Reklama

Zastanawia mnie brak wiary

Zastanawia mnie brak wiary

30.07.2019
Czyta się kilka minut
Chyba nie za bardzo wierzymy w siłę świadectwa katolickich rodzin, skoro drżymy z lęku, że LGBT nam wszystko zniszczy.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
GRAŻYNA MAKARA
P

Powiem szczerze, nie jestem entuzjastą Marszów Równości. Jeden marsz kiedyś widziałem bezpośrednio, inne w telewizji. Rażą mnie ich estetyka i agresywne antykościelne hasła. To powiedziawszy, należałoby wspomnieć o skandalu fizycznej agresji wobec uczestników marszu w Białymstoku (i w innych miastach). Ponieważ już wszyscy: świeccy i duchowni, prawicowi, lewicowi i centrowi, komentatorzy oświadczyli, że są przeciw, powiem tylko, że oczywiście i ja jestem przeciw.

Wciąż jednak mnie zastanawiają pełne oburzenia, często agresywne wypowiedzi o LGBT ludzi odwołujących się do chrześcijaństwa. Nawet duchowni potępiający akty przemocy w Białymstoku opatrywali swoje wypowiedzi w bardziej lub mniej zawoalowane odżegnywanie się od LGBT. Takie odżegnywanie się można wyrazić przez – nie całkiem na temat – pochwałę monogamicznej rodziny hetero. Można też wyrazić jasno, przez odwołanie się...

4646

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Nawet duchowni potępiający akty przemocy w Białymstoku opatrywali swoje wypowiedzi w bardziej lub mniej zawoalowane odżegnywanie się od LGBT". Przecież Autor zaczyna właśnie od odżegnania się ("Powiem szczerze [...] rażą mnie ich estetyka i agresywne antykościelne hasła.") i dopiero "to powiedziawszy" wspomina o skandalu fizycznej agresji. Ciekawe dlaczego. Nie można było zgodnie z własną radą, udzieloną w tymże felietonie, pochwalić (wprawdzie "nie na temat" ;) monogamiczną rodzinę hetero albo jasno odwołać się do biblijnych cytatów, np. św. Pawła (byle nie do księgi Kapłańskiej, bo już wiemy, że do niej nie można)? A w ogóle to po co "za każdym razem przypominać stanowisko Kościoła wobec osób homoseksualnych"? No, księże Adamie, po co ksiądz to robi i jeszcze wrzuca starca Symeona, na proroctwo którego jakoby lubią się powoływać katolicy? Jest ksiądz na razie pierwszym katolikiem, od którego słyszę o starcu Symeonie w związku z LGBT. Może jednak ksiądz rozumie, choć się do tego nie przyzna, tych duchownych, którzy potępiają przemoc, a jednocześnie irytuje ich i oburza antyklerykalna agresja ze strony działaczy LGBT, a nawet odpowiadają na nią "obronną agresywnością" (piękne określenie; czyżby inspirowane uwagą Woltera o niewytłumaczalnej złośliwości zwierząt?). Wie ksiądz, może to faktycznie ze strachu i słabości, ale czy agresywny siłacz może słabemu postawić moralny zarzut, że ten się go boi i reaguje obronną agresywnością? Zdarzyło się parę dni temu, że trzech facetów w sile wieku weszło do zakrystii kościoła św. Jana Chrzciciela w Szczecinie i zażądało ornatów w celu odprawienia mszy. Podobno ślubnej, co daje do myślenia wobec płci sprawców. Proboszcz i kościelny parafii zareagowali - z pewnością agresywnie, skoro zostali mocno pobici, m.in. różańcem po twarzy (o, właśnie! dzieci kościoła kamieniem, a oni różańcem) i to tak skutecznie, że konieczne było szycie. Incydent przedstawiono w prasie oględnie, jako wybryk kryminalny, prawdopodobnie dokonany w celu zwykłej kradzieży. Dziwne tylko, że przestępcy nie zamierzali uciec jak najszybciej z łupem do pasera specjalizującego się w upłynnianiu szat liturgicznych, tylko chcieli bawić się w jakieś happeningi. A ksiądz jakby zareagował? Może jeszcze zgłosiłby się ksiądz na ochotnika do trzymania lekcjonarza, żeby msza miała godniejszą oprawę? Cóż to by był za przykład siły ducha i ufności w moc Bożego Słowa, prawda?

a dlaczego do Kapłańskiej nie można? Coś mi umknęło?

Dyskutowaliśmy o tym pod artykułem red. Sporniaka "Antyargument z przemocy". Pan Tomasz (niegdyś) z Ikei, którego sprawa dała asumpt do owej dyskusji, cytował właśnie Księgę Kapłańską, za co został w Tygodniku potępiony. No to na wszelki wypadek Leviticus od razu skreślam, żeby nie mnożyć kontrowersji.

też odpada. Gdzieś tu na forum wyczytałem od jakiego internauty, który sam się określił jako LGBT (lub w innym sposób filjalnie podpisał się pod tą "etykietą" - już nie pamiętam), że Św. Paweł nie był Chrystusem i że jego słowa to nie Ewangelia, i że nie ma co zwracać na to większej uwagi). Także, tylko słowa samego Jezusa mogłyby go przekonać, że LGBT jest be. A że ich nie ma, to nie jest be. W sumie proste rozumowanie. Tak, tak. Nie, nie. Zgodnie z zaleceniem.

