Żydek z monetą

Kim jestem dla Ciebie? – pyta nas figurka Żyda na reklamującej krakowską wystawę ulotce.

08.07.2013

Czyta się kilka minut

Fragment ekspozycji w krakowskim Muzeum Etnograficznym / Fot. Marcin Wąsik / MEK
Fragment ekspozycji w krakowskim Muzeum Etnograficznym / Fot. Marcin Wąsik / MEK

Można powiedzieć, że w dzisiejszej Polsce figurek Żydów jest więcej niż ich samych” – czytamy na wejściu do sal wystawowych Muzeum Etnograficznego w Krakowie, gdzie można zobaczyć wystawę „Pamiątka, zabawka, talizman”. Drewniane, z modeliny albo szkła. Obrazki malowane, ale częściej po prostu drukowane.

Najpierw funkcjonowały jako figurki ludowe związane z obrzędami Bożego Narodzenia i Wielkanocy, po wojnie produkowane przez sankcjonowanych państwowo artystów ludowych, albo jako zapisane w drewnie wspomnienie o żydowskich sąsiadach. Ich najnowszym atrybutem jest błyszcząca moneta. Tak wyposażone zaludniają stacje benzynowe, sklepy z meblami i oczywiście kramiki z pamiątkami od Zakopanego po Kołobrzeg. Zamieszkują u naszych rodzin i znajomych.


POLAK Z WÓDKĄ


Część poświęcona Żydom z monetą otwiera wystawę, pewnie ze względu na powszechność tego przedstawienia. „Żyda w domu trzeba mieć, on pieniędzy będzie strzec” – instruuje nas komentarz wypalony na deseczce. Na odwrocie innego z obrazków czytamy dokładniejsze wskazówki o tym, że obrazek Żyda liczącego pieniądze trzeba powiesić przy drzwiach wejściowych domu i spoglądać na niego wychodząc, by przyniósł szczęście w interesach. W sobotę obrazek należy powiesić do góry nogami, by pieniądze zgromadzone przez Żyda przez tydzień mogły się wysypać z sakiewki.

– Żyd z pieniążkiem w domach i firmach stał się świętym patronem polskiego kapitalizmu – mówiła podczas towarzyszącej wystawie dyskusji Bożena Keff. Wyjęty z zamrażarki, postawiony poza swoim kontekstem. Niezależnie od tego, jaka jest intencja i świadomość kupujących, Żyd z monetą wywodzi się z samego serca antysemickiego stereotypu.

– Nienawidzę figurek z pieniążkiem – podczas tej samej rozmowy deklarował Stanisław Krajewski. – Nienawidzę, bo to magiczne ujmowanie Żydów, i mam poczucie, że ktoś każe mi się w tym portrecie odnaleźć, choć ani magia, ani pieniądze nie mają dla mnie wiele wspólnego z Żydami.

Od tego niby-uznania dla dobrej ręki do interesów do przekonania, że Żydzi kontrolują banki i światową politykę, nie jest tak daleko. Krajewski zachęcał do wyobrażenia sobie odwrotnej sytuacji: w Izraelu popularnymi stają się figurki przedstawiające Polaka z butelką wódki i czerwonym nosem, który ma być najlepszym zabezpieczeniem przed kacem. Kupujący zapewniają, że działa. W przypadku szczególnie dotkliwych dolegliwości należy odwrócić go do góry nogami, aby wytrząsnąć resztki alkoholu z organizmu. Miałby to być rzecz jasna przejaw uznania dla polskiej kultury picia i mocnej głowy. Sympatyczne, prawda?

Patrząc wstecz, widzimy rozkopane w poszukiwaniu złota tereny obozów zagłady, opłaty za wodę, szaber, bogacenie się na deportowanych. Skojarzenie Żydów i pieniędzy jest więcej niż nie na miejscu. Żyd z monetą zagościł jednak z pewnością w większej liczbie polskich domów niż „Złote żniwa” Jana Tomasza Grossa.

Choć ludowe przedstawienia często bywały stereotypowe (mamy w nich opasłego mnicha czy prostego chłopa), to niewinność tych figurek trzeba oceniać, pamiętając o wymordowaniu polskich Żydów. Czy naprawdę chcemy wypełnić pustkę, jaka po nich została, talizmanami? W tej perspektywie nawet figurki modlących się chasydów i skrzypków stają się problematyczne. Bo inni polscy Żydzi sprzed Zagłady i bogactwo ich życia zostają zredukowani do tej smutnej postaci, która nawet jeśli nie dzierży worka z pieniędzmi ani nie przelicza złotych dwudziestodolarówek, to jest równie jednowymiarowa.

