Portret minionego wieku

Tej książce poświęcimy wkrótce więcej miejsca, chciałem ją jednak przynajmniej zapowiedzieć, bo stanowi wydarzenie wielkiej miary. Sándor Márai (1900-1989), węgierski pisarz zmarły śmiercią samobójczą na emigracji w Kalifornii tuż przed wschodnioeuropejską jesienią ludów, odkryty został w Polsce przed kilku laty. Dwa arcydzieła, Żar i Wyznania patrycjusza, a także refleksyjne miniatury z Księgi ziół, zdobyły mu grono zaprzysięgłych wielbicieli. Teraz to grono powinno się zwielokrotnić.
Czyta się kilka minut
 /
/

Nim wydano po polsku “Żar", opublikowaliśmy w “Tygodniku" tłumaczone przez Feliksa Netza fragmenty ostatniej części “Dziennika", wstrząsający lapidarnością i bezwzględnością wobec własnych emocji zapis umierania ukochanej żony, później zaś - przygotowań do śmierci własnej. Teraz otrzymujemy - w wyborze, przekładzie i opracowaniu Teresy Worowskiej, która wcześniej spolszczyła “Wyznania patrycjusza" - nieporównanie większą próbkę “Dziennika": około jednej piątej sześciotomowej całości obejmującej lata 1943-1989. Jak się jednak dowiadujemy z posłowia tłumaczki, owa całość też jest tylko częścią. Pięć tomów wydanych za życia Máraiego to autorski wybór ze znacznie obszerniejszego diariusza, którego niepublikowane wcześniej partie ukazują się od 1991 r. jako “Zapiski wyłączone". Do chwili obecnej wydano już sześć tomów, a sięgnęły one dopiero roku 1955...

Wszystko to oczywiście byłoby jedynie edytorską ciekawostką, gdyby nie fakt, że chodzi o dzieło doprawdy niezwykłe, być może jedno z ważniejszych świadectw artystycznych minionego wieku. “Dziennik" rozpoczyna się w chwili, gdy II wojna osiąga apogeum; wkrótce rządy na Węgrzech przejmą faszyści, rozpocznie się eksterminacja węgierskich Żydów. Potem Armia Czerwona przyniesie zmianę władzy, w 1948 Máraiowie z adoptowanym synem wyjadą z kraju na zawsze. Tłem reszty zapisków będą zmieniające się wygnańcze postoje: Szwajcaria, Włochy, Ameryka. “Dziennik" (przynajmniej w tej postaci, jaką po polsku otrzymaliśmy) nie jest jednak kroniką wydarzeń ani spowiedzią emigranta, ale czymś znacznie więcej: wyjątkowo przenikliwą diagnozą cywilizacyjnej zmiany. Chciałoby się cytować go całymi akapitami, na każdej stronie znajduję fragment, który uderza trafnością czy oryginalnością sądu.

Więc niech zostanie chociaż jeden: “Utwory, które zostały zrobione jakby nie z prawdziwego materiału, lecz z tworzywa sztucznego. Wygląd, barwa, forma, ton, wszystko takie, jak żywe pismo - ale materia, z której zostały wykonane, to syntetyk". Diariusz Máraiego, choć starannie przemyślany i skomponowany, syntetykiem na pewno nie jest. (Czytelnik, Warszawa 2004, s. 638. Przekład, opracowanie, przypisy i posłowie: Teresa Worowska.)

Lektor

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2004