Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zielono mi

Zielono mi

28.05.2017
Czyta się kilka minut
Ojciec Tadeusz Rydzyk stwierdził podobno (na głośnej toruńskiej konferencji antyekologicznej), że wegetarianizm zmienia ludzi w kozy.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
A

A owa „kapryzacja” (tak to chyba będzie po łacinie, skoro koza to w języku Wergiliusza capra) jest oczywiście elementem szerszego procesu, o którym z mównicy kazali inni piewcy trendu, określanego przeze mnie roboczo „teologią schabowego”: współczesna lewacka kultura animalizuje ludzi i humanizuje zwierzęta.

Czas więc na pierwszy w historii coming out autora „TP”: otóż tak – jestem kozą. Lewacką. Zanimalizowanym (przez swój wegetarianizm) byłym człowiekiem, który w dodatku ośmiela się twierdzić, iż misja człowieka w odniesieniu do innych stworzeń nie wyczerpuje się w dbaniu o to, by smakowicie prezentowały się w panierce na talerzyku ojca dyrektora.

Uczestnicy toruńskiego konwentyklu poszli kompletnie w poprzek sposobu myślenia o relacjach człowieka z resztą Stworzenia, jaki proponuje w swoim nauczaniu (patrz encyklika „Laudato si”) papież...

7018

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jakże to wspaniałomyślne co Pan wypisuje - mięsożercy niszczą nam ziemię. Kolejny tekst na podobnym poziomie co słowa ojca Tadeusza, o przeistaczaniu się w kozę. Tak sobie kombinuję, czy rzeczywiście nie jedząc mięsa zbawiam świat. Zapewne nie brzydzi się Pan nowinkami technologicznym, samochodami i tą cała technologiczną maszynerią. Elektryczność też pewnie Pana nie brzydzi. Wodę popija z plastikowej butelki, o codziennej kąpieli w cieplutkiej czyściutkiej wodzie nie wspomnę. Mógłbym tak dalej i długo jeszcze wymieniać, o pachnidłach, papierku do tego i owego, ale po co. Śwince cierpienia nie zadam, ale komarowi z laczka przysolę z przyjemnością. Wszystko to bierze się z ignorancji i niedouczenia, z wybiórczego dobierania sobie argumentów. Jest coś takiego jak instynkt przetrwania, walka o byt, ewolucja, ekspansja gatunku. W te mechanizmy rozwoju wielu nie wierzy, jednak one działają, znaczy boska w nich tkwi moc. Bo napisano - rozmnażajcie się. Tego skwapliwie Pan nie dodał w cytacie o czynieniu sobie ziemi poddanej. Czyli jesteśmy za rozmnażaniem, a przeciw pożeraniu świnek. Co to jednak za logika. Jeśli już jestem, muszę napełnić brzuszek, jeśli pożywię się korzonkami, starczy dla więcej brzuszków, ale co to zmienia. Jeszcze więcej brzuszków to koniec końców mniej korzonków dla mnie, lepiej dać je śwince, utuczyć ją i potem pożreć samemu. To egoistyczne owszem, ale miliony głodnych brzuszków marzy o tym aby nasze miejcie przy korycie zająć, nic to nie da, że jeden z drugim będą ratować świat jedząc korzonki. W całej tej logice lewactwo nie ma nic do rzeczy. W wiekach średnich, gdy głód był naturalnym stanem rzeczy, zaś szlachcie i klerowi postami ograniczano obżarstwo, dzielenie się jadłem z głodującym ludem pracującym, jaśnie państwu myśl taka nie zaświtała. Nas dziś też nie obchodzą zasoby naturalne ani ich grabież, czy marnotrawstwo. Im więcej brzuszków do napełnienia tym lepiej - nieprawdaż. Taki Kowalski może i by nie chciał użerać się ze zgrają potomstwa, karmić go i zabiegać o jego byt. Wystarczył by mu jeden, góra dwoje potomków. Ale nie kościół każe się rozmnażać, a władza utrudnia dostęp do antykoncepcji. Natura zaś zmusza go do napychania brzuszka, męczy potrzebami cielesnymi. On z natury słaby jest i cudów świata nie ogarnia, ma gdzieś piękno wschodów i zachodów słońca. Na obiad ma być pełna micha a nie gadka o zasobach.

