„Zbyszek nic nie umiał. Był absolutnie bezradny w sferze techniki aktorskiej (…) Nie umiał zatrzymać i utrwalić raz zdobytego wyrazu (…) Był jak dziecko i jego aktorstwo było dziecięce: autentyczne i jednorazowe (…) Ale »przedziwność« i »jedyność« jego aktorstwa polegały właśnie na tym, że mógł nic nie umieć i być wybitnym artystą filmowym”. To słowa niekwestionowanego mistrza aktorskiej techniki, Jana Kreczmara, i tego akurat cytatu nie znajdziemy w biografii Zbigniewa Cybulskiego napisanej przez Dorotę Karaś (wcześniej współautorkę biografii Anny Walentynowicz i Jerzego Urbana).
Przeczytamy natomiast wiele o spotkaniu tych dwóch aktorów na planie „Szyfrów” (1966) Wojciecha Jerzego Hasa i ten jeden z najbardziej tajemniczych polskich filmów okaże się jednym z ostatnich w niespełna czterdziestoletnim życiu „Zbyszka”. Przerwanym nagle i zwieńczonym – jak przystało na największą gwiazdę kina PRL-u – dwoma pogrzebami.
Od nich właśnie rozpoczyna się książka „Podwójne salto”, pierwsze tak wielowymiarowe spojrzenie na człowieka, który jeszcze za życia stał się ikoną – i akurat w jego przypadku nie jest to puste słowo. Po śmierci zaś doczekał się jedynego w swoim rodzaju filmowego epitafium, jakim było, przynajmniej po części, „Wszystko na sprzedaż” (1969) Andrzeja Wajdy.
„Cybulski. Podwójne salto”: życie i gwiazdorstwo bez taryfy ulgowej
Pod koniec lat 50. Cybulski wprowadził na polskie ekrany „amerykański” styl gry, darujmy sobie jednak prowincjonalne porównania do Jamesa Deana czy Marlona Brando (którymi zresztą fascynował się otwarcie), bo po latach sam inspirował, chociażby Roberta De Niro w „Taksówkarzu”. W tym przypadku chodziło o charakterystyczne ciemne okulary, ściągane na planie bardzo rzadko, np. do kostiumowej roli Alfonsa van Wordena w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” (1964).
Lecz nawet i tam legendarne „bryle” organicznie wtopiłyby się w niespokojną twarz i nadruchliwą osobowość XVIII-wiecznego awanturnika. Zwłaszcza że Cybulski bywał nim także w codziennym życiu, prawie do granic samozatracenia, i książka, szczególnie w ostatnich rozdziałach, traktuje ten aspekt życia i gwiazdorstwa bez taryfy ulgowej.
Nie da się zdjąć tych ciemnych okularów, noszonych przez aktora z powodu kurzej ślepoty, kiedy patrzy się na wczesną biografię Cybulskiego, niemal wzorcowo zwalcowaną przez historię XX w. (na ironię może zakrawać fakt, iż podobne okulary staną się w przyszłości atrybutem spokrewnionego z aktorem generała Jaruzelskiego – książka szczegółowo przedstawia ich wspólną genealogię).
Historia przetoczyła się brutalnie wraz z Sowietami przez dwór dziadków aktora w kresowym Kniażu i przez losy nastoletniego repatrianta rzuconego bez rodziców na tzw. ziemie odzyskane. Skazywała nie tylko na ciągłą poniewierkę, ale i poczucie wewnętrznego niezadomowienia, które autorka książki wielokrotnie podkreśla.
Śledzi jednocześnie, jak zmieniała się młodzieńcza wrażliwość, hartowana przez kolejne próby, rosnące wyzwania i nowe ambicje. Jak „chory na Polskę” romantyk odnalazł się rychło w aktorstwie, choć nie mieścił się w tradycyjnym teatrze i szybko pokazał mu język, podobnie jak i całej socrealistycznej rzeczywistości, tworząc w Gdańsku unikalny studencki teatr Bim-Bom. Już wtedy „węszył widza przez rampę”, choć dopiero występ w „Popiele i diamencie” (1958) pokazał, cóż to był za genialny węch.
