Z trzygodzinnym opóźnieniem, w niedzielę 19 stycznia o 11.15 miejscowego czasu, weszło w życie zawieszenie broni w Gazie. Po południu Hamas zwolnił trzy pierwsze zakładniczki izraelskie, a w nocy z niedzieli na poniedziałek Izrael wypuścił z więzień 90 Palestyńczyków – kobiety i dzieci, pochodzące z Zachodniego Brzegu Jordanu oraz ze wschodniej Jerozolimy.
Co przewiduje umowa między Izraelem a Hamasem
To początek pierwszej fazy porozumienia zawartego między Hamasem a Izraelem, które może zapowiadać koniec wojny. Albo choćby kilkudniową czy kilkutygodniową przerwę w tragedii dwóch milionów mieszkańców Strefy.
Porozumienie zakłada doprowadzenie do pokoju i odbudowy Gazy w trzech etapach. Pierwszy ma potrwać 42 dni: w jego trakcie Hamas zwolni 33 izraelskich zakładników, głównie kobiety (w tym żołnierki) oraz dzieci, zaś Izrael – około 1,9 tys. palestyńskich więźniów przetrzymywanych w Izraelu, w tym skazanych za morderstwa. Armia izraelska rozpocznie stopniowe wycofywanie się z rejonów mieszkalnych w Gazie, ludność z południa Strefy będzie wracać na północ. Wznowiona zostanie pomoc humanitarna dla Gazy: codziennie ma wjeżdżać do niej co najmniej 600 ciężarówek z żywnością, paliwem i lekami.
Odbudowa Gazy to cel odległy i niepewny
Dalsze rozmowy w sprawie tego, jak ma wyglądać faza druga tej umowy, mają zacząć się od szesnastego dnia obowiązywania pierwszej fazy. Przedstawiając porozumienie, odchodzący prezydent Biden zapowiedział, że w jego trakcie rozejm będzie kontynuowany. Jednak premier Netanjahu już zapowiedział, że Izrael jest gotów wznowić wojnę, jeśli negocjacje w sprawie przebiegu drugiej fazy się nie powiodą.
Na tym drugim etapie uwolnieni mieliby zostać wszyscy pozostali zakładnicy i wszyscy Palestyńczycy, których nazwiska znalazły się na zatwierdzonych przez Izraelczyków listach. Na koniec tej fazy armia izraelska miałaby całkowicie wycofać się z Gazy.
Trzecia faza, w tym momencie odległa, zakłada wieloletnią odbudowę Strefy i wyłonienie jej nowych władz. Zwrócone mają też zostać ciała wszystkich zabitych zakładników.
Rozejm w Gazie to także zasługa Bidena i Trumpa
Treść umowy nie różni się zasadniczo od wersji przedstawionej przez Bidena w maju 2024 r. Jednak zewnętrzna sytuacja zmieniła się przez ostatnie piętnaście miesięcy zasadniczo, co miało wpływ na osiągnięcie dziś rozejmu: Izrael zabił prawie wszystkich wysokich rangą dowódców Hamasu i znacząco osłabił Hezbollah w Libanie, co pośrednio wpłynęło na upadek reżimu Asada w Syrii. Znacząco osłabła też siła Iranu. Jedynym wrogiem, zdolnym w tej chwili realnie zagrozić Izraelowi, są jemeńscy Huthi, którzy nie przerwali prób ostrzału Izraela nawet w miniony weekend.
Ustalone z pomocą pośredników (Kataru i Egiptu) i zawarte w katarskiej Dosze porozumienie jest też wynikiem ostrej presji na obie strony połączonych administracji – odchodzącej Bidena i przychodzącej Trumpa. Szczególne znaczenie miała interwencja wysłannika Trumpa na Bliski Wschód Stevena Witkoffa, który bezpośrednio uczestniczył w ostatniej fazie negocjacji.
Podwójny dramat Palestyńczyków z Gazy
Strefa Gazy jest dziś zniszczona w 70 procentach. Według danych Hamasu zginęło prawie 47 tys. ludzi, w większości cywilów, choć np. szacunki brytyjskich statystyków, opublikowane przez medyczne pismo „Lancet”, mówią, iż faktyczna liczba ofiar może być znacznie wyższa. Hamas jest bardzo osłabiony, jednak Izrael nie zrealizował głównego celu wojny deklarowanego przez Netanjahu, czyli całkowitego jego zniszczenia. W Gazie nie ma dziś innej władzy poza Hamasem. Jego członkowie dali to wyraźnie do zrozumienia: kilkuset z nich, zamaskowanych i uzbrojonych, było obecnych w trakcie przekazania pierwszych zakładniczek Czerwonemu Krzyżowi.
W trakcie wojny Hamas rekrutował nowych członków (według sekretarza stanu USA Blinkena – prawie tylu, ilu stracił). Co prawda Izraelczycy i Amerykanie wykluczają możliwość udziału Hamasu w przyszłych władzach Gazy, jednak przyznają, że dysponuje on ciągle dziesiątkami kilometrów tuneli, w których może być składowana broń. Dramat Palestyńczyków z Gazy polega dziś także na tym, że realnie mają do wyboru albo Hamas, albo skorumpowane i niekompetentne władze Autonomii Palestyńskiej.
Skrajne partie w Izraelu podważają umowę z Hamasem
W Izraelu porozumienie pogłębia przepaść między zwolennikami i przeciwnikami rządu Netanjahu. Z jednej strony powszechna jest ulga i radość po zwolnieniu pierwszych zakładników. Jednak wielu Izraelczyków ma wątpliwości, czy porozumienie doprowadzi do wolności dla wszystkich. Rodziny, niepewne losu bliskich, naciskają na premiera, zarzucając mu, iż ponad życie zakładników przedkłada utrzymanie władzy i uniknięcie
wyroku w sprawie o korupcję.
Z drugiej strony, wskutek presji partii skrajnych koalicja rządowa wisi na włosku. Z gabinetu ustąpił minister ds. bezpieczeństwa Itamar Ben-Gewir: odrzucił porozumienie z Hamasem i zapowiedział, że wróci do rządu dopiero, gdy Izrael wznowi wojnę w Gazie. Jego sojusznik Becalel Smotricz wprawdzie został w rządzie, ale tylko po to, by patrzeć Netanjahu na ręce. Premierowi zostało zaledwie 62 posłów z 120-osobowym Knesecie.
Porozumienie i co dalej
Historia uczy, że żadne zawieszenie broni między Palestyńczykami a Izraelem nie utrzymało się długo. Niewiele wskazuje, by tym razem miało być inaczej. Lecz w tych dniach ważne jest, że dochodzi do choćby chwilowego wytchnienia dla zwykłych Palestyńczyków z Gazy, wyczerpanych po miesiącach nieustannych bombardowań, a także, że jest nadzieja dla izraelskich zakładników i ich rodzin.
Perspektywa samodzielnie funkcjonującego państwa palestyńskiego jest dziś jednak bardziej odległa niż kiedykolwiek. Z drugiej strony, iluzją pozostaje też przekonanie wielu Izraelczyków, że to wyłącznie siła militarna zagwarantuje bezpieczeństwo Żydom między Jordanem a Morzem Śródziemnym.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