Szymonowi nie chodziło o całkowite zaprzestanie "pozerania swinek" jak raczyłes to określić ale o ograniczenie się trochę. Nie wpierdzielanie kotleta codziennie. Nie ma takiej potrzeby ani życiowej, ani rozwojowej ani metabolicznej. A to jak traktuje się żywe bądź co bądź istoty w ubojniach i rzeźniach sklania mnie do przyznania prawie calkowitej racji temu, kto wieszczyl, że kultura zachodnia humanizuje zwierzęta, a animalizuje ludzi. Tylko, ze to nie kultura. To ludzie sami się zezwierzecaja traktując zwierzęta tak, ze człowieczeństwo pokrywa się rumieńcem zażenowania. To nie zadne homoekodzendery. To nasi wspaniali Polacy katolicy.

Pośród innych argumentów w artykule podane są fakty, świadczące o tym, że pożeranie mięsa w ilościach takich, jakie konsumują polakokatolicy, prowadzą do zniszczenia środowiska w takim stopniu, że uniemożliwi to praktycznie życie dla większości ludzi. Przedewszystkim ze względu na zużycie wody, której jest coraz mniej w tych miejscach, w których możemy z niej korzystać. A dzięki między innymi kościołowi katolickiemu ilość ludzi na świecie zwiększa się w sposób zastraszający. Nawet jeśli w dalszym ciągu część wojen dotyczy ropy, to już w tej chwili wiele jest spowodowanych brakiem dostępu do wody. Wojen tych będzie więcej, a konsekwencje tego są nieprzewidywalne. Zjadając więc kotleta stwarzasz problemy dla swoich potomków.

Z Dziejów Apostolskich:Następnego dnia, gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta, wszedł Piotr na dach, aby się pomodlić. Była mniej więcej szósta godzina. Odczuwał głód i chciał coś zjeść. Kiedy przygotowywano mu posiłek, wpadł w zachwycenie. Widzi niebo otwarte i jakiś spuszczający się przedmiot, podobny do wielkiego płótna czterema końcami opadającego ku ziemi. Były w nim wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy naziemne i ptaki powietrzne. «Zabijaj, Piotrze i jedz!» - odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» - odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». Powtórzyło się to trzy razy i natychmiast wzięto ten przedmiot do nieba.

potem wyszło na to, że była to tylko podpucha, skąd pewność, że i tu nie było podobnie?

ta koncepcja :)))

Religie Abrahamowe nie należą do najinteligentniejszych, ogłaszając człowieka panem wszystkiego na ziemi judaizm dał mu narzędzie do samounicestwienia. O wiele mądrzejsze są religie nakazujące szacunek dla wszystkiego co nas otacza i umiar w korzystaniu z dobrodziejstw natury. Dobrze by było, żeby katolicy wreszcie to zrozumieli.

Święte słowa. Dodałbym, że ponoć człowieka Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo. Btw, znam osoby, które słuchanie rydzykowego radia autentycznie zamieniło w świnie.

co krok to humbug

ale mordu na masową skalę na biednych roślinach też chyba raczej nie? Osobiście nie mam na ogół zwyczaju wartościować życia na zasadzie które lepsze, które gorsze (poza tym własnym i bliskich), zatem nie widzę nadmiernej różnicy w tym czy mordujemy rośliny czy zwierzęta, byle nie czynić tego dla przyjemności i ponad niezbędną miarę. (Obżarstwo to nie tyle grzech, to zbrodnia.)

Podczas pobytu w GB przez pełne dwa lata nie konsumowałem mięsa ( ok, uczciwie przyznam, że czasami spożyłem sobie jakąś rybę ). Mieszkałem w pobliżu dobrze zaopatrzonego sklepu, w którym Hindusi sprzedawali całą gamę warzyw, owoców i przypraw, z których sporo pochodziło z Indii. Pamiętam, że kupiłem sobie kiedyś worek z czerwoną cebulą, która była tak słodka, że można ją było konsumować prawie tak jak jabłko. Po powrocie do Polski wróciłem do wszystkożerstwa tak aby nie sprawiać kłopotu wszystkożernemu otoczeniu. Reasumując, są miejsca na świecie gdzie relatywnie łatwo zostać wegetarianinem. Zawsze mnie irytował widok kobiety z kiełbasą w ręku.

