Dość często, w sytuacjach publicznych i prywatnych, pytany jestem o pocieszenie. Napisałeś „Dziennik pocieszenia”, to teraz się tłumacz. Zauważyłem, że słowo to budzi pewien opór, tak jakby w pocieszaniu było coś zawstydzającego, moralnie podejrzanego. Jakby pocieszanie innych było równoznaczne z ich okłamywaniem, utrwalaniem złudzeń, w których tkwią. Człowiekowi nie pociechy potrzeba, lecz prawdy. Chory chce wiedzieć, co mu jest, samo zapewnianie, że będzie dobrze, mu nie wystarczy. Pociecha jako przejaw ignorancji? Albo nawet obłudy? No tak jakoś ludzie kombinują.
Niełatwe pocieszenia
Może zresztą chodzi o coś innego jeszcze. Często w recenzjach można napotkać zdanie: „Ta literatura nie oferuje łatwych pocieszeń”. Chciałoby się zapytać: a która oferuje? No owszem, bywają czytadła, których celem jest dostarczenie historii z happy endem, choćby nawet mało wiarygodnym. Pocieszenie sprowadza się wtedy do utwierdzania pewnych stereotypowych wyobrażeń o szczęściu i spełnieniu. Literatura ambitniejsza, jeśli jest pocieszycielką, to nie wprost.
Jest jakaś racja w twierdzeniu, że każda książka w oczach czytającego staje się autobiografią. Akt lektury zawsze jest niepowtarzalny, bo zawiera rys własny, odniesienie do własnego, niepowtarzalnego przecież życia. Pocieszeniem mogą być oczywiście takie czy inne przeczytane słowa, jakiś aforyzm, złota myśl albo opis sceny, która znacząco – i na lepsze – zmienia losy bohaterów.
Ale na ogół pocieszenie płynie po prostu z faktu, że w literaturze możemy spotkać samych siebie, własne dylematy, emocje, których nie umiemy nazwać, i tak dalej. Literatura jest lustrem, które nie tyle przechadza się po gościńcu, ile czeka na nas w łazience. Nie zawsze przyjemnie w nie spojrzeć, ale bez niego wiedzielibyśmy o sobie znacznie mniej.
Zastanawiające jest skądinąd samo to sformułowanie: łatwe pocieszenia. Przysłuchuję się dyskusji. Ktoś pyta: „Czym jest nadzieja?”. „Na pewno nie czymś w rodzaju łatwych pocieszeń”, pada odpowiedź. Musi pojawić się ten przymiotnik „łatwe”. Co jest w sumie optymistyczne, bo oznacza, że nie kwestionujemy pociechy jako takiej, ale jej ułatwione wersje.
Istotnie, w życiu nie brak takich łatwych, zdawkowych prób pocieszania. Oferuje się je zwłaszcza dzieciom, bo przecież – tak się ciągle myśli – dzieci nie przeżywają tak samo jak dorośli. „Nie płacz, nic wielkiego się nie stało”, „Jak się nie znajdzie, kupimy nową”, „Pojedziesz innym razem”. Muszę wyznać, że dość wcześnie zacząłem odczuwać takie pocieszanie jako coś irytującego. Dziecko jest gotowe pogodzić się ze stratą, zmierzyć z własnym smutkiem, ale na pewno nie pomaga mu w tym ani pośpiech, ani lekceważenie.
Trzeba poczekać
Pamiętam, jak opublikowałem „Bajki Misia Fisia” i zdarzało mi się rozmawiać o nich z przedszkolakami. Była wśród nich opowiastka zatytułowana „Fotel”: „Pewien chłopiec skakał i skakał po fotelu swojego dziadka. W końcu fotel się zapadł i chłopiec wpadł do środka. Dziadek był zły, smutny i prosił babcię, żeby go nie pocieszała”.
Dzieci chętnie o tej opowiastce dyskutowały. Rozumiały bardzo dobrze, skąd się wzięły i złość, i smutek z powodu zniszczenia czegoś tak ważnego, z czego korzystało się na co dzień. Podawały przykłady własnych strat i żalu, że czegoś się nie odzyska.
„Jak ktoś jest smutny, to nie trzeba mówić, trzeba przytulić”, powiedziała jedna dziewczynka. Rzeczywiście, przytulenie nigdy nie jest „łatwym” pocieszeniem. „A jeśli dziadek nie chciałby nawet przytulenia?”, spytałem. „To trzeba poczekać”, usłyszałem w odpowiedzi.
Ciekawe, kim jest dzisiaj ta dziewczynka, której imienia, niestety, nie pamiętam.
Pocieszenie jest w istocie towarzyszeniem. A w każdym razie gotowością, by stanąć przy kimś, kto w ten czy inny sposób cierpi. Pocieszenie to nie oszukiwanie, tylko gotowość do wzięcia na siebie choćby małej części tego cierpienia. W konsekwencji – to także pewien sposób życia. Nie pociesza ten, kto udaje, że nie ma problemu, albo tworzy nowe iluzje, ale ten, kto proponuje zmianę punktu widzenia. Czasem nie musi wiele mówić, może pokazać: „Popatrz w inną stronę”.
A co powiedzieć o pocieszeniu, które płynie z obecności pięciu kotów? Co powiedzieć, Lusio? Malusio? Leonie? Beksio, śpiąca na mojej koszulce? Dzikusie, przytulony do mojego uda?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