Św. Pawła zaproponował sam ks. Boniecki, a moja wypowiedź jest całkiem serio, więc pominąłbym czyjeś zdanie żartobliwe lub nie do końca przemyślane. Opinia, jak mawiał Brudny Harry, jest jak wiadomo co, i kontrowersje zawsze będą. Uniknąć wszelkich niepodobna, ale można ich nie mnożyć. Taka była moja intencja.

było raczej chęcią trzymania wspólnego frontu niż jakimś zarzutem od pana adresem. Adresatem jest właśnie Ks. Adam, i jego plan cytacji Św. Pawła. Argumentacja internauty spod znaku LGBT jest oczywiście typu: Mały Kazio wziął Pismo do ręki i nie znalazł słów, których szukał. I nie są to do końca "zdania żartobliwe lub nie do końca przemyślane". Odnoszę wrażenie, że poza "hersztami" większość "owiec" tej ideologii tak właśnie myśli. Czego Jezus nie powiedział tego nie ma. Zero jakiekolwiek wykładni i interpretacji.

spod felietonu red. Hołowni. Oto on: >>Panie Szymonie w swoim felietonie przewrotnie odwołał się Pan do 1 Listu św. Pawła do Koryntian, gdzie Św. Paweł „mężczyzn współżyjących ze sobą” stawia w jednym szeregu z tymi, którzy nie odziedziczą Królestwa Bożego: z rozpustnikami, bałwochwalcami, cudzołożnikami, złodziejami, chciwymi, pijakami, oszczercami i zdziercami?”. Nie jestem teologiem, więc nie mam pewności, czy Pan Jezus potępiał „mężczyzn współżyjących ze sobą” w swoim ziemskim nauczaniu (nie przypominam sobie takiego opisu w Ewangelii). Jestem pewien, że nie potępił cudzołożnicy, mówiąc wręcz „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Wg mojego rozumowania Św. Paweł to nie Pan Jezus, więc nie ma pewności, że Pan Bóg potępia ludzi o odmiennych preferencjach seksualnych. Wydaje się, że Pan Bóg nie powinien potępiać tego co Sam stworzył. Pismo Święte, w tym Ewangelie, Dzieje Apostolskie, Listy Św. Pawła są napisane przez ludzi. Pismo Święte odwołuje się zawsze w istocie do Pana Boga i Jego woli dotyczącej funkcjonowania stworzonego Świata. Większość ksiąg Pisma Świętego była i jest także kodeksem prawnym używanym do panowania przez rządzących nad społeczeństwami i mniemam, że głównie temu służyły. <<

To taka sztuczka erystyczna: rozliczamy oponenta z wierności jego własnym zasadom (prawdziwym lub wmówionym mu przez nas), które nas nie obowiązują. "Jako prawdziwy chrześcijanin nie możesz się bronić, kiedy walę cię po pysku, tylko masz mi być wdzięczny za okazję do nadstawienia drugiego policzka". Dlatego nie ma sensu podejmowanie teologicznej polemiki na ten temat niestety nie tylko z owym internautą, ale i z ks. Bonieckim. Obaj zwyczajnie pokpiwają sobie z argumentów zaczerpniętych z Pisma, ich zdaniem zupełnie albo częściowo (to ksiądz) nieświętego. Bardziej owocna byłaby dyskusja na wspólnym gruncie relacji między ludźmi, bez angażowania w to Pana Boga.

Bo "pokpiwać" może ktoś na jakimś poziomie. A nasz internauta jest wg mnie tabula razą, która zapisuje się zasłyszanymi opiniami, i bezmyślnie je powtarza. Kpina nie jest jeszcze w jego zasięgu. On jest całkiem autentyczny w swej dziecinności. Co do ks.Adama to nie będę się wypowiadał. Jego sympatia do szyldu LGBT jest powszechnie znana (choć może po przejściach z plakatem nieco osłabła). Dlatego też, rozumiem jego współczujące podejście do braci Lgbetowców odczuwających silne cierpienie z powodu wykluczenia, jednak nie rozumiem postawy milczącego przyzwolenia oraz braku chociażby agresywnej obronności pozycji doktrynalnych jaka przystawać powinna osobie duchownej.

powinny obowiązywać i Leviticus, i Numeri, i Deuteronomium. Z zakazem tworzenia wizerunków, spożywania wielu potraw, koniecznością gotowania w osobnych garnkach potraw pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, kamienowania za niektóre występki obyczajowe i wiele innych.

Najprawdziwsza prawda to g…o prawda. Wcale nie chodzi o jakieś tam LGBT, o prawa dla mniejszości, a jedynie o zadymę. Nie za bardzo wyszło z potworem gender, próbuje się wiec z innej mańki. Trochę to śmieszne a nawet straszne, że tak łatwo namieszać ludziskom w głowach. Pana Boga bym do tego nie mieszał, nawet wtedy gdy rzeczywiście nie działa moc katolickiej katechezy. Tak po prawdzie, z tego co widzę owa moc gdzieś wyparowała chyba, a i w siłę przykładu i świadectwa katolickich rodzin, jakoś zaczynam ostatnio powątpiewać. Ostatnio nawet taka moda, by z ambony świeccy wygłaszali prelekcje o własnych doświadczeniach. Jakoś na kogoś kto by mnie własną opowieścią porwał nie trafiłem. Ostatnio wysłuchałem nawróconej aktoreczki, pięknie mówiła, aranżacja wystąpienia bez zarzutu. Najwięcej czasu poświęciła reklamie swojej książki, którą można było nabyć po mszy, z dedykacją oczywiście. Bo tak po prawdzie, oczywiście mojej prawdzie, Kościół potrzebuje złego, z którym walczy. No bo jak się walczy ze złym, to się oczywiście jest dobrym. Szatan i jego zastępy już nie działa, popkultura sprowadziła piekło do kabaretu. Sam się zastanawiam czy wytrzymałbym w niebie z zastępami dewotów i kreatur kreujących się na autorytety moralne. Sama świadomość, że oto dzisiaj kibol, jednostka z gruntu prymitywna, kreowana jest na obrońcę wartości chrześcijańskich, nawet dla średnio ogarniętego zwykłego szarego obywatela RP, zdaje się być komiczna. Może tydzień temu, w pociągu, na przeciw mnie usiadła para nastolatków. Ona góra 17, on może dwa lata starszy. Wystrojeni jak na koncert Metaliki, którą zresztą uwielbiam. Ona niczym szkieletor, potwór z otchłani piekielnych, cła w tatuażach, zakolczykowana, ubrana na czarno, z butami na koturnach, w których dopiero co uczyła się chodzić. On, gdybym go spotkał nocą, gdzieś na bezludziu, uznałbym go za demona, uciekiniera z piekieł. Widać, że miedzi nimi iskrzy, jest chemia, przytuleni do siebie, szepcą sobie jakieś miłe słówka. Nikt na nich specjalnie nie zwraca uwagi, nikt nie szuka kamienia, nie rzuca wyzwiskami. Wysiadają we Wrzeszczu i idą na miasto. Jest normalnie, na prawdę, proszę uwierzyć mi na słowo. Ten cyrk z LGBT jest dokładnie wymyślony i specjalnie nadmuchiwany, robi się to z rozmysłem i cynicznie, jednym słupki poparcia lecą w dół a innym w górę. W Hiszpanii zdaje się, tak jakoś miesiąc temu to było, przy okazji obchodzenia pamiątki jakiegoś świętego, wypuszcza się na ulice byki. Młodzież się z nimi drażni i gania, a one posyłają wielu z nich do szpitali. Igrzyska ot i wszystko.