Kurator wystawy, prof. Erica Lehrer z Uniwersytetu Concordia (Montreal) przyznaje, że połączenie Żyda ze szczęściem jest nie nowe, dlatego wystawę otwiera ul w kształcie Żyda. Z drugiej strony, popularność wizerunku Żyda z monetą zastanawia. Żyd z monetą stał się w Polsce mezuzą. Czymś znajdującym się w niemal każdym domu i mającym przynosić błogosławieństwo.


BEZ ŻYDA BIDA


Problematyczność przedstawień bez monety widoczna jest w przypadku Żydów emausowych. To figurka sprzedawana na jarmarku na krakowskim Zwierzyńcu w poniedziałek wielkanocny na odpuście. Figurki Żydów pojawiały się tam co najmniej od XIX w., wraz z przedstawieniami szlachciców, flisaków i górali. Zwyczaj zaniknął po wojnie, by odrodzić się w latach 70.

Muzeum Historyczne Krakowa zachęciło ludowych twórców do odtworzenia tradycji emausowych figurek. Żyd z Emaus najczęściej kiwa się nad modlitewnikiem. Prezentacji oryginalnych eksponatów z kolekcji Muzeum towarzyszy jednak film – zapis etnografów dokumentujący opinie i komentarze kupujących figurki na jarmarku. Emausowski oryginalny kiwający się Żyd modli się za nasze szczęście – przekonuje sprzedawczyni i dodaje: kto nie ma w domu z Emausu Żyda, tego spotka ciężka bida. Ważne żeby się kiwał – tłumaczy ktoś inny. Figurka kiwająca się składa nie-Żydom hołd na święta – mówi klient. Co roku, podczas lanego poniedziałku przychodzimy na Salwator zapolować na Żyda – mówi mężczyzna, szczycący się kolekcją figurek. Ta jest moją pierwszą, ale jeżeli będzie mi przynosiła szczęście, to będę kupował co roku – tłumaczy młody człowiek. – Kupiliśmy Żyda, nie mamy biedy. Działa. Więc kultywujemy tradycję – mówi kobieta. Ile w tym tradycji, a ile spotkania tejże z nowym przesądem?

Inny zupełnie charakter mają rzeźby tworzone przez twórców pracujących po wojnie dla Cepelii. Jeszcze czym innym są te tworzone z potrzeby serca. Szczególne miejsce na wystawie zajmują rzeźby Józefa Reguły, który tworzy je z dużą dbałością o szczegóły, starając się odmalować w nich przedwojenne żydowskie życie. Urodzony po wojnie Reguła opowiada, jak zainspirowała go lektura książek Singera, Babla i fotografie Altera Kacyzne. Czyta, chce dowiedzieć się o religii i obyczajach. W rzeźbach przedstawia również kobiety zapalające świece, handlarki, matki, czasem całe, wtulone w siebie rodziny. Można też zobaczyć chasyda trzymającego w ramionach dziecko.


TWARZĄ W TWARZ


Swojego pierwszego drewnianego Żydka Erica Lehrer spotkała w kiosku z pamiątkami w Zakopanem. Żydek kiwał się, czytając modlitewnik. Był początek lat 90.

– W końcu lat 90. nie widywałam takich z monetą, one pojawiają się jakby później – opowiada. – Potem zaczęłam badać żydowskich turystów odwiedzających Polskę i od nich słyszałam oburzenie i pytania o figurki. W latach 1999–2000 zaczęła więc szukać odpowiedzi. Przeprowadzała wywiady ze sprzedawcami, kupującymi i rzeźbiarzami. Ale napotkanie Żyda z monetą to był wstrząs, zupełnie inne uczucie.

Lehrer jest antropolożką i etnografką, ostatnio wydała książkę „Jewish Poland Revisited. Heritage Tourism in Unquiet Places”, która dotyczy pamięci o Żydach w przestrzeni i działaniach kulturalnych na krakowskim Kazimierzu, opowiadającą też o ludziach zajmujących się żydowską historią, dziedzictwem lub odkrywających Polskę jako kraj swoich żydowskich przodków. Obecność Żydów w świadomości Polaków jest więc od wielu lat tematem jej studiów. Zastrzega: nie jestem kuratorką, tylko antropolożką, w tym wypadku muzeum jest techniką prowadzenia badań. Ma zgromadzić wokół tematu ludzi, zadać im pytania, spróbować zebrać odpowiedzi.

