadomymi wyborami. Trwanie w Kościele poprzez Sakramenty jest takim wyborem. Zgłoszenie do nowicjatu, aby w pełni ofiarować się Bogu również jest takim wyborem. To nie jest kwestia pochodzenia, czy narodowości. To tak, jakbyśmy w dorosłym życiu dowiedzieli się, że naprawdę mamy innych rodziców. Nie zmienia to naszej drogi życia, wykształcenia, zawodu który wykonujemy, wiary, którą praktykujemy, nie zmienia zaistniałych w naszym życiu faktów i decyzji.

polega na tym, ze 'sakrament' jakikolwiek udzielany przez katolickiego duchownego rozumiany jest mniej więcej tak : od dziś jesteś nasz. Nic z tego. Można być ochrzczonym, bierzmowanym... a to kim jestem, albo czyj zaświadczam sam swoim życiem. Można nie być ochrzczonym w katolickim Kościele a być naprawdę wspaniałym naśladowcą Jezusa, aż po bycie Chrystusowym. Łaska to nie jest 'coś' co przepływa przez ręce wyłącznie duchownych, wybranego Kościoła

Ida była dzieckiem uratowanym a zagłady i adoptowana przez katolicki zakon. Tam wychowana nie była świadoma skąd pochodzi. A może kto powinien jej o tym powiedzieć? Nie potrzebowała nowego imienia. Miała swoje. To tak jakbyśmy chcąc adoptować dziecko usiłowali oderwać go od jego korzeni.

To prawda, że życie weryfikuje wybory naszych rodziców. Ale znaczenie Sakramentów danych nam przez Boga jest dużo głębsze i wynika wprost z Ewangelii. Ktoś kto nie poznał Chrystusa a ma dobrze ukształtowanie sumienie i żyje zgodnie z nim, może Jezusa naśladować, nawet nie znając Jego imienia. Bóg obejmuje łaską wszystkich, na miarę ich dobrej woli. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy znamy Dekalog i Ewangelię, ale przyjmujemy je selektywnie, świadomie odrzucając choćby część z tego, co daje nam Bóg, aby uzdolnić nas do chrześcijańskiego życia. Jeśli nie wybieramy nauczania Chrystusa ale nasze własne lub to, które przekazuje nam świat.

"Tak Bóg umiłował świat..." "Świat" to nie jest rzeczywistość poza nami. Jezus został posłany do świata, Duch Święty jest w nim ożywicielem. Ewangelia to rzeczywistość dziejąca się w tym świecie, tu i teraz. Bóg nie odrzuca świata, wręcz przeciwnie, przyjmuje...Bardziej chodzi o metanoję, przemianę najsampierw serc ludzkich, a poprzez osobiste nawrócenie świat nam pięknieje.

To oczywiste, że Bóg nie odrzuca Swojego stworzenia. On stworzył świat jako rzeczywistość dobrą. Bóg odrzuca jedynie grzech, jaki po buncie szatana i nieposłuszeństwie pierwszych ludzi nad światem zapanował. Szatan nazywany jest przez Jezusa "władcą tego świata". Zapowiadając Swoje Wniebowstąpienie Jezus mówi do apostołów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję." pokazując, że to On, a nie doczesny świat jest dla nas źródłem prawdziwego pokoju. Nic stworzonego, materialnego nie zastąpi nam Boga, choć oczywiście jesteśmy powołani, aby ten zniekształcony grzechem świat przemieniać mocą Chrystusa w Królestwo Boże.

Jest katoliczką jako Anna, jednak jako Ida Lebenstein nigdy katoliczką nie była i myślę, że to autorka artykułu miała na myśli. Zatem dowiedziała się o swojej tożsamości rodzinnej której w ogóle nie znała. Temat co nieco kojarzy mi się z dylematami dziećmi adoptowanymi, kto jest rodzicem? ten który urodził czy spłodził, czy ten który wychował? Dzieci adoptowane tez nieraz gdy zbyt późno dowiadują się o swej adopcji nieraz dziwne dylematy miewają.

Ale nie ma dwóch osób: Anny i Idy- jest jedna osoba o dwóch imionach. Mamy jedną duszę, jedną świadomość i jedną wolną wolę, zgodnie z którą wybieramy także drogę naszej wiary. W której nie jest decydująca narodowość, czy tożsamość rodzinna, ale wejście w osobistą relację z Bogiem i decyzje wynikające z tej relacji.

Tu jednak nie o osobę chodzi, bo ta jest jedna, ale chodzi o różne tradycje na które ta osoba ma jakieś tam prawa się powoływać. To rodzi pewne dylematy, zwłaszcza u kogoś kto podejmował decyzje bardziej w celu "przypodobania się grupie" niż faktycznie one z niego pochodziły. Jest jeszcze inny aspekt, ten aspekt jest taki: "królik biegnie tam gdzie wyższa trawa", byle miał ku temu sposobność :P

Z opisu film wydaje się być sensowny, jak znajdę czas się skuszę, dziękuję, bo nagrody Hollywood nie są dla mnie wabikiem :P

Dlaczego ten artykuł zniknął z rubryki "kultura" i nie ma go też w tekstach pani Piotrowskiej? Jakby nie indywidualny odnośnik bym go ponownie nie znalazł, jakaś forma cenzury? Czy błąd systemowy? To na stałe czy się jeszcze pojawi?

jest na Facebooku. Poza tym ten artykuł jest z 2013 roku, Został, tak myślę, zamieszczony chwilowo, aby pani Anicie dać czas na napisanie nowego, świeżego. Tak więc niepotrzebne podejrzenia.

Nie patrzyłem na rok, a data dzienna była jakby bieżąca, widzę, że nawet miesięczna jest inna, ups :P

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]