Trochę nie nadążam za twoim tokiem rozumowania, ale teza, że społeczeństwo jest w stanie jakiegoś niezdrowego podniecenia wokół tematu LGBT, też wydaje mi się mocno naciągana i raczej odpowiadająca życzeniom "animatorów". Najśmieszniejsze, że nawet twarda reakcja władzy na zajścia w Białymstoku ma jakoby być częścią niewiarygodnie skomplikowanej strategii obliczonej na eskalowanie konfliktu z jednoczesnym jego tłumieniem (vide artykuł red. Stankiewicza). Opozycja tak się zakałapućkała, że Schetyna kontrmarszu nie poparł, żeby nie wpisywać się w hipotetyczny scenariusz pisowski ;) W tej sytuacji deklaracja PSL, że do marszu również nie dołączy, bo nie chce otrzymać błogosławieństwa od biskupa Niemca (oj, to był naprawdę pocałunek Almanzora), brzmi zaskakująco odważnie i szczerze.

A mnie taka teza " że społeczeństwo jest w stanie jakiegoś niezdrowego podniecenia wokół tematu LGBT" wcale nie wydaje się mocno naciągana ani dziwna, zwłaszcza kiedy słyszę takie (zdrowo?) "podniecające" słowa abp Jędraszewskiego na oficjalnej homilii o nadciągającej "tęczowej zarazie". Abp boi się, żeby się przypadkiem "nie zaraził" i na stare lata jakim LGBT nie został, skoro to jest takie "zaraźliwe" czy jak? ;)

czego być może tkwiąc wewnątrz instytucji nie zauważył - cały ten polski katolicyzm to jeden wielki p i c na wodę - festiwal obłudy i hipokryzji, w którym główne role grają biskupi i plebani, ewangelia i krzyż są elementami scenografii ewentualnie narzędziami walki, Jezus pretekstem, a poddani widownią i żywicielami - brak wiary księdza dziwi? a mnie dziwi, że ksiądz dopiero dziś to zauważył w swej owczarni ⛪ ale jeśli chodzi o LGBT, to z całym szacunkiem, ale tu już ksiądz całkiem się pogubił - to nie owieczki, a pasterze nakręcają amok i histerie wokół tematu, mają po temu cel, ku temu środki i ekipę, sugeruję nie obwiniać stada za ich grzechy

Zastanawiają mnie też reakcje wierzących katolików na obecność osób LGBT i publiczną działalność na rzecz ich praw. ==================================================== 1. Problem z tzw marszami "równości" polega na tym, że wolą i zamiarem ich organizatorów jest to, aby ci, którym im się one nie podobają, MUSIELI je oglądać. 2. Celem i konsekwencją marszów tzw "równości" nie jest maszerowanie i narażanie postronnych osób na widoki dla nich szokujące czy obrzydliwe, zależnie od osobistej wrażliwości. Celem i konsekwencją marszów tzw. "równości" jest szereg ZMIAN W NASZYM ŻYCIU I RZECZYWISTOŚCI: A) Seksualizacja dzieci: 0-4 LAT: Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa Odkrywanie własnego ciała i własnych narządów płciowych 4-6 LAT Związki osób tej samej płci 6-9 LAT Seks w mediach (łącznie z In-ternetem) Współżycie Przyjaźń i miłość w stosunku do osób tej samej płci 9-12 LAT Różnice między tożsamością płciową i płcią biologiczną Przyjaźń i miłość wobec osób tej samej płci 12-15 LAT Tożsamość płciowa i orientacja seksualna, w tym „coming out”/homoseksualizm Struktura rodziny i zmiany (na przykład samotne rodzicielstwo) https://www.bzga-whocc.de/fileadmin/user_upload/Dokumente/WHO_BzgA_Standards_polnisch.pdf B) Wprowadzenie adopcji dzieci przez pary homoseksualne C) Wprowadzenie zakazu terapii skłonności homoseksualnych D) Likwidacja dotychczasowego pojęcia płci człowieka E) Wprowadzenie procedur zmiany płci dla dzieci i uniemożliwienia rodzicom przeciwdziałania takim procedurom. F) Sankcie dla osób nie popierających teorii propagujących transgenderyzm, feminizm, homoseksualizm. / prawne, pracownicze, itp / Więc to nie jest tak, że jacyś wesołkowie chcą sobie maszerować i jak ci się nie podoba to nie oglądaj, bo oni się celowo będą pchać przed twoje oczy zaś ich agenda/plan/kierunek działań i cel ku któremu zmierzają to zmiana rzeczywistości innych ludzi. Można się z tą ZMIANĄ zgadzać i ją popierać, można nie. Zależnie od tego, co kto uznaje za wartościowe albo szkodliwe.

Ale czy to znaczy, że jeśli się z tą zmianą nie zgadzam, to mam prawo przeciwnika kamienować, poniżać, prześladować? Nie jest prawdziwa teza, że jest jakiś "mus" na oglądanie marszów równości, nawet, jeśli przypadkiem byśmy na taki natrafili. Zawsze można zamknąć oczy albo odwrócić głowę, przełączyć program tv nadający relację z marszu itd. Co do reszty - najlepszą metodą na "oswojenie" tego problemu jest wiedza naukowa i edukacja nie tylko dzieci i młodzieży ale i dorosłego społeczeństwa. Żenadą jest, że wiele prominentnych osób na wszystkich szczeblach władzy ma bardzo ograniczoną albo wręcz nieprawdziwą wiedzę w tym zakresie.