ma swoje jasne i ciemne strony. Do ciemnych można zaliczyć np. ukrywanie przed konsumentem wiedzy o technologii produkcji żywności. Powód jest oczywisty - ta wiedza nie poprawi apetytu konsumenta, raczej go pozbawi. Tak więc żyjemy sobie, żeby żyć - spożywamy, często w zupełnej nieświadomości w jaki sposób żywność jest przygotowywana. Autor przekonuje, że postęp nie usprawiedliwia naszej ignorancji w tym zakresie. Uważa, że rozwojowi cywilizacyjnemu powinien towarzyszyć rozwój duchowy. Krótko mówiąc - spodziewa się, że usprawnienie zabijania zwierząt podniesie u ludzi poziom empatii do nich. Nic, tylko załamać ręce :) Mimo tej ironii podzielam poglądy Autora i serdecznie Go tutaj pozdrawiam.

Jak można być Polakiem-katolikiem nie jedząc tradycyjnego, staropolskiego kebaba w ostrym sosie? Jak? Toć to grzech i dżender! ;)

Też dokonuję w tej chwili coming outu. Jako prawicowiec, a nawet Polakokatol! Od 30 lat nie jem mięsa. Znałem też paru księży (rzymskich) wegetarian. A do kozy jestem coraz mniej podobny :)

siedzenia". Czyli tym samym, im więcej razy człowiek zmienia swoje usytuowanie(w szerokim rozumieniu sytuacji życiowej), tym zdobywa szerszy horyzont oglądu rzeczywistości. Szymon, jak wiadomo, to człek w świecie bywały, co widział już niejedno. O takich też się powiada: "z niejednego pieca chleb jadał". Tylko na całym świecie są piece i piece-tzn takie do wypieku "zwykłego chleba", ale też i takie do wypieku "ekskluzywnych ciasteczek". Wbrew twierdzeniom pewnej Pani z Wersalu-chleba nie jest tak łatwo zastąpić ciasteczkami. A diety "zwykłej"-dietą "ekskluzywną"-choćby ze względu na ceny(ceny najtańszego nabiału nigdy nie zejdą poniżej ceny pasztetowej, czy parówek drobiowych); ale i nie tylko-bo i żeby strawić wegetariańskie białka i węglowodany, potrzeba komfortu wolności od ciężkiej pracy fizycznej-a ta z reguły jest dość nisko opłacana, zajmuje sporą część doby i zmusza do szukania "tanich źródeł energii". To nie "teologia schabowego" nakręca mięsożerność, ale globalny system, w którym regułą jest pasożytowanie wąskiej "ciasteczkowej" elity, na "masach zjadaczy chleba". Bo tak naprawdę, ów szeroki horyzont rzeczywistości, to nie tylko krajoznawcza turystyka, ale i umiejętność( i chęć) "wejścia w buty" drugiego człowieka...Zaś Tadziu walnął z tą kozą, pewnie przypominając sobie czas z dzieciństwa (w biedzie sześciorga rodzeństwa wychowywanych przez samotną matkę), bo na Zagłębiu (sam pochodzi z Olkusza), chłop jak wracał z roboty do domu, a kobita dawała mu tylko warzywka na obiad, to mówił że to jest "żarcie dla kozy". No i widać, że się to Tadziowi utrwaliło, gdy w domu pojawił się zastępczy "tatuś"... No i problem epitetu "lewak" w odniesieniu do Szymona-jak z biblijnym "głupcem, co rzekł w swoim sercu-nie ma Boga"(bo istotą lewackoście jest odrzucenie Boga i istoty racjonalności)może mieć coś wspólnego człowiek, który daje tak ogromne świadectwo wiary w Boga Objawionego? To, że w polemicznej gorączce zdarza się Szymonowi czasem zaargumentować "od lewej strony", nie oznacza wcale, że ma on coś istotnie wspólnego z lewacką degrengoladą moralności i intelektu. Zresztą z drugiej strony, klerykalno-prawicowa retoryka w duchu integryzmu religijnego, jest także poważnym problemem Kościoła w Polsce; z tym że tego ideologicznego skrzywienia w jedną stronę, nie można naprawiać krzywieniem w stronę drugą wg napomnienia: "zło dobrem zwyciężaj"

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]