Reklama

Zawodnik Lakmusowy

Zawodnik Lakmusowy

11.08.2008
Czyta się kilka minut
Pierwszy raz w życiu oglądałem mecz w towarzystwie moich córek: Marysi (7), Jadwini (7) i Janeczki (5). Mecz był w telewizji, a my na wakacjach - może dlatego było tak lekko, pogodnie, wręcz slapstickowo. Nie, chyba nie dlatego. Prześmiesznie było z zupełnie innego powodu: po prostu grała polska drużyna. Konkretnie Wisła Kraków, ale gdybyśmy obserwowali homeryckie boje Izolatora Boguchwała, Krzczonovii Krzczonów, Skrwy Skrwilno czy Gladiatora Słoszewo, byłoby tak samo, a nawet bardziej, gdyż podobnież Wiślacy już na półmetku odsadzają całą resztę polskich kopaczy o całe lata świetlne, jawiąc się jako autentico przaśni galacticos naszego podwórka, i nie bez kozery. Ale wracajmy do naszych baranów, czyli konfrontacji z, bodajże, Beitarem. Na przysłowiowo zielonej murawie w Jeruzalem nasi jawili się na czerwono, a tamci jakoś inaczej, żółtawo. O, dobrze! - pomyślałem, mając w pamięci Farbenlehre psychologów sportu - czerwony kolor wzmaga ego i siły witalne obdarzonej nim drużyny, osłabiając psyche przeciwników, zmuszonych do biegania w innym kolorze. Nie trzeba być Goethem, żeby dostrzec w tym tzw. dobry omen, tem bardziej że przecież nasi byli wyposażeni w białe gwiazdy, bezlitośnie konfundujące izraelski, bądź co bądź, team. Izraelski, ale bardzo, bardzo słaby, co trzeba, niestety, podkreślić zawczasu.
P

Podkreślam to, niestety, zawczasu, gdyż nasi, jak wiadomo, przegrali, ale to oczywiście przez obcego sędziego, oraz przez polską ligę, której nie ma, więc nie mieli okazji się rozgrzać, wdrożyć i roztruchtać. Bowiem dwie kolejki naszej ligi nożnej minęły iście niepostrzeżenie, upłynęły w niebycie, bez wysiłku, bez hałasów, bez jednego strzału - czyli było właściwie tak, jak zwykle w polskiej lidze. Jedyną różnicą był brak meczów, ale przecież nikt owego braku nie odczuł dotkliwie oprócz Wiślaków i statystyków, którzy nie wiedzą, co wpisać pomiędzy dwukropki w rubryczkach "wynik". Sądzę, że oni po prostu pójdą po rozum do głowy i rozwiążą problem w sposób sportowy, czyli udadzą się do specjalisty, wrzucą coś na ruszt ("nie ma wynika bez anabolika"), w rezultacie wyzwolą im się endorfiny i po sprawie: statystycy sobie coś rozlosują.

Ale to później. Tymczasem...

4716

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]