Pana postu, że to sarkazm, ale po wczytaniu... no nie, tak ktoś myśli poważnie. Niesamowite.

Waść wypisujesz. To co piszesz, wiesz z poważnych źródeł, czy z własnych wyobrażeń? Pamiętam szereg lat temu foto komiksu dla dzieci francuskich na temat seksu. Byłem pod wrażeniem delikatności, z jaką poruszano ten temat. Ja mam 77 lat, jako 8-latek byłem napastowany przez pedofila. Wyszedłem z tego cało, ale bałem się powiedzieć o tym rodzicom. Przez dłuższy czas byłem grzecznym, nieświadomym tych spraw chłopięciem. W wieku 11 lat odebrałem lekcje "wychowania" seksualnego od kolegów. Jaka była tego jakość, nie muszę chyba tłumaczyć. A więc wara od polskich dzieci. Niech się "uczą" we własnym gronie. Po katolicku (?).

I tak dobrze, że była to lekcja wychowania od kolegów. Jakaś w podobnym wieku dziewczynka "nie trafiła na lekcje" do koleżanek i w wieku 12 lat została matką. Było o tym ostatnio w tv. Nie podano, w jakim wieku był "nauczyciel".

a co, jeżeli ojciec też miał 12 albo 13 lat?... życie aż krzyczy o edukację seksualną i antykoncepcję dla młodych i bardzo młodych - tylko biskupi ogarnięci perwersyjnym amokiem udają, że tego nie pojmują

A skąd wiesz, MarioR, że to był "nauczyciel", a nie małżonek - według ius consuetudinario, jak to u nas mówią? I że dziewczynce nie zaszkodziła właśnie edukacja szkolna (https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/porwania-malzenstwa-i-ciaze-romskich-dziewczat/4vemcef)? Prasa jest rzeczywiście bardzo powściągliwa w ujawnianiu okoliczności tej sprawy, ale z różnych drobiazgów można wywnioskować, że problem wymiaru sprawiedliwości polega nie tyle na ustaleniu sprawcy, ile na wymyśleniu, co z tym dalej robić. Jest to druga sprawa tego rodzaju w ciągu ostatnich kilku lat; w tamtym przypadku chodziło o 12-latkę z Wałbrzycha, która urodziła w Kielcach w 2016. Ojca dziecka, 29-letniego Roma, skazano wtedy na 3 lata i dano mu zakaz zbliżania się do dziewczyny (też Romki) do czasu uzyskania przez nią pełnoletności. Oczywiście analogia z Kielcami, czy ogólna wiedza o zwyczajach zamkniętych społeczności, niczego nie przesądzają, ale po tobie już zgłaszają się kolejni, którzy nie potrzebują więcej faktów, żeby wypowiadać swoje stanowcze zdanie.

No ale w czym tej dziewczynce "właśnie" edukacja szkolna miałaby zaszkodzić? I czy małżonek (jaki małżonek w świetle obowiązującego w Polsce prawa dla 12-letniej dziewczynki?) nie może być równocześnie nauczycielem? Nie bardzo też rozumiem jaki nagle problem ma wymiar sprawiedliwości w tej sprawie jeśli wiadomo kto jest ojcem dziecka? Mnoży Pan te pytania nie bardzo wiadomo po co?

To nie ja pierwszy użyłem słowa "nauczyciel" w cudzysłowie. Ostatnia rzecz, jaka przyszłaby mi do głowy, to wziąć je w dosłownym znaczeniu ;) Czasem przeceniam czyjąś zdolność do rozumienia ironii, więc, bardzo proszę, łopatologicznie. Artykuły z Newsweeka (patrz link, a tu jeszcze jeden: https://www.newsweek.pl/swiat/spoleczenstwo/porwania-romskich-dziewczynek-niech-wezmie-nozyczki/btmppn5) dotyczy porwań dziewczynek, nawet 12-letnich, w celach matrymonialnych. "Przecież wszyscy wiedzą, że dziewczynkę porwano zgodnie z romską tradycją, włos jej z głowy nie spadnie, po trzech dniach do domu wróci. Będzie ślub, wesele, dzieci". Rodziny, które nie godzą się z tą tradycją, boją się wypuszczać córki z domu nawet do szkoły. Rozumiemy już, o co chodziło z tą "szkodliwością edukacji" (jeszcze raz: cudzysłów oznacza, że używamy danego słowa w znaczeniu innym niż powszechnie przyjęte)?. W obronie tamtego porywacza i, według naszych pojęć, pedofila, stanął cygański król. "Uznał że proces to kara za postępowanie Roma zgodne z tradycją, kodeksem. – Wczesne małżeństwa to jedno z naszych praw – mówił król dziennikarzom". Rozumiemy teraz, o co chodziło z tym małżonkiem według prawa zwyczajowego? Jaki problem ma wymiar sprawiedliwości? Ano taki, że egzekwując prawo powszechne, jakże słusznie uważane za fundament porządku społecznego, czasem popada w konflikt z prawem mniejszości etnicznej czy religijnej do zachowania swojej grupowej tożsamości, wyrażającej się m.in. w jej własnych prawach, obyczajach i tradycjach. A poszanowanie dla tych swoistych praw jest również słusznie uważane za obowiązek demokratycznego i praworządnego państwa. Większość nie może narzucać mniejszości swojego sposobu życia, rozumienia rodziny, małżeństwa itd - czyż nie o tym od zawsze mówili także działacze LGBT? Józef J., dorosły ojciec dziecka nieletniej wałbrzyszanki, nie obcował z nią dla jednorazowego zaspokojenia zboczonego popędu, ale w swoim, swojej rodziny i swojej społeczności rozumieniu jako mąż, pragnący mieć z nią liczne potomstwo. I jeszcze raz - nie wiem, czy zdarzenie w Bielsku-Białej też dotyczy Romów. To tylko domysł ugruntowany w jednym głośnym i licznych mniej głośnych przypadkach na przestrzeni wielu lat. Nie wiem, czy dotarło, ale jeśli nie, to dajmy sobie spokój z dalszą wymianą komentarzy.

