Reklama

Żegnaj książę

Żegnaj książę

24.04.2016
Czyta się kilka minut
Dla dzieci dorastających w latach 80., płaczących dziś po nim purpurowymi łzami na profilach portali społecznościowych, był Jimmy`m Hendrixem ich czasów.
Prince podczas koncertu w Rotterdamie, 17.08.1986 r. / Fot. Roel Dijkstra/ Sunshine/EAST NEWS
C

Czy ktoś pamięta jeszcze „Prinsównę”, śpiewaną przez Renatę Przemyk z zespołem Ya Hozna? Autoironiczny, absurdalny tekst Sławomira Wolskiego o dziewczynie, która pod wpływem zachęcającego refrenu dobiegającego z głośników, zamiast drukować na powielaczu ulotki, spędza całą noc z Księciem, słuchając „Purple Rain” i pod jego wpływem odkrywa, że bliżej jej do nimfomanki z „Darling Nikki Grind” niż zaangażowanej opozycjonistki z czasów tuż po stanie wojennym? Nieważne, czy był oparty na prawdziwej historii. Każda dziewczyna z bloku rzuciłaby w kąt książki, bibułę i wszystko inne, gdyby Książę podjechał pod jej klatkę lśniącym motorem. Muzyka Prince`a miała moc zdolną pchnąć na manowce nawet najsurowszych purytan oddanych Sprawie. Polska szarzyzna, a tu nagle: bach, taka „miłość zakazanych sfer”, wirujący seks bez żadnych niedopowiedzeń, jak kiedyś w pruderyjnej Ameryce rozhuśtane biodra Presleya. Sprawdziłam: na Liście Przebojów Trójki (słuchanej wtedy obowiązkowo i spisywanej w zeszycie) „When Doves Cry” z tego samego albumu – ścieżki dźwiękowej do filmu – pojawia się w zestawieniu z końca lipca na 34. pozycji i pnie w górę dość powoli, dochodząc do miejsca czternastego. Tytułowy „Purple Rain” w listopadzie tego samego roku jest na piętnastym. Sąsiadowała z nim m.in. „Tonight”, niezapomniany duet Tiny Turner i Davida Bowie.

Ale zaraz, zaraz? Jak to możliwe, że Prince nie żyje? Zmarł 21 kwietnia. Starszy od niego David Bowie wyprzedził go o kilka miesięcy, odchodząc w styczniu. Mieli ze sobą mnóstwo wspólnego. Talent do kreowania wyrazistego scenicznego wizerunku, skłonność do gry z konwencjami, w tym świadomego wykorzystania estetyki kiczu, prowokowania (Tipper Gore, ówczesna małżonka późniejszego wiceprezydenta USA posłuchała wspomnianej „Nikki Grind” i zszokowana dosłownością tekstu wymogła na wydawcy oznaczenie płyty naklejką z ostrzeżeniem dla rodziców), wytyczania nowych szlaków w kulturze popularnej. Prince Roger Nelson, samouk z muzycznie uzdolnionej rodziny, który jako nadpobudliwy, epileptyczny dzieciak robił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę i zostało mu to na zawsze. Nie zamykał się w jednej szufladce, jednej stylistyce, próbował swoich sił chyba we wszystkich gatunkach muzycznych: funk, soul, pop, rhytm and blues, rock, dance. Stał za tym talent, autentyczna, nie wykreowana przez speców z wytwórni osobowość – i praca. Komponował, pisał teksty. Był z niego świetny tancerz, który podobnie jak Bowie stał się ikoną mody. Aktor. Producent (ma na koncie między innymi największy przebój Sinead O`Connor z jej debiutanckiej płyty, „Nothing Compares 2 U”). A przede wszystkim znakomity gitarzysta. Eric Clapton, zapytany, jak to jest być najlepszym żyjącym gitarzystą na świecie odparł kiedyś: „Nie wiem. Spytajcie Prince`a”.

Jak na prawdziwego Księcia przystało, robił wszystko po swojemu – przez całe życie. Nie zawahał się zaprotestować przeciw eksploatowaniu go – jak twierdził – przez wytwórnię Warner Bros, z którą był związany kontraktem, i zawalczyć o swoje, nawet kosztem czasowej rezygnacji ze swojej marki scenicznej. Stał się wtedy po prostu Artystą Wcześniej Znanym Jako Prince, co w muzycznym świecie było precedensem. A potem, ku zadziwieniu wszystkich, którzy śledzili jego dotychczas mocno rozrywkowy tryb życia, przystąpił do Świadków Jehowy.

Dla dzieci dorastających w latach 80., płaczących dziś po nim purpurowymi łzami na profilach portali społecznościowych, był Jimmy`m Hendrixem ich czasów. Kolejną gwiazdą, która zgasła za wcześnie. Coraz ich więcej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Pisarka, dziennikarka, założycielka Stacji Muranów. Kontakt z autorką: chomatowska@tygodnik.com.pl

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ale na tym sie kończy o nim moja wiedza... niech spoczywa w spokoju

Autorka przywołuje dwukrotnie utwór, którego tekst zniesmaczył Tipper Gore. W pierwszym akapicie zatytułowała go „Darling Nikki Grind”, a w drugim "Nikki Grind". W rzeczywistości piosenka nazywa się "Darling Nikki". Nikki Grind, jak podają internetowe wyszukiwarki, jest amerykańską gwiazdą porno, która nie ma nic wspólnego z bohaterką przywołanego utworu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]