Lehrer utożsamia się z prądem krytycznego muzealnictwa, który stara się użyć istniejących kolekcji do stawiania pytań.

W tym wypadku była to istniejąca kolekcja Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Wybór muzeum jest tu nieprzypadkowy. Podczas pierwszej wizyty na jego dawnej wystawie, Lehrer zastanowiły prezentowane kukiełki i figurki Żydów. Stały w gablotach podpisane zwięźle „Żyd”, bez żadnego dodatkowego komentarza. Stąd może inspiracja, żeby zrobić wystawę umieszczającą figurki z monetą w szerszym kontekście ludowych przedstawień Żydów. Zamiast piętnować, można pytać: na ile to faktycznie tradycja, a na ile późniejsza naleciałość?

Twórcy wystawy zastanawiali się również, co zrobić, by na figurki nie spoglądać z góry, jak często zdarza się w muzeum, gdy patrzymy na modele indiańskiej wioski. To jest jednak małe przedstawienie osoby, z którą możesz zrobić, co tylko chcesz – zaznacza Lehrer i przypomina, jak na filmie z Emausa sprzedawczyni przekręca główkę Żyda: może ją trzymać tak lub odwrotnie. Żeby tego uniknąć, projektanci wystawy umieszczą na ścianach portrety figurek. Stajemy więc z nimi twarzą w twarz. Ich powiększone zdjęcia znajdują się dokładnie na wysokości naszego wzroku.


NAJSŁODSZY PRZEJAW


Lehrer sięga po termin interrogative museum, czyli muzeum zadające pytania, który ukuli Ivan Karp i Corinne Kratz. Tak właśnie myślała o swojej wystawie i to wydaje się siłą tego przedsięwzięcia. Zostawia widza z niepokojem i każe mu samemu rozsądzić. Kim jestem dla Ciebie? – pyta nas dziś drewniana figurka Żydka z monetą na reklamującej wystawę ulotce. Również strona internetowa zachęca, by wysłać zdjęcie Żyda z monetą, którego się posiada, i wytłumaczyć, jakie ma znaczenie. W kolejnych częściach wystawy odwiedzającemu zadawane są pytania i zachęca się go do wpisania odpowiedzi do leżących obok zeszytów.

„Przyznam, że przez wiele lat w ogóle nie zastanawiałam się nad nimi. Po prostu były. Dopiero kiedy odwiedził mnie przyjaciel z Izraela, zaczęłam rozumieć, jak nieprzyjemne odczucia mogą budzić. Chociaż odniósł się do nich z humorem, nazywając je »Najsłodszym przejawem antysemityzmu«, to uważam, że nie powinno być dla nich miejsca w sklepach z pamiątkami” – pisze ktoś w jednym z komentarzy. „Nie widzę w tych figurkach nic szczególnie złego, jednak pewnie bym się dziwnie czuła, gdybym była Żydówką i patrzyła na te rzeźby” – stwierdza ktoś inny. „Taki obrazek jest dla mnie czymś zupełnie normalnym, taki sam element przedpokoju jak regał czy lampa. To po prostu pamiątka po polsko-żydowskiej przeszłości” – pisze ktoś po odwiedzeniu wystawy. Wpisy po angielsku mówią o wstrząsie, wrażeniu, że to obraźliwe i odrażające, rzadziej o tym, że figurki są przejawem utraconego elementu polskiej kultury. „Pierwszy raz na tej wystawie dowiedziałam się o takich obrzędach. Nie wiedziałam też, że kupowanie podobizn Żydów z pieniążkiem jest zjawiskiem tak rozpowszechnionym” – zauważa odwiedzająca, deklarująca się jako katoliczka.


Wystawa „Pamiątka, zabawka, talizman”, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, czynna do 14 lipca br.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Teolożka i publicystka a od listopada 2020 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Zajmuje się dialogiem chrześcijańsko-żydowskim oraz teologią feministyczną. Studiowała na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie i na Uniwersytecie Hebrajskim w… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2013