Oczywiście nie ma żadnego przymusu wymiany komentarzy, z założenia jest to przecież dobrowolne. I powinno być raczej przyjemne. :) Nie musiało docierać, bo było zrozumiałe od początku, może poza tą szkodliwością edukacji, bo tu przenośnia była jednak trochę niezrozumiała, zwłaszcza do ostatniego przypadku, o którym nie wiemy kogo dotyczy. No i przecież te romskie dziewczynki nie porywa się chyba tylko wtedy, gdy idą do szkoły, ale przy dowolnej nadarzającej się okazji. Niepotrzebnie rozwinęliśmy te wątki, bo dość daleko odbiegają od tematu głównego artykułu. Na dodatek forma przekazu miejscami nieco irytująca. :(

Otóż to! Wątek edukacji seksualnej jest poboczny, a pretekst do jego zainicjowania (nie przeze mnie!) dość wątły wobec braku ważnych informacji o faktach dotyczących tego konkretnego przypadku. Odpowiedź na mój komentarz do tego i tylko tego zmierzający zirytowała mnie nieco, to i może sam odpowiedziałem w irytujący sposób. Jeśli zabrzmiało to jak mansplaining, to... miało tak zabrzmieć. Świadomie i ironicznie ;) Umawiamy się, że jesteśmy kwita i dalej rozmawiamy zwyczajnie? Btw, nie jestem przeciw edukacji seksualnej albo, lepiej, choć bardziej rozwlekle, wychowaniu uwzględniającym konieczność przekazania dzieciom wiedzy o seksualności. Wolałbym jednak, żeby nie zajmowały się tym specjalne ekipy nasyłane do szkół przez różne "Pontony". Jeszcze w charakterze ciekawostki, artykuł niewątpliwie naukowy (sprawozdanie z badań) i z poważnego, oficjalnego źródła: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28558295. Jest za paywallem, wystarczy jednak samo streszczenie. Po wymuszonych trudnościami ekonomicznymi cięciach funduszy na edukację seksualną w brytyjskich szkołach, wbrew kasandrycznym prognozom w następnych latach liczba nastolatek w ciąży nie tylko nie wzrosła, ale zmalała. Pozdrawiam.

Dla mnie ważniejsze jest jednak to czego uczą niż kto to robi. Ważne, żeby robił to dobrze, w sposób racjonalny i w oparciu o dostępną wiedzę naukową. Jeszcze co do tych wątpliwości o wyższości/niższości prawa powszechnego nad tradycjami - jest rzeczą karygodną w moim przekonaniu zmuszanie 11-letnich (bo w wieku 12 lat już została matką) dziewczynek do współżycia z mężczyznami w wieku ojców (przypadek z Wałbrzycha), z tego tylko powodu, że ów chce mieć z nią dziecko i ją pojąć za żonę (w takiej właśnie kolejności). Jest to przestępstwo ścigane z urzędu i tak powinno pozostać. Żadnych wątpliwości w tym zakresie być nie powinno. Jest to przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka, szkodliwe dla jego rozwoju psychicznego, zdrowotnego itp. Żyjemy w cywilizowanym środkowoeuropejskim kraju w 21 wieku i takie "tradycje" nie powinny w nim mieć już miejsca. Może powinno się poddać przymusowej edukacji w tym zakresie także króla cygańskiego, skoro sam tego nie czuje?

przy okazji zaapeluje też do muzułmanów, że już żyjemy w XXI i żeby odstąpili od swojej tradycji ... skoro sami nie czują, że ich tradycje są już anachroniczne

Muzułmanów żyjących dzisiaj w Polsce obowiązuje prawo takie samo jak wszystkich innych. Na ich terytorium obowiązuje ich prawo i ich tradycja, która często jest już łamana przez bardziej cywilizowane i odważne jednostki. Postęp cywilizacyjny potrzebuje ofiar, często nawet krwawych, ale myślę, że w dzisiejszych czasach błyskawicznej wymiany informacji jest nieunikniony.

Znów, MarioR, próbujesz mi coś wmówić. Skąd pomysł, że podobają mi się romskie zwyczaje? Wyobraź sobie jednak, że min. Ziobro chciałby skomentować podobną do wałbrzyskiej sprawę twoimi własnymi słowami: "Żyjemy w cywilizowanym środkowoeuropejskim kraju w 21 wieku i [...] może powinno się poddać przymusowej edukacji w tym zakresie także króla cygańskiego?". Dopiero by opadli go obrońcy praw człowieka i wolna prasa jak psy dziada w ciemnej ulicy. A jakby jeszcze dodał w ślad za kolejnym twoim komentarzem: "Postęp cywilizacyjny potrzebuje ofiar, często nawet krwawych", to już na 100% mówiono by o pisowskim programie eksterminacji Romów. To miałem na myśli mówiąc, że rozwiązanie problemu to nie jest hop-siup. Ale, jakby się tak zastanowić, już bez związku z Romami... Pogląd, że nastolatek nie ma prawa do własnego zdania, jeśli chodzi o jego stosunek do religii (w tym nauki religii), orientacji płciowej itp. jest dziś powszechnie krytykowany przez postępaków. W Holandii nawet dają niepełnoletnim prawo do eutanazji. Wyobraźmy sobie jednak 14-latkę, która po długich i niewątpliwie przemyślanych przygotowaniach ucieka z domu w objęcia gościa trzykrotnie od niej starszego (przypadek autentyczny). Ściągnięta przez policję siłą do domu, zapiera się i wrzeszczy, że go kocha i że zabije się, jeśli mu zrobią krzywdę. Jaki argument znajdziesz, żeby odmówić jej prawa do tej miłości? Biologicznie jest kobietą, a w cudzą psychikę nie wypada włazić z butami. Poza tym pod każdym innym względem zachowuje się normalnie, nawet uczy się nie najgorzej. Jak mówi, że nie kocha Pana Jezusa, to jest świadomym i wolnym człowiekiem, a jak mówi, że kocha swojego (powiedzmy) Patryka to już nie? Tylko błagam, nie zrób teraz ze mnie obrońcy pedofili, OK?

