Zapiski z końca świata

„Nie wystarczy nauczyć się lekcji, że nie możemy oczekiwać od ludzi niczego dobrego; trzeba się jeszcze nauczyć rzeczywiście niczego nie oczekiwać”.
Czyta się kilka minut

Półka z przekładami Máraiego jest coraz dłuższa: „Zeszyty Literackie” wydały powieść o Piłacie, a Czytelnik – część pierwszą znacznie poszerzonego wznowienia „Dziennika”. Od wydania jednotomowego wyboru minęło 12 lat, teraz znakomita tłumaczka Teresa Worowska zapowiada tomów pięć. Podstawę stanowi tym razem całość zapisków Máraiego – partie ogłoszone za jego życia i to, co pozostało w spuściźnie. Ta całość w oryginale obejmuje już 15 tomów, a edycji jeszcze nie zakończono!

Objętość wyboru z lat 1943-48 wzrosła ponad trzykrotnie. Data pierwsza to początek pracy nad „Dziennikiem”, będącym zrazu melancholijnym powrotem do przeszłości. Szybko jednak wdzierają się na jego karty sprawy bieżące, zwłaszcza kiedy w 1944 r. pisarz rezygnuje w ogóle z uprawiania publicystyki, a po wkroczeniu na Węgry wojsk niemieckich wyjeżdża na prowincję, do Leányfalu. Wyjazd motywowany był przede wszystkim chęcią chronienia żony, mającej „niewłaściwe”, żydowskie pochodzenie; wejście Niemców rozpoczęło wielką akcję deportacji węgierskich Żydów, prowadzoną przy walnym udziale rodzimych faszystów oraz policji. Data zamykająca książkę oznacza początek emigracji. W początku września 1948 r. Máraiowie z przybranym synkiem Jánosem, przygarniętym podczas wojny (ich jedyne dziecko zmarło kilka tygodni po urodzeniu), wyjeżdżają do Szwajcarii, potem do Włoch. Na Węgry nigdy już nie wrócą.

„Dziennik” to nie tylko świetna proza, którą można cytować bez końca, czasem wewnętrznie spierając się z autorem, ale i pouczająca lektura na czasy kryzysu. To świadectwo końca świata zaczyna się, gdy Węgry wplątane już zostały w wojnę po stronie III Rzeszy, ale skutki tego nie są jeszcze zanadto odczuwalne. Potem miejsce ustaw antyżydowskich zajmuje eksterminacja, bombardowania zniszczą część stolicy, w tym mieszkanie Máraiego (z gruzów ocali część biblioteki i kilka mebli), na koniec wkraczają Rosjanie. Grupa oficerów kwaterować będzie w Leányfalu, Márai nakreśli ich wyraziste portrety. Powrót do Budapesztu nie przywróci przeszłości, skompromitowane elity nie odzyskają łatwo twarzy. „Wszyscy, którzy żyjemy, jesteśmy odpowiedzialni za niewyobrażalne zbrodnie – notuje Márai – jedni za to, co popełnili, inni za to, czego nie uczynili, zaniechaniem wspomagając morderców. Wszyscy jesteśmy winni. Ale przyznają to nieliczni. I najbardziej podejrzani są ci, którzy teraz najgłośniej poszukują winnych”. Zaciska się ideologiczna obręcz, w nowej rzeczywistości, której kształt rysuje się coraz wyraźniej, pisarz nie widzi dla siebie miejsca. Pozostaje skok w nieznane. ©℗


SÁNDOR MÁRAI, DZIENNIK 1943–1948. Wybór, przekład, opracowanie, przypisy i posłowie Teresy Worowskiej. Czytelnik, Warszawa 2016, ss. 528

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2016