Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zima w Grasse

Zima w Grasse

10.05.2015
Czyta się kilka minut
„Ich rosyjskie życie toczyło się w cudzej willi, tkwiącej wysoko nad miastem jak statek na skałach.
C

Czuli się tam jak załoga Nansenowskiego »Frama« na zamarzniętych wodach Oceanu Arktycznego – rozbitkowie, którym przyszło zimować na morzu obcej historii, w spiętrzonych lodach Prowansji”.

Paradoksalny, oksymoroniczny obraz, który znalazł się już w tytule, sdobrze oddaje klimat niezwykłej opowieści o jednym z największych pisarzy rosyjskich, Iwanie Aleksiejewiczu Buninie, najważniejszym z lokatorów willi „Jeannette” w Grasse. Pozostali wojenni mieszkańcy „Żanety” to Wiera Muromcewa, druga żona Bunina, pisarka Galina Kuzniecowa, jego była już kochanka (był z nią związany od 1926 r.), śpiewaczka Margarita Stiepun, partnerka Galiny, pisarz Leonid Zurow, przyjaciel Wiery, i krytyk Aleksander Bachrach, który – jak pisze Renata Lis – „w Grasse był trochę sekretarzem Bunina, a trochę jego eckermannem”.

Już to wyliczenie wskazuje jeden z najważniejszych wątków książki, prowadzony zresztą bez zbędnych dopowiedzeń i niewczesnego psychologizowania – powracający motyw trójkąta, pełną napięcia grę uczuć we wspólnocie skupionej wokół pisarza, który swoim wielkim tematem uczynił miłość i związane z nią cierpienie. Jeden z rozdziałów skomponowany został jako kolaż fragmentów trzech dzienników – Muromcewej, Kuzniecowej i Bunina – pisanych w latach 1927-33. Kiedy Bunin otrzymał w 1933 r. literacką Nagrodę Nobla, do Paryża, a następnie do Sztokholmu pojechali wszyscy troje.

Nobel dla Bunina rozwścieczył władców ZSRR, zwłaszcza że autor „Życia Arsieniewa” obraził przy okazji zasłużonąbolszewiczkę Aleksandrę Kołłontaj, która była wówczas ambasadorem w Szwecji. W późniejszych latach Moskwa zaczęła jednak czynić wobec pisarza umizgi, chcąc go skłonić do powrotu do Rosji, a równocześnie otaczając go siecią agentów i starając się podważyć jego pozycję w środowisku emigracyjnym. Autorka pokazuje jednak dobitnie, że stosunek Bunina do rewolucji bolszewickiej i jej następstw nie zmienił się od czasów „Nieszczęsnych dni” – pozbawionego wszelkich złudzeń dziennika czasu rewolucyjnego przełomu. To kolejny istotny temat: najgłębsze, duchowe źródła sprzeciwu Bunina wobec sowietyzmu. Sprzeciwu, który zresztą w chwili wybuchu wojny między nazistowskimi Niemcami a ZSRR nie popchnął go – inaczej niż wielu innych białych Rosjan – w stronę Hitlera. Obu totalitaryzmom i wywołanemu przez nie wojennemu szaleństwu przyglądał się z bezsilną rozpaczą i równie bezsilną furią.

„W lodach Prowansji” to hołd złożony Buninowi – sporo miejsca poświęca Renata Lis jego późnemu arcydziełu, „Ciemnym alejom”, czyli zbiorowi opowiadań, z których część opublikowała niedawno we własnym przekładzie razem ze wspomnianymi „Dniami”. Portret pisarza, jaki się z tej książki wyłania, najdalszy jest jednak od hagiograficznego oleodruku, to samo zresztą dotyczy zarówno obrazu emigracji rosyjskiej, jak Francji w dobie wojny. Jest w tej barwnej i pieczołowicie komponowanej mozaice empatia, ale i ironia, tragizm i tragiczna śmieszność, by wspomnieć zawiść Dymitra Mereżkowskiego, który sam bezskutecznie czekał na Nobla. Jest też niezwykłe wyczucie szczegółu i trafnie dobranego cytatu, Buninowska właśnie wrażliwość na naturę i ostrość widzenia.

Brak miejsca, by odsłonić tu i opisać wszystkie warstwy tej opowieści. Sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, zaskakując nas niespodziewanym zwrotem akcji i nieoczekiwaną analogią, zasługiwałby na osobną analizę. A przenosząc nas w przeszłość, w emigranckie lata Bunina, do przedwojennej, wojennej i powojennej Francji, ale także do obecnej nieustannie w jego prozie Rosji sprzed „Nieszczęsnych dni”, Renata Lis nie pozwala zapomnieć czytelnikowi, że swoją książkę pisała tu i teraz. W latach rosyjskiej agresji na Ukrainę i karykaturalnego wykorzystywania przez ekipę Putina dawnych symboli, jak owa „wstążeczka świętego Jerzego”, której autorka poświęca kilka akapitów. Portret pisarza ucieleśniającego swoim dziełem, ale też biografią wielkość rosyjskiej kultury staje się emocjonalnym rozliczeniem z Rosją współczesną. ©℗

Renata Lis „W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu”, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2015.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]