Robi Pan sobie ze mnie przysłowiowe jaja, prawda? Fraza o krwawych ofiarach dotyczyła krajów muzułmańskich, a nie Polski. I sytuacji kobiet i ich praw w tych krajach. To po pierwsze. Po drugie, ja jednak dostrzegam dość dużą różnicę w rozwoju psychofizycznym 11-latki i 14-latki, mimo, że obie, jak pokazuje życie, mogą już zostać matkami. Po trzecie, w przywołanych przykładach partnerami tych niedojrzałych emocjonalnie i społecznie nastolatek nie są równie niedojrzali chłopcy, ale bardzo dojrzali już mężczyźni (29-letni wałbrzyszanin i trzykrotnie starszy partner 14-latki). Oni powinni być odpowiedzialni za siebie i za te dziewczęta i w takie przestępcze relacje nie wchodzić. A skoro wchodzą, to niech się potem nie dziwią ani czują pokrzywdzonymi, bo to oni są krzywdzicielami, a nie ofiarami. Po trzecie wreszcie - póki co w Polsce za dzieci i młodzież do 18 roku życia odpowiedzialność ponoszą rodzice. Stąd własne zdanie dziecka może być przez rodziców szanowane, ale nie muszą oni się do niego stosować. Tyle, że "rozdźwięk" w tym zakresie nie najlepiej świadczy o rodzicach, którzy nie potrafią przekonać własnego dziecka do swoich argumentów.

Jeszcze a propos pierwszych dwóch zdań twojej wypowiedzi: "Dla mnie ważniejsze jest jednak to czego uczą niż kto to robi. Ważne, żeby robił to dobrze, w sposób racjonalny i w oparciu o dostępną wiedzę naukową". Jesteś pewna, że Pontony zrobią to dobrze i w oparciu o dostępną wiedzę? Jaką wiedzę, bo ja widzę, że oni sami nie mogą się zdecydować Szczegółowe uzasadnienie w komentarzu pod wpisem Klagi: https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/34049#comment-34049

To Pan przywołał ten Ponton, ja nie podawałam nazw żadnych edukatorów. I akurat nie prowadzę ani naboru w tym zakresie, ani też nie ustalam programu edukacji seksualnej dla nikogo. :) Pozdrawiam.

Zaglądamy do źródeł i czytajmy je ze zrozumieniem. Czy standardy WHO nadal brzmią strasznie, jeśli przed tą litanią dodamy (tak jak w cytowanym rozdziale WIEDZA): przekaż dziecku informacje o...., czyli rozmawiajmy z dzieckiem o tym, że zjawiska istnieją, co nie jest tożsame z ukazywaniem tego jako wzorców. Przytoczony "cytat" ze standardów WHO jest modelowo zmanipulowany, np. 6-9 lat- nie ma mowy o współżyciu w kontekście związków jednopłciowych, tylko w odniesieniu do punktu "Świadomość, że seks jest przed- stawiany w mediach w różny sposób-Zrozumienie pojęcia „akcep- towalne współżycie/seks” (od- bywany za zgodą obu osób, dobrowolny, równy, stosowny do wieku i kontekstu, zapew- niający szacunek dla samego siebie". Warto się zastanowić, czemu lub komu służy ta dezinformacja, zanim bezrefleksyjnie ją podamy dalej.

Zaglądajmy do źródeł. Dobrze powiedziane! Wtedy doczytamy, że rzekome "standardy WHO" nie są żadnym dokumentem WHO, a Federalnego Centrum Edukacji Zdrowotnej (Die Bundeszentrale für gesundheitliche Aufklärung), które jest instytucją zaledwie współpracującą z europejskim biurem WHO. Może przydałaby się świadomość, że nie są one wynikiem jakichś szeroko zakrojonych badań czy merytorycznych dyskusji z udziałem setek naukowców z całego świata, ale zostały opracowane przez 20 ekspertów wybranych przez niemiecką organizację i afiliowanych przy instytucjach, z których parę ma w nazwie antykoncepcję i planowanie rodziny, a więc są one w pierwszej kolejności zainteresowane dziećmi, których ma nie być ;). Warto też doczytać do ostatniego zdania na ostatniej stronie "WHO, BZgA i UNDP nie ponoszą odpowiedzialności za szkody powstałe w wyniku wykorzystania tych informacji. Poglądy wyrażone w publikacji należą do autorów i autorek i niekoniecznie reprezentują oficjalne stanowisko Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy (WHO), Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), ich zarządów ani krajów członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych". Starczy? To jeszcze wisienka na torcie. O "standardach WHO" zaczęto u nas dyskutować jako o podstawie słynnej warszawskiej Deklaracji LGBT. I czego to się dowiadujemy od prominentnej działaczki feministycznej i lgbtowskiej, pani Wiktorii Beczek, która, jak sama twierdzi "była przy pracach nad tą Deklaracją"? Że autorzy wcale nie powołują się na te już nieaktualne standardy, a w "zupdejtowanych" (jej słowa), tym razem podczepionych pod UNESCO, w ogóle słowa nie ma dzieciach 0-4 lat i o masturbacji! No i znalazłeś/aś się, Klago, w doborowym towarzystwie Kaczyńskiego i Ordo Iuris, powtarzając ich kłamstwa i dezinformacje ;) https://twitter.com/wiktoriabeczek/status/1104480314297143296

Podany w poście link nie działał, więc odniosłam się do aktualnego dokumentu, do ściągnięcia ze strony WHO pod linkiem: https://www.bzga-whocc.de/fileadmin/user_upload/Dokumente/WHO_BzgA_Standards_polnisch.pdf Przyznaje, że nie wiedziałam, że istniała jakaś inna wersja tego dokumentu (preferowana przez ultraprawicowe środowiska), ponieważ cytowane w komentarzu wyrwane z kontekstu fragmenty występują w aktualnym dokumencie (jest też wzmianka o masturbacji, ale jak pisałam wcześniej, w rozdziale mówiącym o tym, o czym należy z dzieckiem rozmawiać, a nie czego uczyć!, poza tym przyznaję, rzeczywiście, dotyczyło to dzieci w wieku 6-9, byc może w komentarzu ZbyszekS cytował inny tekst, ale może to być również litentia poetica autora komentarza). Na stronie WHO jest informacja: The publication is targeted at policy makers as well as educational and health authorities and other specialists working in these fields. In the countries themselves they are meant to serve as a guideline for the introduction of a holistic sexuality education. Czyli, w skrócie: są rekomendowane przez WHO jako wytyczne dla rządzacych. Czyli te rekomendacje nie są rekomendacjami WHO? Mimo że są aktualnie dostępne na stronie WHO i opatrzone powyższym komentarzem? 20 czy 200 ekspertów- jakie to ma znaczenie, jeśli, jako całość (a nie zbitka wyrwanych z kontekstu zmanipulowanych fragmentów) dokument nie przedstawia żadnych potencjalnie gorszących i deprawujących młodzeż treści. Podsumowując, aktualny dokument przy złej woli i manipulacji również może być pożywką do siania strachu i nienawiści, choć jego dokładna treść niesie rozsądny program. Jeśli gdzieś popełniam błąd w rozumowaniu, swojego przedmówcę proszę o dokładniejsze wyjaśnienia.