Zbigniew Cybulski: trudne aspekty bycia gwiazdą
Karaś wiele miejsca poświęca przekleństwu, jakim paradoksalnie była dla Cybulskiego rola Maćka Chełmickiego, w życiu zawodowym i prywatnym. Przypomina, że Wajda dopiero pod wpływem namów Janusza Morgensterna, pełniącego funkcję drugiego reżysera, zobaczył w tym jakże współczesnym aktorze, z całą jego charakterystyczną stylówką, akowca wyrzuconego na śmietnik historii. To najlepszy rozdział w całej książce, pełen osobliwych dochodzeń, anegdot i pysznych cytatów, jak ten Wajdowski: „Pozwoliłem mu grać, jak chciał i to mnie uratowało”.
Stopienie się człowieka, roli i aktorskiej persony przyniesie potem grube konsekwencje. Także w dalszej karierze Cybulskiego – mimo że będzie grywał postacie zróżnicowane, dla wielu już na zawsze pozostanie tamtym „Maćkiem”. W filmach „Jak być kochaną” (1962), „Salcie” (1965) czy we wspomnianych „Szyfrach” będzie obsadzany bądź odbierany wedle klucza, niczym przedłużenie tamtej arcypolskiej „roli życia”.
Biografia dotyka tutaj jednego z trudniejszych aspektów bycia gwiazdą, której chodzi o coś więcej niż odcinanie kuponów, lecz nie potrafi wyzwolić się z własnych słabości. Kiedy Cybulski stał się zakładnikiem swojego sukcesu i wizerunku, pragnął nie tylko powtórzenia czy przeskoczenia go, nie tyle międzynarodowej kariery, o którą zresztą się otarł. Marzyło mu się reżyserowanie i jedynie na scenie udało mu się na chwilę stanąć po tej drugiej stronie.
Albowiem owa energia, która tak sugestywnie rozsadzała go od środka na ekranie, nie znajdowała tam pełnego ujścia. „Zawsze się spalał w rolach, z czasem zaczął się spalać również w życiu” – pisał o nim Aleksander Jackiewicz. W nakreślonym przez Karaś portrecie psychologicznym Cybulskiego liczne tęsknoty i niespełnienia (w tym katalog ról, których nie udało mu się zagrać) pogłębia chorobliwe skupienie na sobie i ciągła gonitwa za czymś nieuchwytnym, często kosztem najbliższych. Dotyka tego równie „ciemny” wątek syna, naznaczonego imieniem bohatera „Popiołu i diamentu”, ale przede wszystkim ojcowską sławą i nieobecnością.
„Cybulski. Podwójne salto” to opowieść o życiu ponad miarę
„Podwójne salto”, świetnie udokumentowane, zaglądające do wielu dotychczas zaplombowanych skrzyń, zawiera także sporo „niewinnego czarodziejstwa” lat 60. Dykteryjki z okresu trójmiejskiego i „Księstwa Warszawskiego”, przyjaźń z Bogusławem Kobielą, epizod z Édith Piaf i Marleną Dietrich, rozliczne miłości i miłostki, stronią od tabloidowej sensacji czy umacniania legendy. Odtwarzają koloryt epoki, a w niej fenomen kulturowy Zbigniewa Cybulskiego, widoczny zarówno na ekranach, jak i na polskich ulicach.
Opowieść zanurzona w epoce niedoboru wszystkiego, reglamentacji swobód i ogólnego równania w dół jest równocześnie opowieścią o życiu ponad miarę i o cenie, jaką się płaci za taką wybujałość. Dlatego najbardziej przemawia w tej biografii jeden obraz – bezustannej nerwówki, „regulowanej rozkładami pociągów”. Tak żył polski aktor wszech czasów (bo czy kogokolwiek z późniejszych dałoby się porównać z tym fenomenem?) i w tak symboliczny sposób zniknął z kadru.
I chociaż bardzo trudno jest uchwycić bohatera w ciągłym biegu, „Podwójne salto” tropi jego ślady wszędzie tam, gdzie zdążył je odcisnąć. I czasami ściąga mu te przyciemnione okulary, żeby zobaczyć, kto krył się pod filmowym mitem i z czego zbudowany był ten mit.

Dorota Karaś, CYBULSKI. PODWÓJNE SALTO, Znak, Kraków 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















