Życzliwość nie jest dla mięczaków. To ratunek przed cynizmem

Gest życzliwości jest potrzebny konkretnemu człowiekowi w konkretnej sytuacji. Ratuje jego wiarę w ludzi, a przynajmniej usiłuje ją podtrzymać.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Chciałbym napisać o życzliwości. Kilka razy już zabierałem się za ten temat – i utykam. Wobec tego, co się dzieje dookoła, pisanie o życzliwości wydaje się czymś absurdalnym, wysiłkiem z góry skazanym na śmieszność. Wołaniem na puszczy, jakby się kiedyś powiedziało. Życzliwość wobec Ukraińców? Wobec Niemców? Wobec siebie nawzajem? Wolne żarty. To dla mięczaków. Miękiszonów. Takich, co życia nie znają. 

Ale jak w takim razie stawić opór coraz brutalniejszemu językowi i coraz bardziej niepokojącym zachowaniom? Najczęściej słyszymy: państwo nie działa, a to państwo powinno zrobić z nimi porządek. Ale państwo jest na miarę obywateli. Jeśli państwo bywa opieszałe, to dlatego, że sami obywatele nie wiedzą, czego chcą. 

Rząd posyła służby tu i tam, robi to na ogół powściągliwie, zapewne starając się nie eskalować konfliktów. Służby same są zdezorientowane, bo przecież za chwilę może pojawić się inny rząd i inne priorytety. Bywa, że jedno mówi się na odprawach, w obecności przełożonych, a drugie w rodzinnych domach. Nie usprawiedliwiam, staram się zrozumieć styl myślenia i wynikającą zeń strategię. Ale jest to, niestety, strategia krótkowzroczna. 

Rząd powinien z największą mocą zwalczać przede wszystkim dezinformację. Pokazywać, kto rozsiewa nienawistne komunikaty. Likwidować źródła przez odcinanie im dostępu do polskiego internetu. Ale nawet i w tej kwestii nie ma zgody w klasie politycznej. 

Wielu politykom opłaca się taka sytuacja, w której za dezinformację odpowiada wróg zewnętrzny. Odpowiedzialność zawsze można wtedy przerzucić na drugą stronę. Albo – no właśnie – na służby, które „nie dopilnowały”. Jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem, żeby polityk rozsiewający fałszywe wiadomości, z własnej woli, bez sądowego wyroku, wycofał się z nich i przeprosił.

O życzliwości miałem pisać… Ale jak pisać o życzliwości, kiedy trwa wyścig, kto więcej oliwy doleje do ognia. Czy można jakoś przeciwstawić się tej obłąkanej rywalizacji, w jakiej uczestniczą obecnie politycy prawicy? Coraz większe i coraz bardziej szkodliwe głupstwa (nie da się tu, niestety, użyć innego słowa) wypowiada kandydat na przyszłego premiera wysunięty przez największą opozycyjną partię

Wydaje się, że nie istnieje granica, której nie byłby gotów przekroczyć, byle ponownie sięgnąć po władzę. Wstyd? Nie, wstyd należy w punkcie wyjścia odrzucić. Zdrowy rozsądek? No właśnie w imię zdrowego rozsądku te wszystkie bzdury. Wartości? Tylko takie, które dadzą się zinstrumentalizować. Nawet prawda? Hahaha. Dziecko pan jesteś? Nie wiesz, na czym polega polityka? 

Czy zatem skazani jesteśmy na coraz gorsze współżycie z sąsiadami? I z sobą nawzajem? Wyrok już zapadł, nie ma odwrotu i – jak to kiedyś śpiewałem – cała Polska wyjdzie z Europy i wejdzie na Giewont? To przesądzone, czy jest jeszcze dla nas inny scenariusz? Żeby nie było nieporozumień: nie mam nic przeciwko krzyżowi na Giewoncie, ale mam bardzo wiele przeciwko używaniu krzyża do walki politycznej. Krzyż jest przeciwieństwem cynizmu. Krzyż w rękach politycznego cynika to bluźnierstwo

Bronię się ze wszystkich sił, żeby nie napisać, że mnie także ogarnia pesymizm, gdy na to patrzę. Małe i wielkie gesty życzliwości (bo i wielkie zdarzają się przecież!) na tle tego, co się dzieje, wydają się jakimś snem, nierzeczywistością. Próbą powstrzymania lawiny kamieni rękami. Nie towarzyszy im nadmierna uwaga mediów. A przecież wciąż nie tak mało spośród nas w ten lub inny sposób pomaga walczącej Ukrainie i ukraińskim uchodźcom. I nawet jeśli nie zawsze jest to wymierna materialna pomoc, to staramy się im przynajmniej ofiarować swój uśmiech czy życzliwe słowo.

Czasem pokiwanie głową ze zrozumieniem czy przepuszczenie kogoś zmęczonego w kolejce więcej znaczy niż wzniosłe deklaracje solidarności. Deklaracje mogą się zmieniać, mogą zostać odwołane. Gest życzliwości jest potrzebny konkretnemu człowiekowi w konkretnej sytuacji. Ratuje jego wiarę w ludzi, a przynajmniej usiłuje ją podtrzymać. Człowiek, który musiał opuścić swoją ojczyznę, jest zazwyczaj kruchy, bardziej podatny na zranienie. Uciekając, stracił część osłon, które czyniły go odpornym na ciosy przychodzące z zewnątrz. O tym również warto pamiętać.

Tak, o życzliwości trudno się pisze, bo z założenia jest ona zwyczajna, niespektakularna. Ale właśnie ta zwyczajność jest jej największą siłą. Życzliwość codzienna, uparcie praktykowana – wobec wszystkich, nie tylko „swoich” – staje się czymś w rodzaju osłony zastępczej, społecznej otuliny. Silni (są w ogóle tacy?) może jej nie potrzebują, ale słabym (nam wszystkim?) jest do życia nieodzowna.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Jak się obronić?