Podany w poście link nie działał, więc odniosłam się do aktualnego dokumentu, do ściągnięcia ze strony WHO pod linkiem: https://www.bzga-whocc.de/fileadmin/user_upload/Dokumente/WHO_BzgA_Standards_polnisch.pdf Przyznaje, że nie wiedziałam, że istniała jakaś inna wersja tego dokumentu (preferowana przez ultraprawicowe środowiska), ponieważ cytowane w komentarzu wyrwane z kontekstu fragmenty występują w aktualnym dokumencie (jest też wzmianka o masturbacji, ale jak pisałam wcześniej, w rozdziale mówiącym o tym, o czym należy z dzieckiem rozmawiać, a nie czego uczyć!, poza tym przyznaję, rzeczywiście, dotyczyło to dzieci w wieku 6-9, byc może w komentarzu ZbyszekS cytował inny tekst, ale może to być również litentia poetica autora komentarza). Na stronie WHO jest informacja: The publication is targeted at policy makers as well as educational and health authorities and other specialists working in these fields. In the countries themselves they are meant to serve as a guideline for the introduction of a holistic sexuality education. Czyli, w skrócie: są rekomendowane przez WHO jako wytyczne dla rządzacych. Czyli te rekomendacje nie są rekomendacjami WHO? Mimo że są aktualnie dostępne na stronie WHO i opatrzone powyższym komentarzem? 20 czy 200 ekspertów- jakie to ma znaczenie, jeśli, jako całość (a nie zbitka wyrwanych z kontekstu zmanipulowanych fragmentów) dokument nie przedstawia żadnych potencjalnie gorszących i deprawujących młodzeż treści. Podsumowując, aktualny dokument przy złej woli i manipulacji również może być pożywką do siania strachu i nienawiści, choć jego dokładna treść niesie rozsądny program. Jeśli gdzieś popełniam błąd w rozumowaniu, swojego przedmówcę proszę o dokładniejsze wyjaśnienia.

Odnoszę się dokładnie do tego samego dokumentu, który jest pod podanym przez ciebie linkiem. Jeszcze raz w skrócie: 1) BZgA NIE JEST agendą WHO, a instytucją współpracującą. Tego dokumentu NIE MA na stronach w domenie who.int. 2) Disclaimer na III stronie okładki, czyli przedostatniej stronie pliku PDF (tu przepraszam, napisałem wcześniej, że na ostatniej) mówi wyraźnie, że odpowiedzialność za treść tych materiałów ponoszą WYŁĄCZNIE ich autorki i autorzy, czyli owo dwudziestoosobowe grono zaproszone przez BZgA. Stwierdzono to w tym samym akapicie kilkakrotnie: "prezentowane materiały NIE WYRAŻAJĄ OPINII Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy (WHO), Federalnego Biura ds. Edukacji Zdrowotnej (BZgA) ani Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) [...] WHO, BZgA i UNDP NIE PONOSZĄ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SZKODY powstałe w wyniku wykorzystania tych informacji. Poglądy wyrażone w publikacji należą do autorów i autorek i NIEKONIECZNIE REPREZENTUJĄ OFICJALNE STANOWISKO"... itd. Pogrubioną czcionką 10pt (większą niż w tak gruntownie studiowanych tabelkach ;), na różne sposoby, żeby do każdego dotarło, ale - jak widać - nie do końca poskutkowało. 3) Po burzy rozpętanej przez "ultraprawicowe środowiska" autorzy podpisanej przez Trzaskowskiego Deklaracji LGBT zaczęli wykręcać kota ogonem i twierdzić, że osławiony dokument to nie ten, w oparciu o który pracowali, a ten właściwy jeszcze nie jest przetłumaczony na polski. Link do konwersacji pani Beczek na Twitterze u mnie działa, ale wrzucam jeszcze raz skrót https://bit.ly/31daNLc (jeśli masz jakąś blokadę na Twittera, to trudno, nic nie poradzę). Ja wiem, że to idiotyzm publikować "guidelines", a potem odżegnywać się jakiejkolwiek odpowiedzialności za nie. Jeszcze większym idiotyzmem jest najpierw powoływać się na standardy WHO, potem ich bronić, by wreszcie stwierdzić, że to Ordo Iuris nabruździło, bo są jeszcze nowsze standardy i tam już żadnych bulwersujących wytycznych nie ma. Tyle że jeszcze nie po polsku, no to do debaty zapraszamy wyłącznie czytających po angielsku. Czy zrozumieją, skoro nawet po polsku nie ogarniają kilku zdań owego "disclaimera"?

Może trochę usprawiedliwia cię to, że autorzy broszury zrobili wszystko, żeby ściemnić. Ale zajrzyj na koniec przedmowy (9 strona w pliku, 7 wg paginacji broszury) i przeczytaj, jak ten dokument powstał. 19 osób o "bogatym doświadczeniu teoretycznym LUB praktycznym" (czyli pewnie połowa z nich to narwani "edukatorzy" z własnego nadania) spotkało się cztery razy w ramach jakichś "warsztatów" i wysmażyło standardy, "które – mamy nadzieję – staną się wytycznymi dla wielu krajów w trakcie wprowadzania holistycznego wychowania seksualnego". Ja wiem, że logo międzynarodowej organizacji o wielomiliardowym budżecie, stojącej za gigantycznymi programami zdrowotnymi, robi wrażenie, ale tu zostało użyte jako pieczątka legitymizująca hucpę. Tak się w dzisiejszym świecie robi, a goście i gościówy z NGOsów w pasożytowaniu są dobrzy jak mało kto.

za co przepraszam bo to nie ładnie, ale jeśli jest tak jak pan pisze to to zwykła chucpa jest. Wychodzi na to, że ktoś gdzie pobłądził na początku i owczy pęd zrobił swoje. Standard.

To skandal.

Powinno zmienić sobie hersztów, bo Ci wodzą je jak stado..

To, co napisałem, opiera się na tylko dwóch źródłach i tym, co jest tam wprost napisane: rzeczonych "standardach WHO" oraz wymianie zdań na Twitterze przez na pewno dobrze poinformowaną panią Wiktorię Beczek z krytykami Deklaracji LGBT+ (od której, przypominam, zaczęła się cała chryja). Chucpa czy hucpa (ja odruchowo stosuję lingwistycznie mniej poprawną, ale bardziej powszechną w polszczyźnie transkrypcję) na pewno. Czy skandal - nie mnie to oceniać, bo ja się nie czuję zaskoczony. WHO to bardzo rozbudowana organizacja, a właściwie sieć organizacji, i niekoniecznie wszystkie działania wszystkich jej agend, pracowników i współpracowników są skoordynowane albo chociaż niesprzeczne. Podpiąć coś pod jej logo nie jest tak trudno, jak się wydaje. Zwłaszcza jeśli robi to finansowana przez rząd niemiecki instytucja, która chce nieść kaganek oświaty seksualnej ludom Europy Wschodniej i Azji Środkowej (http://www.euro.who.int/en/health-topics/Life-stages/sexual-and-reproductive-health/news/news/2010/12/standards-for-sexuality-education-in-europe-start-their-way-to-countries-of-eastern-europe-and-central-asia). Ostatnio WHO dała się przekonać do tzw. tradycyjnej medycyny chińskiej, co wzburzyło świat medycyny naukowej, dotąd pewnej swojej wyłączności (https://www.scientificamerican.com/article/the-world-health-organization-gives-the-nod-to-traditional-chinese-medicine-bad-idea/). Ale, skoro chińskiemu rządowi tak strasznie zależało, to co się będą w WHO sprzeciwiać? Tylko patrzeć, jak doktor w przychodni zdiagnozuje zapalenie meridianu ;) Jednakże, jako rzecze Wiktoria B., aktualnie olewamy WHO i nowe wytyczne bierzemy z UNESCO. A niedoinformowani forumowi obrońcy postępu niech się dalej masturbują swoimi standardami.

Ale z wyrazami z hebrajską etymologią jest problem. Znam np. też z mało-słynną "szwagierką" (która nota bene wcale szwagierką nie jest a wdową). Niektórzy piszą ja jako "jewama" a niektórzy jako "jebama" wprost z angielskiego, gdzie nie widać wymiany bet na vet. Innym tego rodzaju słowem jest hebrajska "chalica" (rytuał sciągania sandała; tego samego co u Jezusa, przez Jana), której pisownia także ma, o ile pamiętam, podobną genealogię. Ps. To Ci nasi bracia z tego LGBT to trochę ciemnogród jest, skoro niemieccy starsi bracia z LGBT muszą ich oświecać :))

jak wyżej.

Zaglądamy do źródeł i czytajmy je ze zrozumieniem. Czy standardy WHO nadal brzmią strasznie, jeśli przed tą litanią dodamy (tak jak w cytowanym rozdziale WIEDZA): przekaż dziecku informacje o...., czyli rozmawiajmy z dzieckiem o tym, że zjawiska istnieją, co nie jest tożsame z ukazywaniem tego jako wzorców. Przytoczony "cytat" ze standardów WHO jest modelowo zmanipulowany, np. 6-9 lat- nie ma mowy o współżyciu w kontekście związków jednopłciowych, tylko w odniesieniu do punktu "Świadomość, że seks jest przed- stawiany w mediach w różny sposób-Zrozumienie pojęcia „akcep towalne współżycie/seks” (od- bywany za zgodą obu osób, dobrowolny, równy, stosowny do wieku i kontekstu, zapew- niający szacunek dla samego siebie". Warto się zastanowić, czemu lub komu służy ta dezinformacja, zanim bezrefleksyjnie ją podamy dalej.

nie zostanie nawet zauważona, o tyle schizofrenia na szczytach władzy już oczywiście tak. Dwu głos Kościoła stał się faktem. Bracia LGBT kontra tęczowa zaraza. Podwójny język ma złe konotacje, ale może ktoś powie, że to OK, wierni mają wybór. Tak czy owak autorytetu to nie przymnoży Kościołowi. Pozostaje obserwować kto górą :-|

Kościół chce zagospodarować jak największą rzesze ludzi i różne przekazy kieruje do różnych grup, używa różnych argumentów, różnego języka, różnej formy przekazu. Liczba ludzi oczekująca jednomyślności i tropiąca dwuznaczności i wewnętrzne nieścisłości jest bardzo mała, więc można zaryzykować zirytowanie jej kosztem rozpostarcia skrzydeł (jakby lewe skrzydło i prawe) nad masami.

Twojej sugestii tak jawnego koniunkturalizmu

Rozumiem, podam kilka przykładów z współczesności lub niedalekiej przeszłości: - postawa Watykanu wobec kościołów wschodnich (z nazwy na pewno...) katolickich - praktyka w latynoameryce mająca na celu upodobnić się do nabierających na sile ruchów zielonoświątkowych - tolerowanie lub wręcz wspieranie w Polsce wewnątrzkościelnych ruchów odnów, duchowości charyzmatycznej, eventowej

Wydaje mi się zresztą że koniunkturalizm jest wpisany z definicji w religię instytucjonalną posiadającą uniwersalistyczne, globalne (a więc imperialne) ambicje. Przyśpieszenie procesów globalizacyjnych, rewolucja informacyjna sprawiły, że coraz trudniej jest dyskretnie lawirować czy grać na przeczekanie jednocześnie wychodząc z sytuacji z twarzą.

Strony

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]